12.01.2015

Przyciągaj spojrzeniem z Color Eye Liner Virtual



Witajcie




Nie dam Wam odpocząć,dziś znów o kosmetykach będzie mowa. Ale w środę wybieram się do kuzynki, więc oczekujcie stylizacji (ależ to brzmi, tak profesjonalnie ! ) . Już się zapowiedziałam, że będę z Ksawciem oczywiście . Tylko że była mowa o sukience, a tu listonosz dostarczył jeszcze inne ciuszki . Więc postawię Agę przed faktem dokonanym :). Tylko trzymajcie kciuki, żeby nie wiało i padało. Bo mam nadzieję na sesję na dworze, ze względu na lepsze światło . Nie ma co gdybać, jak nie będzie - musimy sobie jakoś poradzić . 


Wracając do tematu posta - przedstawię Wam dwa eyelinery firmy Virtaul, o której już zresztą pisałam i wiecie, że darzę ją sympatią .   Są to eyelinery kolorowe, jeden złoty , drugi ciemno srebrny . Należą do dwóch kolekcji - w pierwszej , gdzie dostępny jest zloty - jest 6 kolorów . Zaś srebro należy do kolekcji Silver Glamour.



Chcesz nadać spojrzeniu głębie? Podkreśl kontur oka!- opis ze strony producenta

Kolekcja perłowych, błyszczących linerów w głębokich kolorach, doskonałych zarówno do odważnych, jak i klasycznych makijaży.  Kolory są bardzo intensywne, mocno nasycone barwnikiem, dlatego też pozostają widoczne po nałożeniu na cienie. Bardzo trwałe, nie ścierają się z powieki, nie rozmazują się, po kilku sekundach od namalowania kreski wysychają, pozostając w idealnym stanie  przez wiele godzin, nawet w wilgotnych warunkach.
Natychmiastowy i super trwały efekt na Twoich powiekach.


Cena ok 9 zł za 5 ml 

Inne kolory klik link












Silver Glamour -opis ze strony producenta


Cienki precyzyjny pędzelek, pozwala na wyczarowanie idealnej grubości kreski.
Formuła long lasting sprawia, że wodoodporna kreska nie ściera się z powieki  i nie pęka
Uniwersalne kolory pasujące do każdego makijażu.
Po wyschnięciu eye linera na powiece kreska mieni się brokatowymi drobinkami.


Cena ok 12 zł

Cała seria kosmetyków Silver Glamour klik link
 







Moja opinia


Eyelinery umieszczone są w plastikowych, wydłużonych opakowaniach. Część, gdzie znajduje się kosmetyk, jest przezroczysta . Dłuższa, srebrna część , stanowi zakrętkę i w niej osadzony jest pędzelek . Pędzelek jest bardzo precyzyjny . Można nim malować cienkie kreseczki tuż przy linii rzęs, lub tworzyć grubsze, bardziej wymyślne .   Pędzelek jest miękki, nie rozdwaja się i nie gubi włosów , nie "drapie " .



Konsystencja jest nieco inna w obu kolorach. Zloty ma więcej brokatowych drobinek,  zaś srebro jest bardziej jednolite oraz lepiej kryje . Co jest w nich fajne, to że nie wysychają podczas używania - tzn nie zmienia się ich forma . S takie jak pryz pierwszym użyciu . Po zrobieniu kreski dość szybko wysychają i są faktycznie trwałe. Czy to nałożone bezpośrednio na powiekę, czy też na cienie - możemy się cieszyć piękną kreską cały dzień. 



Złoty kolor jest bardziej błyszczący, dlatego odpowiedni jest raczej na wieczór . Za to srebro z powodzeniem stosuję w dziennym makijażu . Ładnie kryje, podkreśla konkury oka , a przy tym nie jest zbytnio krzykliwy . Eyelinery zmywają się dobrze. Jeśli kreski zrobimy grubsze i użyjemy więcej kosmetyku , to tak jak w przypadku tuszu do rzęs - im więcej warstw , tym dłuższy demakijaż ( czysta logika ). Jednak tradycyjny micel sobie poradzi , nie stosuję demakijażu do usuwania kosmetyków wodoodpornych . Zawsze można się wspomóc kropelką oleju arganowego, czy migdałowego .



