05.03.2021

Glacial Glow maseczka oczyszczająca na bazie glinki lodowcowej z Nowej Zelandii / Fablab

Witajcie! Od razu przyznam, glinki nie są moimi ulubionymi maskami ze względu na zasychanie na twarzy. Jednak nawet takie oporne stworzenie jak ja dało się przekonać. Dobrze dobrana maska z glinką może zdziałać cuda z naszą cerą i w dużym stopniu poprawić jej stan. 

Dziś opowiem o innowacji maseczkowej w moim domu za sprawą maski Glacial Glow od Famlab. To w rzeczywistości nie tylko maska, ale także peeling. Czyli oczyszczanie odbywa się nie tylko "biernie", poprzez aplikację, ale także manualnie. Jeśli używaliście peelingu z korundu to wiecie o czym mówię. Błękitna maska Glacial Glow to zbita, gęsta masa o specyficznym zapachu pełna małych, ścierających drobinek. Oczyszczanie i złuszczanie to nie jedyne plusy używania tego kosmetyku. Po więcej informacji, zapraszam do dalszej części wpisu.

Jeśli glinki to tylko cera tłusta? No właśnie niekoniecznie! Nie mam problemu z przetłuszczaniem, chyba że pogoda temu sprzyja. Jednak mam nieźle rozkapryszoną cerę. Zmagam się nie tylko z przebarwieniami, zapychaniem, rozszerzonymi porami czy utratą wiotkości. Mam wymagającą skórę, która dziś lubi tłusty olejek, a jutro lekkie serum. Zbyt mała i źle dobrana pielęgnacja skutkuje przesuszeniami i podkreśleniem zmarszczek. Złe oczyszczanie raczej u mnie nie występuje. Za to powrót do masek już poskutkował wysypem niedoskonałości wokół ust i na brodzie.

Na czym polega fenomen Odnawiającej Maski & Peelingu Glacial Glow? Skład kosmetyku opiera się na jednej z najczystszej glinek na świecie, czyli glince lodowcowej. Dzięki ujemnemu naładowaniu doskonale przyciąga dodatnio naładowane toksyny. Wiąże je i usuwa z powierzchni skóry, tym samym dogłębnie ją oczyszczając i przywracając naturalną równowagę. 

Tak przygotowana i oczyszczona skóra jest gotowa na działanie innym składników aktywnych zawartych z masce. Dzięki m.in Manuka, Kawakawa czy Tamanu skóra wspaniale się regeneruje, a Oczar Wirginijski dba o zmniejszenie porów. To daje nam efekt gładkiej i zdrowej skóry. 

To jeszcze nie koniec. Ostatnim etapem jest złuszczanie naskórka i pozbycie się resztek zanieczyszczeń. Należy w tym celu zwilżyć maskę na twarzy i wykonać delikatny masaż.
Maska Glacial Glow ma usuwać z twarzy szarość, zmęczenie, suchość, wypryski i nierówny koloryt. Do maski dołączony jest specjalny silikonowy pędzelek ułatwiający aplikację gęstej maski, ale musicie mi wybaczyć bo gdzieś mi go diabeł ogonem nakrył i najzwyczajniej w świecie go teraz posiałam.
To lekko błekitne, skromne maleństwo ma wielką moc! A więc czas na opinię. Maska jest zbita, dlatego tym bardziej warto używać załączonego do niej pędzelka. Dzięki niemu aplikacja jest prostsza i będziecie pewni, że produkt jest nałożony równomiernie nawet w okolicach nosa. Po nałożeniu maski czuć lekkie chłodzenie i mrowienie na skórze, co jest dość przyjemne. Maska o takiej formule musi oczywiście także w miarę szybko zastygać na skórze. Na skórze pozostawiamy ją przez około 20 minut. Potem zwilżamy skórę i masujemy ciesząc się dogłębnym działaniem peelingu. Nie wystąpiło u mnie żadne uczulenie, czy podrażnienie nawet po intensywnym złuszczaniu. Jednak osobom o wrażliwej cerze zaleca się przeprowadzenie testu na niewielkim fragmencie skóry.
Nie sięgałam do tej pory po maski z glinkami zbyt często, ponieważ ich efekt nie był na tyle zadowalający, aby zniwelować uciążliwość zmywania maski e.c.t.  Problemy z cerą jednak sprawiły, że postanowiłam być konsekwentna i używać maski Glacial Glow systematycznie. Nawet pisząc dla was ten artykuł jestem zamaskowana:). Co prawda tylko w najbardziej newralgicznych i narażonych na zapychanie i wysyp niedoskonałości obszarach. Maska od Fablab przekonała mnie do siebie i widząc efekty przecierpię także zastyganie na twarzy kosmetyku.
Glacial Glow to maska, którą koniecznie musicie wypróbować. Jestem też ciekawa jak poradzi sobie z tłustą skórą. U mnie z pewnością zapewnia przedłużenie trwałości makijażu, niezwykłą świeżość i czystość. Skóra jest o wiele mniej zanieczyszczona, pory uległy spłyceniu , a niedoskonałości atakują mnie rzadziej. Jak już są, to goją się znacznie szybciej. Cera jest stanowczo jaśniejsza, bardziej promienna, gładsza i miła w dotyku. Stała się także bardziej napięta, jakby gęstsza i mocniejsza. Nie widać po mnie od razu, ej nie wyspałam się. Nie muszę używać kryjącego podkładu, a tym bardziej korektora, a wystarcza mi BB. To jest wielki sukces. Odnoszę też wrażenie, że moja skóra stała się mniej podatna na czynniki zewnętrzne. Nie zaczerwieniam się tak szybko. Widać to zwłaszcza przy zmianie temperatur, czy silniejszym wietrze. Zdrowa skóra jest zdecydowanie bardziej odporna na te wszystkie atakujące nas świństwa z powietrza.
 
