20.05.2018

OH ! my sexy hair, Ekstra nawilżająca maska / Super rewilatizująca odżywka z algami/ Nabłyszczający szampon


Witajcie

OH! my sexy hair

Te kolorowe i ciekawie wyglądające kosmetyki, które kuszą już sloganem OH!my sexy hair znajdziecie całkiem blisko, tuż nie opodal. Całą serię tych pachnących przyjemniaczków dostaniecie bowiem w Rossmannie. To tak, gdyby któraś z Was miałaby ochotę zapoznać się z nimi. Jak już może zdążyliście zauważyć, każdy z produktów pochodzi z innej linii. Oczywiście i one posiadają dość barwne nazwy. Mamy Secret Girl Power(niebieski), Be the 8th Wonder(żółty) oraz Shine Like Star(różowy).

Tak różne, mają spełniać inne zadania. Inaczej pachną, posiadają odmienne składniki aktywne. Chociaż lubię sięgać po kosmetyki całymi seriami, aby spotęgować ich działanie, moja tęczowa trójca fajnie się wzajemnie uzupełnia. A więc jeśli macie chwilę lub nieco więcej, zapraszam na moje wypociny dotyczące tejże trójki:).
Mam niezwykle trudne do opanowania włosy. Słyszę to za każdym razem, gdy odwiedzam fryzjera. Teraz jest to pewien pan, który akurat najwyraźniej zna się na tym co robię, bo zawsze wychodzę z farbowania zadowolona. Czyli skoro fachowiec sam os siebie stwierdza, że mam ciężko z moimi kłaczkami, to nie wiem czy mam się czuć dobrze. Ale wiem, że jest ktoś kto mnie rozumie. Także codziennie toczę walkę z moim buszem na głowie. Tak, czasem nie jest sposób inaczej tego nazwać. Wysokoportowate, z tendencją do puszenia, nie kontrolowanych loków, suchych i kruszących się końców. Do tego moja praca nie sprzyja poprawie kondycji pasm. Bo to zimno, ciepło, para, grill. Dlatego intensywne, obciążające kosmetyki, które dobrze wpływają na same włosy już niestety obciążają mi skalp. I wtedy częstsze mycie, a do tego suszenie. Co też nie trwa krótko. Mam teraz prawdziwe skaranie z włosami. No akurat ograniczyłam ich wypadanie, dzięki pewnemu suplementowi o którym napiszę niebawem. Dzięki temu, że są efekty rozpoczynam nawet trzymiesięczną kurację znanym preparatem. To ma przynieść inne rezultaty, ale niestety nie wygładzi i nie ujarzmi kłaczków. A więc tabsy swoją drogą, a odpowiednie kosmetyki muszą być!

Maska, czyli mój słoneczny czy jak kto woli bananowy sprzymierzeniec w walce o piękne włosy ma przede wszystkim nawilżać. Oparta jest o olej makadamia. Treściwa, wydajna i pięknie pachnąca. Chociaż, gdybym miała dokładnie określić jaki ma aromacik, to byłoby mi trudno. Faktycznie działa. Nawilża, wygładza. Zwłaszcza widać to w tych górnych, nie rozjaśnianych partiach. Gdybym nie była takim upartym osłem i wróciłabym do naturalnego koloru, albo chociaż nie męczyła włosów ombre, to z pewnością całe kłaczki zyskały by tę milusią gładkość. A tak muszę walczyć jeszcze z szopowatymi końcami. Traktuję ją jako element wieloetapowej pielęgnacji i spisuje się dobrze zarówno z kosmetykami OH!my sexy hair jak również z innymi.

Szampon i odżywka mają takie drobne mikrokapsułki. To tak zwana bomba witaminowa. Różowy szampon Shine like star to opcja nabłyszczająca z arganem, zaś Secret girl power z algami to odżywka w niebieskim opakowaniu. Oba kosmetyki są także zgrane kolorystycznie z opakowaniami. Odżywka jest bardzie mleczno kremowa jak maska. Za to szampon bardziej przezroczysto żelowy.
Szampon dobrze się pieni i oczyszcza włosy oraz skórę głowy. Po spłukaniu mam wrażenie jakby włosy jednak były nieco tępe. To uczucie znika po wysuszeniu nawet bez nakładania innych kosmetyków. Co do odżywki pozytywnie mnie zaskoczyła. Mimo iż za zapachem alg nie przepadam. W sumie też go nie neguje, po prostu bardziej lubię inne. Odżywka jest świetnie sprawdza się, gdy nie mam za wiele czasu na pielęgnację.
Oh!my sexy hair to kosmetyki do codziennego stosowania. Może nie jest to efekt jak z salonu, ale jak na drogeryjne produkty, te kosmetyki dają na prawdę dobre efekty. Nawilżają, sprawiają że włosy ładnie pachną, nie plączą się. Nie obciążają skóry głowy, a włosy są długo świeże. Wydajność również oceniam na plus. Tak samo jest z ceną! Chętnie sięgnę po pozostałe produkty Be the 8th wonder, bo do linii nawilżającej mi po drodze.