Lubię eyelinery i chociaż złoty stosuję rzadziej, to eksperymentuję z oboma kolorami. Mam tendencję do łzawienia oczu, a co za tym idzie rozmazywania się . Lubię , gdy oczy są podkreślone . Sporadycznie sięgam po kredki, bo przeważnie ulegają rozmyciu, a eyelinery sprawdzają się u mnie doskonale . Wszystkim osobom, które mają podobne problemy, polecam wypróbowanie właśnie eyelinerów .  Jeśli lubicie  klasyczną czerń , w ofercie Virtual znajdziecie też eyelinery w takim właśnie kolorze ( z dwoma różnymi pędzelkami klik link , klik link ).






Używacie eyelinerów, czy jesteście wierne kredce do oczu ? Najlepiej czarnej?



Pozdrawiam
Kobieta Nieidealna

10.01.2015

Polskie, tanie i dobre - podkład i puder Virtual Long Matt



Witajcie





Dziś mam dla Was recenzję nie jednego,ale dwóch kosmetyków . Postanowiłam napisać ją w jednym poście, gdyż pochodzą one z jednej serii oraz dobrze się wzajemnie uzupełniają . Fluid i puder matujący należą do serii Long Matt i są firmowane polską marką Virtual . 


Na pierwszy rzut oka , opakowania jakoś nie przyciągają uwagi , a nawet mogą się wydawać nieco tandetne . Chodzi mi o takie wizualne pierwsze wrażenie  , że mogą to być kosmetyki niezbyt dobre jakościowo . Czy takie jest tylko wrażenie ? Zapraszam do lektury ! 





Virtual Long Matt Długotrwale matujący podkład -opis


Nowoczesny fluid o przedłużonej trwałości.
Dzięki zawartości składników pochłaniających sebum daje efekt matujący, idealnie równoważy strefy tłuste i suche. Rozprowadza się miękko i równo, kryjąc wszelkie niedoskonałości. Nie zatyka porów.
Efekt: matowa, aksamitna skóra przez cały dzień. 




Opinia


Fluid Virtual zamknięty jest w podłużnej, smukłej tubie . Nie posiada kartonika , a po odkręceniu nie jest chroniony żadnym zabezpieczeniem typu sreberko . Tuba jest miękka, łatwo z niej wydobyć kosmetyk . 


Konsystencja podkładu jest średnio gęsta , a zapach wyczuwalny, przyjemny. Aksamitna konsystencja ułatwia nakładanie podkładu ( czy to palcami, czy pędzlem ) . Krycie jest dobre , fluid radzi sobie z większością niedoskonałości . Nie podkreśla też suchych skórek, nie roluje się ani nie spływa z twarzy . Po aplikacji tworzy matowy, satynowy efekt . W zależności od pogody efekt zmatowienia skóry jest różny . Utrzymuje się około 6-7 godzin .






Virtual Long Matt  Puder prasowany matujący - opis


Doskonale równoważy strefy tłuste i suche, zapobiega świeceniu się skóry. Perfekcyjnie pokrywa drobne niedoskonałości cery. Zapewnia matowe wykończenie makijażu przez cały dzień. Puder przeznaczony dla skóry mieszanej i tłustej.





Opinia

Puder Virtual Long Matt umieszczony został w okrągłym opakowaniu , został wyposażony w puszek. Szata graficzna identyczna jak w przypadku fluidu . No nie podoba mi się i nic na to nie poradzę. Lecz muszę dodać, że napisy na obu pudrach są bardzo trwałe , a opakowania pomimo częstego używania kosmetyków - wyglądają prawie jak nowe . Więc wykonanie akurat jest jak najbardziej solidne, tylko specjaliści od designu polegli .

Puder także delikatnie pachnie, ale nie uprzykrza to jego stosowania . Zapach wietrzeje po aplikacji . Sam puder ma fajną konsystencję i nie pyli - czego osobiście nie znoszę ( jak puder mam wszędzie, tylko nie na twarzy ) . Puder można aplikować za pomocą załączonej gąbeczki - wtedy uzyskamy bardziej kryjący efekt. Ja jednak wolę stosować do tego celu pędzel . Puder nie tworzy na twarzy plam . Mam najjaśniejszy odcień i idealnie się stapia z moją cerą . 