Maska Glacial Glow jest nie tylko bezpieczna dla skóry. Do jej niewątpliwych zalet należą wysokiej jakości, czyste i dobrze skomponowane składniki. A najważniejsze jest wielowymiarowe działanie. Za pośrednictwem jednego kosmetyku uzyskamy czystą, zdrową i gładką cerę, która nie obawia się niedoskonałości i jest pięknie rozświetlona.
Maska ma pojemność 60 ml i nawet pomimo gęstej konsystencji jest bardzo wydajna. Wpadła mi w ręce dzięki portalowi Uroda i Zdrowie.I teraz wiem, że przy problemach z cerą warto w nią zainwestować - całkiem nie mało bo 250 zł.   Jednak nie raz wydajemy więcej licząc te wszystkie nie trafione i mało skuteczne kosmetyki.
Maska Glacial Glow Fablab pozostanie ze mną jeszcze długi czas dbając o stan moje cery. Zgubiłam pędzelek, ale znalazłam coś co się także nadaje, bo maska pod pazurami zamiast na twarzy - sami wiecie:P. Dzięki skutecznemu działaniu i ja stałam się zwolenniczką masek z glinką.



04.03.2021

Clinic Way 1 Dr Irena Eris Hialuronowe wygładzenie

Witajcie! Dziś opowiem co nieco o wariancie jednej z serii kosmetycznych Dr Irena Eris, czyli Clinic Way Nr 1 dostępnej w aptekach. Ta opcja przeznaczona jest dla osób 30 +. Mamy także trzy inne warianty . W każdej z nich dostępny jest krem na dzień oraz na noc i krem pod oczy(opcja1-2, 3-4 ) jak również serum.  Clinic Way to dzieło polskich i norweskich  naukowców, którzy wspólnie opracowali nową formułę mającą na celu szybciej regenerować i odnawiać naskórek, dzięki czemu zapobiegać procesowi starzenia się skóry. 

Kosmetyki wyglądają niezwykle gustownie. Biel w połączeniu ze srebrem i nutą czerwieni przykuwa wzrok. Słoiczki kremów są szklane i solidne. Krem pod oczy jest praktyczny i wygodny. Dozownik jest higieniczny.
Clinic Way 1 krem na dzień ma dość lekką konsystencję, ale wchłania się dość długo. Pozostawia wrażenie mokrej skóry, co jeśli się zaraz nie malujemy w niczym nie przeszkadza. To tylko jeden mały defekt, co mnie zadziwia nieco. Ponieważ krem na noc wchłania się szybciej. Niemniej jest to kosmetyk warty wypróbowania, gdyż korzystając z dobrodziejstw wszystkich trzech dermokremów w pełni poznałam ich moc. 

Krem jest wydajny i wystarczy odrobina. Trzeba dopasować ilość kosmetyku do aktualnych potrzeb cery. Idealnie nadaje się dla posiadaczek wrażliwej skóry, koi ją i łagodzi podrażnienia. Poza doskonałym nawilżeniem , krem daje efekt wypoczętej cery i rozświetlenia. Posiada także filtr przeciwsłoneczny, który jest wskazany o każdej porze roku. Poprzez poprawę stanu cery, poprawia się także samopoczucie.


 Clinic Way na noc to pięknie pachnący, otulający skórę dermokrem o wspaniałej konsystencji. Mimio iż to krem na noc nie jest mega tłusty, czy zbity. Jest raczej puszysty i bardziej przypomina emulsję. Aplikacja jest błyskawiczna, a wchłanianie jest nadzwyczaj krótkie jak na kosmetyk tego typu. Skóra po jego użyciu jest przyjemnie gładka, nawilżona i rano niezwykle wypoczęta. 