16.05.2018

Ultralekki krem anti-age nawilżająco-energentyzujący , Kozie Mleko / Ziaja


Witajcie


Ziaję znam od bardzo dawna. Chętnie wracam do swoich ulubieńców, zwłaszcza z linii masło kakaowe oraz do produktów chroniących przed słońcem(np krem przeciwzmarszczkowy SPF 30 do twarzy). Na Dzień Mamy często wybierałam dla swojej mamci coś z Aretina Q, Anno Doro i właśnie sięgałam także po Kozie Mleko. Na początku oferta tej ostatniej linii była skromniejsza. Ale mama była zadowolona zarówno z kremu nr 1, jak i 2. Pierwsza to wersja nawilżająca, a drugi to produkt wygładzająco odżywczy. Kiedy w moje łapki trafił "ultralekki " krem pamiętałam o jednym, nigdy nie przepadałam za tym mlecznym zapaszkiem. No ale to było kiedyś, pomyślałam. Zresztą skusiło mnie opakowanie z pompką i napis anti-age! Tak, tak o face lifting trzeba dbać, żeby się nie starzeć szybciej niż to konieczne...
Krem Ziaja wyposażono w praktyczny aplikator w postaci pompki. Mała, smukła buteleczka wygląda estetycznie. Krem nie jest biały, ale lekko wpada z żółty. Na początku lekki, potem czuć tę jego moc odżywczą,aby w końcowym efekcie dobrze się wchłonął prawie do matu. W każdym bądź razie nie lepi się po aplikacji, a skóra jest miękka i przez jakiś czas pachnie jeszcze tym specyficznym aromatem, będącym znakiem rozpoznawczym Koziego Mleka. Uwierzcie, z zamkniętymi oczami poznam kosmetyki z tej linii. Co do wchłaniania nie zawsze jest tak kolorowo. W przypadku mojej cery bywa różnie. Jest dzień kiedy momentalnie skóra spija kosmetyk. Ale bywa również czas, kiedy na wchłonięcie kremu muszę poczekać dłużej. Inaczej już jest z szyją i dekoltem. Tu moja skóra już nie ma takich odchyleń i przeważnie każdy kosmetyk aplikuje się szybko i tak samo wchłania. 
Ultralekki krem anti-age przeznaczony jest do stosowania na dzień. Posiada nawet filtr SPF 15. Co jest już w sezonie dla mnie nie wystarczające. Jednak przy małym nasłonecznieniu jak najbardziej daję radę. Krem dobrze współgra z podkładem, chociaż wymaga potem przypudrowania.
Krem Ziaja to nie jest przeznaczony dla ściśle określonej grupy wiekowej czy też konkretnego rodzaju cery. Będą  niego zadowolone osoby po trzydziestce mające na uwadze profilaktykę przeciwzmarszczkową, ale także panie z większym bagażem doświadczeń, że tak to ujmę - również polubią ten krem. Moja mama, posiadaczka suchej, dojrzałej cery z widocznymi naczyniami również stosuje ten krem. Cóż poszłam za ciosem i sprezentowałam jej opakowanie. Dobrze, że moje pobliskie apteki lubią być dobrze zaopatrzone w kosmetyki Ziaja. Nie można mu odmówić dobrego działania odżywczego, które stopniowo uwalnia się podczas dnia dodając cerze energii. Spokojnie spełni potrzeby bardzo suchej skóry.