Puder Virtual zakrywa to, czego nie zakrył fluid . Jestem również zadowolona z jego matowienia. Czasem w ciągu dnia muszę dokonać poprawki ,ale to mi się nieco błyszczy nos . Nie jest tak, że dalej nie mogłabym chodzić w makijażu, jednak z małą korektą jest lepiej . Puder przedłuża trwałość  podkładu i ożywia cerę  .












 


Tu macie mnie ( jeszcze w starym kolorze włosów ) . Użyłam pudru i podkładu  Virtual  ( i tuszu niebieskiego ) . Jak widać efekt jest naturalny , bez maski .





Zestaw Virtual sprawdza się zatem razem bardzo dobrze - może nie idealnie . Lecz  w sumie na swoją cenę ( puder ok 10 zł, podkład 10-15 zł ) i tak są nadzwyczaj udanymi kosmetykami . W codziennym makijażu i bez jakiś ekstremalnych warunków atmosferycznych , trzymają się na buzi praktycznie cały dzień bez zmian. Osoby o cerze normalnej  też zapewne były by zadowolone z ich stosowania . Jedynie posiadaczki cery tłustej , cóż - musiałyby sprawdzić, czy Virtual -ny duet poradziłby sobie w ich przypadku . 

Ach i miałam jeszcze napisać i już by mi umknęło . Używam sobie już ich od ponad półtora miesiąca . Podkładu zostało około 1/3 a pudru prawie nie widać ubytku . Staram się używać go rano, gdy już koniecznie muszę  , "strzelę " sobie poprawkę w ciągu dnia . Co ważne, żadne z kosmetyków nie wywołał żadnego uczulenia, wysypu czy też nie przyczynił się do nadmiernego zapychania się cery .





Pozdrawiam
Kobieta Nieidealna

9.01.2015

Dermedic Baby Lekki balsam do ciała



Witajcie !




Dziś opowiem Wam o bardzo fajnym balsamie , który czasem podbieram swojemu brzdącowi . Balsam jest dziełem firmy Biogened , która stworzyła serię emolientów dla najmłodszych . Balsam Dermedic można już bezpiecznie stosować u dzieci od pierwszego miesiąca życia .

Ksawcio jak każdy malec obserwuje świat i naśladuje dorosłych. Większość czasu spędza ze mną, dlatego z zapałem używa różnych smarowideł. Widzi jak ja się kremuję, on pokazuje palcem na swoje kremy i robi to co mama . Czasem wysmaruje włosy i ubranie lub psa :) . Ale dobrze,że uczy się takich nawyków .





Opis ze strony producenta


Składniki aktywne: Olej lniany z zawartymi w nim NNKT Omega 3, Omega 6, Omega 9, Alantoina, D-Panthenol, Gliceryna, Masło Shea, Witamina E, Ekstrakt z jęczmienia, Olej arganowy

Intensywnie nawilża skórę
Wygładza i zmiękcza skórę
Przyspiesza regenerację uszkodzonej tkanki
Eliminuje uczucie dyskomfortu napiętej skóry poprawiając jej elastyczność
Hypoalergiczny

Opakowanie: Butelka ecosolution z pompką 205 g


Zalecany do codziennej pielęgnacji skóry suchej, bardzo suchej, skłonnej do alergii. Szczególnie polecany do pielęgnacji skóry atopowej.





Wszystkie dermokosmetyki z serii Linum Baby klik link 




Cena 19- 25 zł

Dostępność apteki internetowe i stacjonarne




Moja opinia


Balsam Dermedic znajduje się w wygodnym , higienicznym opakowaniu z pompką . Butelka jest poręczna, a zamknięcie chodzi lekko - więc jedną ręką łatwo zdjąć zatyczkę i wydostać kosmetyk . Mechanizm działa bez zarzutu, nie zacina się i nie "psika" na różne strony balsamem . Szata graficzna z przyjaznymi dziecku akcentami, jednak nieco stonowana jak przystało na dermokosmetyk . 