Clinic Way  krem pod oczy ma pojemność 15 ml i jest prawie bezzapachowy. Krem jest dość treściwy, ale nie ciężki. Wspaniale rozprowadza się na skórze i wchłania po dłuższej chwili. Wnika w skórę pozostawiając lekki, nietłusty film. 

Krem jest przyjemny w używaniu, zarówno na dzień jak i na noc. Nie podrażnia oczu i doskonale współgra z makijażem. Krem genialnie nawilża i koi skórę pod oczami. Stosowałam go długo, tak samo jak oba kremy i dzięki temu mogę szczerze stwierdzić, że dzięki dogłębnemu nawilżeniu i właściwościom pielęgnacyjnym dermokremu pod oczy Clinic Way widzę znaczną poprawę okolic oczu. Skóra stała się bardziej napięta, rozświetlona.Nawet moje pandy stały się mniej widoczne, a opuchnięcia uległy zmniejszeniu.

Seria Clinic Way 1 jest komfortowa w używaniu, a co najważniejsze skuteczna. To faktycznie pierwszy etap przeciwzmarszczkowy i powinien być odpowiedni dla dziewczyn około 30stki. Zapakowany zestaw to także idealny pomysł na prezent.



02.03.2021

Bez brwi ani rusz

Witajcie! Wiele z nas nie wyobraża sobie wyjścia bez makijażu oczu. Jednakże nawet do tej pory są panie, nie tylko dziewczyny, które pomijają kwestię brwi. Co z tego, że oczko jest pierwsza klasa i podkreślone nie nagannie, jeśli zabraknie tego akcentu. Może oglądaliście memy jakby gwiazdy wyglądały bez brwi. Podobnie wygląda kobieta w mocnym makijażu, w którym zabraknie podkreślenia właśnie tego elementu. Jeśli chodzi o no makeup to spoko. Bo w końcu nie ma takiego kontrastu.Ale już przy chociaż by delikatnym makeupie pamiętajcie o nawet minimalnym podkreśleniu, czy nadaniu kształtu brwiom. Nie psujcie efektu pracy nad makijażem. No tak, możecie powiedzieć że lepszy jest brak makijażu niż nie umiejętnie nałożony. Nad tym zawsze przecież jednak można popracować.

Dziś właśnie, żeby było w temacie pokazuję paletkę do brwi #SuperBrow Faberlic, a na dodatek dwa pisaki kolorowe do powiek. Czasem można zdradzić ulubiony eyeliner na rzecz takiego kosmetyku i okaże się to całkiem pozytywnym zaskoczeniem.
Jeśli chodzi o linery w piasku wybrałam ciemną zieleń i fiolet, mała odmiana dla czarnego. Zawsze obawiałam się, że szybko straca swą moc i intensywność barwy zapychając się podkładem czy cieniami. A ku mojemu zaskoczeniu nawet po kilku miesiącach można nimi namalować piękne, trwałe kreski.
Pisaki Faberlic są precyzyjne, nie rozmazują się. Są także pięknie napigmentowane oraz trwałe. Nie rozmazują się podczas łzawienia oczu. Formuła kosmetyków jest natomiast delikatna i nie podrażnia wrażliwej skóry powiek.

 


Paletka #SuperBrow to metalowa kasetka w której umieszczono 4 matowe cienie, mały pędzelek do brwi oraz praktyczne lusterko. Całość prezentuje się bardzo efektownie. Zwłaszcza połączenie metalu z nieco retro grafiką.

Jeśli chodzi o kolory cieni z palety używam dwóch najciemniejszych. Są to raczej odcienie neutralne. Na większą powierzchnię brwi stosuję odcień Cocoa, zaś akcenty zaznaczam Dark Chocolate. Jaśniejszy cień nadaje się raczej dla chłodnego typu urody o dość jasnych włosach czy brwiach. Natomiast Carmel można stosować pod łuk brwiowy. Daje subtelny mat i wygładza skórę. 




Mimo iż mam dość długą grzywkę nie lubię pomijać makijażu brwi. Czasem gdy nie mam ochoty, a raczej ostatnio dość często - nakładam krem BB, maluję brwi i .. i już właśnie. Wystarczy małe wyrównanie kolorytu skóry oraz nadanie ramy oczom i mogę wyjść do ludzi. Jakie jest wasze minimum w makijażu?