Moja raczej kapryśna cera mająca tendencję do miejscowych przesuszeń,  ale także do świecenia się w najmniej spodziewanym momencie również zareagowała na krem pozytywnie. Czasem nawet zdarza mi się użyć go noc, chociaż wiem że jest to krem dzienny. Jako czasem właśnie taki zamiennik w nocnej pielęgnacji spokojnie daje radę.
Zachęcona pozytywnym działaniem kremu, jestem skłonna przymknąć oko na zapach, gdyż kuszą mnie też inne kosmetyki z serii Kozie Mleko. Właśnie przeglądam stronę e-sklepu Ziaja i natrafiłam na Mleczny koncentrat młodości oraz Skoncentrowany krem nawilżająco-ochronny z filtrem SPF 20.

14.05.2018

Atopis , Pianka do mycia twarzy i ciała / Delikatny szampon / Novacelar/ Kosmetyki z organicznym olejem konopnym


Witajcie

Delikatna pielęgnacja dla wrażliwców

Kosmetyki a raczej dermokosmetyki Atopis miały już swoje pięć minut na blogu. Dziś we wpisie poruszę zaś temat dwóch innych, świetnych produktów w organicznym olejem konopnym, a mianowicie pianki oraz szamponu.

Szampon umieszczony został w kartoniku. Zaś jego właściwe opakowanie to biała, lekko spłaszczona butelka zakończona korkiem z zamknięciem typu press. Na jasnym tle ładnie wybijają się niebieskie i granatowe napisy. Cała linia zresztą utrzymana jest w tej kolorystyce.

Szampon jest biały, lekko przezroczysty o dość gęstej konsystencji. Pieni się bardzo dobrze i domywa z włosów nawet oleje. Co istotne w składzie szamponu nie ma formahetydu, SLL, SLES , silikonów czy substancji zapachowych i barwinków. A mimo to jak wspominałam wcześniej dobrze myje czuprynę i nie pozostawia sztywnych, trudnych do rozczesania włosów.
Szampon przyjemnie koi skórę głowy. Swędzenie i inne dolegliwości ustają. Podczas jego stosowania nie ma mowy o wystąpieniu łupieżu. Szampon Atopis nie powoduje szybszego przetłuszczania włosów. Poza walorami leczniczymi posiada również działanie pielęgnacyjne. Włosy po użyciu szamponu są miękkie i puszyste.
Więc teraz przyszedł czas na piankę marki Novaclear. Można jej używać zarówno do ciała jak i do twarzy. Dzięki dozownikowi z przezroczystego płynu wytwarzana jest biała, puchata pianka. Zapach jest specyficzny, ale nie drażniący. Taki apteczny.
Pianka nie służy do zmywania makijażu, ale z lżejszym podkładem radzi sobie dość dobrze.Dwie - trzy dozy produktu to porcja w sam raz na umycie buzi oraz szyi. Więc jeśli będziemy wykorzystywać piankę tylko do mycia twarzy, będzie ona wydajna. Do ciała myślę, że zużyje się bardzo szybko.
Pianka nie tylko oczyszcza skórę, ale również dba o to aby na jej powierzchni było jak najmniej wyprysków. To oczywiście za sprawą składników o działaniu antybakteryjnym. Podczas jej stosowania nie zauważyłam wysuszania skóry, ale minimalne napięcie jednak się pojawiło.

Dermokosmetyki marki Atopis znajdziecie m.in w sklepie admed24.pl. 
Przyjazna dla wrażliwców seria Atopis od Novaclear to dermokosmetyki, które śmiało też mogą stosować większe dzieci. Mój sześciolatek podbiera piankę. Zaś gdy umyję mu włosy szamponem są mięciutkie i lepiej się układają.

07.05.2018

Czerwona torebka kuferek / Kwiatowy ogórd


Witajcie


Torebka to niezbędny dodatek każdej kobiety. Myślę, że żadna z nas nie ma ich za dużo. Zresztą tak samo jest w przypadku butów:). Teraz, gdy mamy naprawdę ogromny wybór, oprócz klasycznej czerni, możemy kupić torebkę w kolorze, który nam się zamarzy. Do tego rozmaite wielkości i kształty. Począwszy od niewielkich wizytowych  fasonów "do ręki" poprzez kuferki, listonoszki, aż do toreb worków, gdzie zmieści się na prawdę wszystko. Teraz ogranicz nas jedynie wyobraźnia!