Balsam Dermedic Baby jest koloru białego, jakby rozwodnionego . Nie jest to właśnie 100 % czysta biel, tylko jakby nieco przezroczysta . Zapach jest słodki, bardzo przyjemny . Nie cukierkowy i nie duszący . Konsystencja jest dla mnie nowością. Balsam jest dość rzadki , czasem wręcz lejący. Na skórze wydaje się "mokry  " . Bardzo łatwo i równomiernie się aplikuje i szybko wchłania . 

Lekka formuła, tak jak obiecywał producent . Ale czy w takim razie taki balsam potrafi odpowiednio nawilżyć ? Milo się zaskoczyłam, bo już po posmarowaniu czuć zmianę w kondycji skóry .Staje się miękka i taka aksamitna . Przy codziennym stosowaniu likwiduje sucharki na kolanach i na łydkach ( mały ma suche nóżki od rajstop ) . Uwielbiam ten balsam, jest mega szybki w użyciu . Jedną ręką trzymam Kcawcia, a drugą mogę spokojnie obsłużyć się i wydobyć porcję dermokosmetyku . Smarujemy - oczywiście i ja i on sam i po chwili mój wiercipiętek jest gotowy do ubrania . Wieczorem zdarza mi się też użyć balsamu Dermedic do buźki Ksawcia ( na dzień, zwłaszcza przed spacerkiem smarujemy się czymś treściwszym ) .

Balsam Dermedic Baby Emolient Linum jest jednym z lepszych smarowideł dla dzieci , jakie mieliśmy okazję używać. Łagodzi podrażnienia, skutecznie i długotrwale nawilża i uelastycznia skórę . Ekspresowo się aplikuje i wchłania .  Jest bezpieczny dla wrażliwej dziecięcej skóry . 








Przyznam się, że czasem podbieram balsam Dermedic Baby synkowi, zwłaszcza wtedy - gdy zależy mi na czasie. A niestety mam taką skórę, że po każdej kąpieli muszę się balsamować .





Pozdrawiam
Kobieta Nieidealna

5.01.2015

Moje kwiatowe twory




Witajcie



Zawsze lubiłam żywe kwiaty, czy to doniczkowe czy te cięte  . No i oczywiście te rosnące w ogrodzie, czy nawet na łące .  Nie uczyłam się na florystkę, nie pracowałam też w tej branży. Kiedyś siedząc u koleżanki w kwiaciarni , dostałam parę badyli i skoro i tak nie miałam nic innego do roboty - powstał mój pierwszy "profesjonalny" bukiet , pod fachowym okiem Wioli .  Kilka razy pomagałam jej , przy okazji Walentynek i Dnia Nauczyciela - wiadomo , wtedy zapotrzebowanie na kwiaty rośnie . To było dobre 2 lata temu - bo ostatnio "kręciłam " bukiety jak byłam w ciąży.

Taks się złożyło, że mąż koleżanki zafundował jej fajny wyjazd - Sylwester w Krakowie . Więc miałam możliwość kilka dni poprzypominać sobie i potworzyć różne cuda . Co prawda dwa dni spędziłyśmy na remanencie , ale potem już same przyjemności - no może nie do końca , hihi . Bo są pewne mity, które muszę obalić , dla nie wtajemniczonych .





Praca w kwiaciarni jest  czysta ?
Nic bardziej mylnego  . Zacznijmy od czyszczenia , tzw przygotowania kwiatów, które dostajemy z hurtowni. Wszystkie trzeba przyciąć, obciąć dolne liście - bo zgniją w wodzie, róże odkolcować, a chryzantemy "zbić " ( rozgnieść końce ) . Wiadomo , robimy to szybko , można się ochlapać, podrapać - dlatego lepiej założyć rękawiczki i oczywiście zielone rączki , to standard . 



Praca w kwiaciarni jest lekka ?
Zależy od dnia . Jednak przeważnie musimy się liczyć z całym dniem na nogach . Bólem nadgarstka po kilku godzinach . Miałam się też ostatnio okazję przekonać ile wysiłku potrzeba , aby zrobić żywy stelaż do wieńca pogrzebowego ze świerku . Pociąć gałęzie sekatorem , apotem połączyć za pomocą drucików , wypełnić gałązkami .