 

25.02.2021

Oreka Innowacyjna kostka do demakijażu / Naturalna / Biodegradowalna Kostka Anysmogowa

Witajcie! Czasami mam wrażenie, że kręcimy się w kółko, a te najprostsze rozwiązania są jednak najlepsze. Czy nie zdarzyło się wam w przeszłości umyć głowę mydłem w kostce? Bo mi tak i przyznam, że miałam swoje ulubione które było o mega lepsze niż szampon, ale już go nie produkują niestety. A tech trach, kostki do mycia włosów wynaleziono. A to faktycznie wcale nie nowy pomysł, tylko takie odgrzewane kotlety. Do czego zmierzam? Ano właśnie do korzeni, początków i natury. Po co szukać i kombinować nie wiadomo czego, jak można zaczerpnąć z darów natury i połączyć je z latami doświadczeń naszych mam i babć. Do tego stworzyć ciekawą koncepcję produktową i tak narodziły się właśnie kostki do demakijażu Oreka.

Kostki Oreka występują w wersji silnie oczyszczającej - jest to bardzie szara wersja i antysmogowej, którą używam. Co takiego fajnego jest w tej małej, niepozornej kostce? Więcej, niż mogłoby się wam wydawać!

Właśnie dzięki tym niepozornym rozmiarom kostkę do demakijażu Oreka możemy zabrać ze sobą wszędzie i to bez obaw, że coś nam się rozleje czy rozpaćka w kosmetyczce. Nie potrzebujemy też dodatkowych gadżetów typu waciki. W podróż jest idealna. Często odwiedzam mamę i muszę spakować siebie,dziecko oraz psa, więc ograniczam swoje rzeczy do minimum. Jednak takie jak kosmetyki pielęgnacyjne i do demakijażu zawsze znajdą się w mojej torbie. Kostka Oreka sprawdza się tu idealnie.
Jak używać kostki do demakijażu Oreka? Wziąć kostkę w zwilżone ciepłą wodą dłonie i nieco zmydlić. Powstałą pianę nakładamy na twarz i masujemy do momentu połączenia się myjadła z kosmetykami do makijażu. Śmiało możecie używać kostki Oreko także do demakijażu oczu. Poradzi sobie z cieniami, czy tuszem do rzęs nie podrażniając tych wrażliwych miejsc. Następnie zmywamy wszystko letnią wodą, delikatnie wycieramy i voila. Wystarczy jednorazowe podejście do demakijażu i skóra jest czyściutka. Nie trzeba powtarzać namydlania buzi po raz kolejny. Chociaż ostatnio nie maluję się nazbyt mocno, to jednak podstawowe mazidła używam.

Kostka Oreko jest praktycznie całkowicie naturalna , dokładnie to w 95%. Jest także produktem wegańskim i w 99% biodegradowalnym. Najważniejsze składniki w kostce antysmogowej to pollustop, chitosan, witamina E oraz olej kokosowy.
Kostki Oreka nabyć możecie oczywiście w drogeriach internetowych, a ze stacjonarnych to z pewnością w Naturze. Jej koszt to około 25 zł, ale zważywszy na wydajność cena jest bardzo niska.
Zastanawiam się nad zakupem wersji silnie oczyszczającej kostki do demakijażu Oreka. Jest ona przeznaczona do cery tłustej, której akurat nie posiadam, ale za to borykam się z wieloma skórnymi problemami i jestem ciekawa jak ta wersja spisała by się u mnie. Co do kostki antysmogowej nie mam zastrzeżeń. To mega delikatny, ale skuteczny demakijaż do całej twarzy i oczu.



 

21.02.2021

Byle do wiosny

Witajcie! Może wygląda, że zima nie odpuszcza, ale nastały już roztopy. Tam gdzie się często nie chodzi lub nie jeździ zostało jednak jeszcze troszkę śniegu. Było dziś na tyle ciepło, że śmiało siegnełam po lżejszy płaszcz i skusiłam się na adidasy.   


Płaszcz z FemmeLuxe  widzieliście już nie raz.  Tym razem skusiłam się jeszcze na dość zabawne, "plamiaste" legginsy . Były właściwie dostępne w zakładce spodnie. Mają też u dołu nogawek ściągającą gumkę więc poniekąd mogą być to spodnie. Mi jednakże fason w 99% pasuje jako legginsy. Do tego ciekawy print kojarzący się ze sportową odzieżą treningową.












Loungewear sets

Coats and jackets 

Shoes

Bodycon dress 

Sklepy powoli opanowują zajączki i inne wielkanocne ozdoby. Może i ja się skuszę, aby stworzyć jakiś wiosenny stroik. Z pewnością muszę poszukać obręczy do serwetek dzierganych na szydełku. Podobają mi się właśnie te "obrazy", a zakup jest dość kosztowny. Ale przecież można to obejść i poprosić znajomych o wykopanie z dna szafy babcinych serwetek, a potem umocować je na obręczy. Oczywiście także marzą mi się makramy i może jakiś pleciony kwietniczek.