Motyw haftowanych kwiatów już jakiś czas temu zawitał do nas. Mi podoba się bardzo na ciemnym dżinsie, ale również na czerni. Nie spodziewałabym się, że zauroczy mnie torebka właśnie w wielokolorowe kwiaty. Jest o wiele większa niż początkowo wywnioskowałam to ze zdjęcia. Wewnątrz zapinana jest na zamek oraz ma kilka praktycznych kieszonek(w tym dwie również na zamek). Więc nic bezwładnie nie będzie przemieszczać się we wnętrzu torebki. Kuferek można nosić zarówno w ręku jak i skorzystać z dłuższego paska i przewiesić go sobie na ramieniu.

Więcej kuferków znajdziecie tu https://www.brytyjka.pl/torebki-kuferki-cat-21.html.










Kwiaty kwitną wokoło, drzewka również, a moja torebka wzięła z nich przykład! Moja torebka budzi nieco kontrowersji. Jednak myślę, że jest dla mnie jak najbardziej odpowiednia. Wyjątkowa, niebanalna, kolorowa i nieco ekscentryczna. W sumie taka jak ja ! Życie nie musi być nudne, a ja kocham kolory. Czemu więc nie otaczać się właśnie tym, co lubi się najbardziej.

03.05.2018

Regenerujący krem na naczynka, Tołpa Green


 Witajcie


Jeśli chodzi o buźke, to nie mam widocznie popękanych naczynek. Ale jednak skłonność do słynnych rumieńców posiadam już dość sporą. Nie dotyczy to tylko policzków. Czasem jest to obszar miedzy brwiami lub też występuje to w postaci plam na twarzy, ale również na szyi. Wystarczy trochę wiatru czy słońca i już widać,to czego staram się unikać. Ponadto u mamy i jej sióstr, a także u kuzynek naczynka są bardzo wyraźne, dlatego u mnie postawiłam na prewencję. Przede wszystkim dbam o ochronę przeciwsłoneczną, a raz na jakiś czas funduję sobie kurację kremem przeznaczonym do cery naczyniowej. 

Co do dzisiejszego kremu mam niestety mieszane uczucia. Chociaż nie skreślam go i nie uważam, żeby wyrządzał jakąś szkodę mojej skórze, to jednak z pewnością mógłby działać znacznie skuteczniej. Ale po kolei.
Zarówno kartonik jak i słoiczek wyglądają świeżo i nawiązują do przyrody. Podoba mi się połączenie ciemnej zieleni z bielą oraz nutą fioletu, jaką daje kwiat magnolii. Estetyka tutaj wychodzi na pierwszy plan. Sam krem również dość ciekawie się prezentuje. Jest barwy również lekko zielonkawej. Nie żywej, lecz stłumionej.
Krem pachnie delikatnie, naturalnie. Konsystencja jest aksamitna. Dobrze się rozprowadza i nie tworzy grudek. Tutaj już zaczynają się schody. Jest to krem, który dziś lubię. Zaś jutro może wyprowadzić mnie z równowagi.
Zazwyczaj w dobrej kondycji skóry, krem Tołpa daje radę. Jednakże moja kapryśna cera rzadko czuję się dobrze, dlatego potrzebuje specjalnej pielęgnacji. Wydaje mi się, że brak temu kremowi siły nawilżania. Jest ono krótkotrwałe. Nie można natomiast kosmetykowi odmówić działania łagodzącego. Za to rozjaśniającego niestety nie zauważyłam. Czasem po chwili od aplikacji mam ochotę nałożyć na twarz coś jeszcze, bo moja skóra woła "pić"....
Krem nie podrażnia, nawet wrażliwej okolicy oczu. Nie roluje się. Nawet pod makijaż nada się bez problemu.
Chociaż krem Regenerujący Tołpa wygląda sympatycznie to jego działanie jest niestety średnie. W połączeniu z innymi produktami do pielęgnacji spisuje się już lepiej. Mimo sympatii do marki Tołpa akurat do tego kremu nie powrócę.