W otoczeniu kwiatów będę wyglądała jak księżniczka ?
Ale jeśli się odpowiednio nie ubiorę, mogę zmarznąć. Jak za pewne,część z Was wie, kwiaty lubią chłodek . Więc musimy się ubrać na cebulkę , do tego ciepłe i wygodne buty . Ubrania - nie koniecznie te wyjściowe , gdyż mogą ulec zniszczeniu . Najlepiej jak mamy jakiś firmowy fartuszek . Hm, co takiego może się stać. Ja ostatnio byłam wręcz czarna od świerku, dobrze że się żywicą nie poplamiłam. Może nam też kapnąć klej  , co też dyskwalifikuje potem naszą odzież . 



Piękne dłonie ?
Tak, o ile wszystko będziemy robiły w rękawiczkach. Normalny mani powinien przetrwać cały dzień, jeśli nie walczymy z pogrzebówkami robionymi na żywych podkładach . Swoje łapki musiałam doprowadzać do ładu. Teraz jest już prawie idealnie, ale jeszcze muszę solidnie je kremować.




Tu macie kilka moich tworów do obejrzenia. Zdjęcia oczywiście telefonem i w kiepskim świetle, ale mam nadzieję że jakoś dacie radę !


















Bardzo lubię takie hand made . Poza tym to było oderwanie się od mojej codzienności . Chociaż trochę wkurzały mnie dojazdy, bo musiałam kursować dwoma autobusami i nie zawsze pasowały . Następną porcję bukietów podrzucę Wam prawdopodobnie w okolicach Dnia Babci .


A Wy jakie macie hobby ? Co tworzycie, kiedy nikt nie patrzy?



Pozdrawiam
Kobieta Nieidealna

3.01.2015

Sukienki nie tylko dla chudzinek :)



Witajcie




Nie wszystkie z nas mogą cieszyć się idealną figurą . Ale to nie powód do kompleksów . Ładnie zaokrąglona figura, to moim zdaniem bardzo kobiecy atut . Dlatego jak najczęściej powinnyśmy sięgać po sukienki . Zwłaszcza teraz, gdy mamy karnawał !  

Jest mnóstwo fasonów i krojów sukienek, które pozwolą zatuszować , to co chcemy ukryć lub podkreślą to,  z czego jesteśmy dumne . Wybrałam kilka propozycji sukienek z różnych sklepów . Mam nadzieję , że coś Wam wpadnie w oko.


Zapraszam do oglądania ! 






Not all of us can enjoy the perfect figure. But that is no reason to complexes. Nicely rounded figure, in my opinion, very feminine asset. Therefore, as often as we should reach for the dresses. Especially now, when we have a carnival!

There are plenty of styles and typefaces dresses that will cover up, that's what you want to hide or emphasize it, and we are proud of. I chose a few suggestions dresses from different stores. I hope that something you will fall into the eye.

Feel free to watch!




Sukienki poniżej mają czarne , odcięte spódnice , aby wysmuklić bioderka i talię , a podkreślić ładny, kształtny biust .







Wszelkie kontrastowe wstawki , zwłaszcza po bokach , wysmuklą nam sylwetkę i ją wydłużą .








Jeśli jednak nie przepadamy za dopasowanymi ubraniami, warto sięgnąć po coś luźniejszego . Brzuszek i fałdki ukryją się pod obszerniejszą sukienką  . Tu możemy zdecydować się na elegancką sukienkę z koronką lub , gdy wolimy coś mniej oficjalnego, np casualową zieloną.


1)  klik /cena 


1)    klik /cena  2)   klik /cena 





Dodatkowo na pewno nasza sylwetka będzie prezentowała się o wiele lepiej , gdy do sukienki dobierzemy buty na chociaż małym obcasiku . Sama nie należę do wysokich osób, a gdy ubieram szpilki "rosnę " w oczach i jakoś wszystko lepiej na mnie leży .



Pozdrawiam
Kobieta Nieidealna

1.01.2015

BingoSpa Krem złuszczający na noc kompleks kwasów




Witajcie




Najlepsze życzenia w pierwszy dzień Nowego Roku !!! 



Mam nadzieję ,że bawiliście się dobrze - nawet jeśli Sylwestra spędziliście w domach w rodzinnym gronie ( tak jak ja ).  A teraz zapraszam Was na recenzję, którą jakoś trudno było mi napisać, chociaż kremu już nie używam - oddałam go mamie .


Sezon jesienno zimowy jest doskonały na przeprowadzenie kuracji kwasami lub też dla tych mniej odważnych i posiadaczy wrażliwej skóry - stosowania kremów , które mają w składzie kwasy o różnych stężeniach . Poszłam na łatwiznę i tym razem sięgnęłam po krem . Mój wybór padł na Krem złuszczający na noc z kompleksem kwasów BingoSpa . 





Krem złuszczający - opis ze strony producenta


Krem złuszczający polecany do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, zwłaszcza tłustej i mieszanej, dla kobiet 25+. Szczególnie wskazane jest jego stosowania przy nadmiernym rogowaceniu naskórka, łojotoku, zaskórnikach, przebarwieniach pigmentacyjnych, a także szorstkości skóry.
Lekka, nawilżająca konsystencja zapewniają komfort stosowania.
Zastosowane w kremie kwasy AHA, kwas mlekowy, kwas askorbinowy i kwas cytrynowy stymulują odnowę komórek, delikatnie złuszczają i usuwają nagromadzone martwe komórki warstwy rogowej naskórka. Kwas askorbinowy czyli witamina C charakteryzuje się silnymi właściwościami antyoksydacyjnymi. Neutralizując wolne rodniki, zabezpiecza skórę przed przedwczesnym starzeniem. Kwas askorbinowy i kwasy AHA korzystnie wpływają na produkcję kolagenu oraz zwiększają mechaniczną odporność ścian naczyń włosowatych, stymulują ukrwienie skóry.
Preparat głęboko oczyszcza cerę i zwęża pory, nadaje jej elastyczność, gładkość i miękkość.
Wygląd i kondycja skóry ulega zauważalnej poprawie.


Sposób użycia: nanieść krem na noc na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu i błon śluzowych. Krem można aplikować także na szyję - nakładać lekkimi ruchami od dołu ku górze.

Cena 36 zł

Dostępność klik link





Moja opinia 


I tak ,zacznę od tego że gdybym widziała skład zanim się na niego pokusiłam - zapewne wybrałabym coś innego . Krem ten zawiera niestety dwa rodzaje parafiny , czego skóra mojej twarzy akurat nie specjalnie lubi - odwdzięczając się zapchanymi porami i wysypem niedoskonałości . Przeczytałam opis i się dosłownie zauroczyłam. Stwierdziłam, że jest wprost stworzony dla mnie i pomoże mi w walce z zaskórnikami , przebarwieniami , zwęzi pory itd. No i ten zachwyt namącił mi w głowie , a że na stronie producenta nie było składu ( w którym jest ta nieszczęsna parafina) - że krem BingoSpa znalazł się u mnie.

Skoro jednak już go mam, postanowiłam dać mu szansę . W końcu jest do stosowania tylko na noc i te kwasy może potrzebują parafiny,żeby nie podrażnić skóry. Ale po kolei .


Krem znajdował się w folii, szczelinie zamknięty . Gdy już rozpakowałam to zabezpieczenie, mogłam odkręcić plastikowe, białe wieczko i dostać się do zawartości . Sam słoiczek raczej tradycyjny, ze srebrną naklejką.


Krem bardzo ładnie pachnie, intensywnie brzoskwiniowo . Nie jest to raczej zapach naturalny,ale niewątpliwie bardzo przyjemny- taki świeży, z lekką nutką słodyczy . Konsystencja , hm raz się rozprowadza krem lepiej, a innym razem z oporem . W zależności od tego czym umyję wcześniej buźkę . Krem jest średnio gęsty ,ale właśnie różnie zachowuje się na różnym "podkładzie " . Z pewnością inaczej byłoby też , przy różnych rodzajach cery . Krem muszę zaliczyć do wydajnych, bo używając go prawie miesiąc - codziennie na noc, zużyłam tylko pół opakowania. Potem zrobiłam sobie kilka dni przerwy , żeby sprawdzić czy różne psikusy na twarzy to wina kremu. A także czy może stosowany seriami, będzie działał lepiej, ale tak się nie stało .