27.04.2018

SHEFOOT , Rozgrzewający krem do stóp Zimowa Pielęgnacja


Witajcie

Moje nietypowe zastosowania kosmetyków

Czasem tak jest, że jednych kosmetyków nie używamy bo nie widzimy takiej potrzeby. Inne stosujemy bardzo gorliwe. Do jednych mamy sentyment, a z innymi wolimy poeksperymentować. Są też takie, które zdarza nam się wykorzystywać w innych celach, niż są do tego pierwotnie przeznaczone.
O ile kiedyś, dawno i jeszcze dawniej, czasem wpadły w moje łapki kosmetyki, które oprócz swojego standardowego działania, wykazywały też chłodzące czy rozgrzewające, teraz jakoś wcale nie pałam do nich miłością. Nawet po opalaniu unikam wersji chłodzącej, a wybieram tylko tę o właściwościach łagodzących. Grzejące i z mocą kosmetyki również nie pasują mi za bardzo.Ale... Nie stronię od preparatów rozgrzewających przeznaczenia leczniczego. Więc wszelkie plasterki, maści w tym moja ulubiona końska goszczą u mnie dość często. Mam niestety dość sporą wadę kręgosłupa. Przeciążenie w pracy poskutkowało wizytą w szpitalu. W domowych warunkach jako taką ulgę przynosiły mi właśnie plastry typu Smok. Przeciwbólowe działanie łączy się w nich z rozgrzewającym. Nie jest to oczywiście środek na już bardzo ostre bóle, bo mi nawet kroplówki z różnymi cudami nie pomagały. Niemniej w profilaktyce i niewielkich naciągnięciach działają zadowalająco.
To teraz zapewne już się możecie domyślać powoli co zamiast stóp potraktowałam kremem rozgrzewającym SheFoot. Zanim dokładnie to opiszę, to jeszcze co nie co na temat kremu. Ma moc! Chodzi o właściwości grzejące. Tak, tu musicie uważać, bo nie należy go nakładać na podrażnioną czy uszkodzoną skórę. Tam gdzie jest przesuszona i delikatniejsza, to ciepło może przerodzić się w pieczenie. U mnie tak było w okolicy między palcami u stópek. Brr, nie było to przyjemne. Zwłaszcza, że w suchą skórę krem wnika szybciej i zwykłe mycie nie pomaga.
Krem na prawdę ładnie pachnie. Tak cynamonowo. Ale nie jakoś przesłodzenie, tylko tak naturalnie. Apetycznie wręcz! Hm.. Czemu jeszcze nie stosuję kremów rozgrzewających? Mam sklerozę i przypominam sobie wszystko na raty. Gdy jest dość ciepło i to nie tylko kiedy występuje to naturalnie podczas lata, na dłoniach i stopach dość mocno uwidaczniają mi się żyły. Jakby chciały wyskoczyć i znaleźć się w innym miejscu. Każde zbytnie ciepełko, czy gorący prysznic powoduje ten sam efekt. Więc sami rozumiecie, że u mnie taki produkt nie za bardzo miałby rację bytu. do czasu powrotu ze szpitala. Tak wygrzebałam ten krem i patrzę na niego. Myślę czy go oddać, czy nie. Aż w końcu w głowie mi zaświtało i wpadłam na genialny pomysł. Skoro krem ma właśnie takie właściwości mogę go wykorzystać w inny sposób.
Rozgrzewający krem do stóp aplikuję od lewego pośladka do samej łydki. Kto miał rwę kulszową, wie że ból promieniuje czas aż do palców stóp. Przedtem smaruję łapki czymś tłustym, co by mnie nie piekły. Krem wmasowuje dość solidnie, aby szybciej zaczął działać. Fajny efekt tego najmocniejszego grzania występuje zaraz po aplikacji i utrzymuje się do pół godziny. Używam go po ciężkim dniu w pracy. Nie jest to lek, tylko kosmetyk. Ale dzięki temu mogę go używać praktycznie co dziennie. Wyczytałam też, że krem posiada właściwości antybakteryjne. To akurat ciężko mi stwierdzić. Może gdybym stosowała krem zgodnie z przeznaczeniem.
Zimowa pielęgnacja, Rozgrzewający krem do stóp, opis
Pomaga utrzymać higienę stóp w zimowych obuwiu, dzięki wyciągowi z porostów alpejskich Usnea Barbata – innowacyjnemu składnikowi antybakteryjnemu i przeciwzapalnemu, stosowanemu przez wieki w medycynie ludowej w rejonach górskich Europy zachodniej i południowej. Ekstrakt neutralizuje bakterie gram dodatnie odpowiedzialne za powstawanie brzydkiego zapachu. Ponadto krem przyjemnie rozgrzewa zimne stopy przez ponad godzinę od aplikacji.
Nie pomyślcie teraz, że nie lubię ciepła. Wręcz przeciwnie, należę do grona zmarźlaków, którzy potrafią spać w skarpetkach. Jednak kremów rozgrzewających moje stopy jakoś nie lubią. Za to do celów wspomagających rozluźnienie mięśni oraz przeciwbólowe nadaje się u mnie doskonale.