Co do działania , czyli jak moja skóra zachowywała się podczas jego używania ? Nie spodziewałam się spektakularnego złuszczania naskórka, raczej takiego minimalnego - jak to przy kremach bywa , czasem po prostu nie widocznego gołym okiem . Ale systematycznego i dającego efekty widoczne po dłuższym czasie stosowania . W przypadku kremu złuszczającego BingoSpa , "gubienie" skóry następowało dość dziwnie . Bo niestety nierównomiernie . Na czole nieco ponad brwiami i pomiędzy nimi, na nosie i w okolicach jego płatków . Dodam ,że krem aplikowałam - wklepując  delikatnie, także na szyję i dekolt . A na innych partiach skóry nie było żadnych oznak złuszczania . No dobrze, dekolt może nie jest tak delikatny jak twarz. Jednak już szyja, zwłaszcza pod uszami powinna zareagować . Próbowałam więcej kremu wmasowywać w miejsca, na których skóra się nie złuszczała, ale to nie pomogło . Była także problem z "oddzieleniem " się martwego naskórka . Pamiętam ,że jak stosowałam kwas - to jak zaczęło się złuszczanie, to potem te drobinki , same odpadły ( no nie wiem jak to ma określić, ale mam nadzieję że rozumiecie ). Gdy nastąpiło złuszczanie po użyciu kremu BingoSpa , czekałam aż stanie się tak jak w przypadku kwasu. Ale tu musiałam się wspomóc peelingiem mechanicznym niestety . Przy jego użyciu , pozbyłam się nieestetycznych skórek. Dalej stosowałam krem BingoSpa i oczywiście znów skóra złuszczała mi się w tych samych miejscach . A co było jeszcze bardziej denerwujące, na twarzy w kilku miejscach wyskoczyły mi duże , bolące pryszcze - a tak nazwę rzeczy po imieniu. Nie będę tu kamuflować, nazywając ich nie doskonałościami . Oj, tak - wielkie syfy ! Luz, gdyby się pojawiły tam , gdzie schodzi mi skóra, przez działanie kremu, ale nie ! Także m.in na szyi . I jak odstawiłam krem na dobre - zniknęły .


Rozpisałam się, a miałam o czymś wspomnieć. Aplikując krem nie odczuwałam jakiegoś większego dyskomfortu. Troszkę oczy mnie piekły, ale to nic dziwnego, zważywszy na zawartość kwasów. Skóra nie szczypała, ale była tylko lekko zaczerwieniona przez chwilę .


Obietnice producenta ? Nie jest aż tak źle , jakby się mogło wydawać . Cera stała się gładsza, także była dobrze nawilżona. Czy krem zlikwidował przebarwienia ? Minimalnie skóra uległa rozjaśnieniu . Oczyszczenie cery i zwężenie porów ? Absolutnie nie . Pory i zaskórniki stały się nawet nieco bardziej widoczne i plus te moje nieszczęsne " niedoskonałości" .


Więc i są plusy. Ale wydaje mi się , że wiele więcej przemawia na niekorzyść tego kremu . Fajny skład i chyba podobna cena , ma krem Pharmaceris z kwasem  migdałowym ( 5 i 10 % ) . Ja polowałam za czymś innym ,ale tak się złożyło że kupiłam krem mikrozłuszczający Ziaja ( z tak popularnej ostatnio serii zawierającej Liście Manuka ) . Więc sobie już jakiś czas testuję .








Miałam obsuwę z postami, bo Ci co zaglądają na FP - wiedzą , że zaginęłam w kwiaciarni :) . Więc dziś wena mnie poniosła i trochę macie do czytania . Co do kremu w kilku słowach, jestem na NIE i Wam też go nie polecam . Poza kremem mikrozłuszczającym z kwasem migdałowymZiaja, skusiłam się w aptece na zestaw Ziaja Med , Krem ujędrniający na dzień  z Wit C plus płyn micelarny  . Krem ma fajną, bogatą konsystencją - w sam raz na mrozy . Micela miałam na razie nie ruszać,ale z ciekawości się dobrałam do zawartości buteleczki . Jestem mile zaskoczona - nie szczypie w oczka !Jupi ! Ale pamiętajcie - to seria Med - dostępna tylko w aptekach .



Pozdrawiam 
Kobieta Nieidealna