18.08.2019

Czy warto stosować kosmetyki do włosów z filtrami przeciwsłonecznymi?

To, że należy używać preparatów do twarzy i ciała z filtrami w sezonie letnim wie chyba każdy. Niektórzy z nas sięgają po takie produkty także w ciągu roku z różnych względów. A to problemów skórnych, czy stosowania kuracji kwasami, czy też wyjazdów na wycieczki. Pewnie wiele z Was zauważyło, że po słonecznym lecie włosy są nieco jaśniejsze. Doskonale pasuje tu określenie muśnięte słońcem. Dzieje się tak zwłaszcza u osób spędzających więcej czasu na świeżym powietrzu. Tak więc mamy dowód, że promienie słoneczne mają wpływ na naszą czuprynę i jej kondycję.
faberlic ochronna odżywka z filtrem uva uvb
O ile chce się rozjaśnić fryzurę, to płowienie pasm nie jest przykrym skutkiem. Jednak mimo radości z pogody, promienie słoneczne niosą wiele negatywnych skutków dla naszych włosów. Może nie widocznych od razu i nie u każdego w takim samym stopniu, jednak warto mieć to na uwadze korzystając z dobrodziejstw natury.

Słoneczko, które tak lubimy może sprawić nieodwracalne zniszczenia. Powoduje łamliwość włosów, stają się kruche i bardziej podatne na uszkodzenia. Mniej podatne na szkodliwe działanie słońca są posiadacze ciemnych włosów. Zaś właściciele jasnych czupryn, farbowanych i rozjaśnianych muszą szczególnie dbać o pasma podczas kąpieli słonecznych.
Co zrobić, aby nie dopuścić do zniszczeń wywołanych promieniami słonecznymi? Warto zrezygnować lub ograniczyć korzystanie z suszarki, prostownicy i lokówki. Pamiętać należy także o odpowiedniej pielęgnacji. W tym oczywiście o kosmetykach z filtrem UV, najlepiej tych bez spłukiwania. 

Moje włosy ze względu na kolor i ich stan zdecydowanie należą do grupy bardzo podatnej na szkodliwe działanie promieni słonecznych. Dlatego postawiłam na profilaktykę i do swojej pielęgnacji włączyłam odżywkę w sprayu marki Faberlic z linii Leto .
W poręcznym opakowaniu z atomizerem znajduje się Spray z ochroną UVA i UVB. Soczyście pomarańczowej butelki nie sposób przeoczyć, więc nie zapomnicie jej zabrać wybierając się nad morze czy jezioro. Atomizer sprawnie rozpyla delikatną i świeżo pachnącą mgiełkę na włosy. Zaleca się, aby stosować odżywkę przed każdym wyjściem na dwór podczas słonecznych dni, ale także po kąpieli. Kosmetyk ma również chronić przed negatywnym działaniem słonej wody czy chloru.

Właśnie forma sprayu to najlepszy produkt "niezmywalny" do częstego używania. Możemy go bowiem aplikować tak często jak tego potrzebujemy, a czupryna na tym nie ucierpi. Podczas stosowania sprayu Faberlic nie ma mowy o przyklapniętych, czy też szybciej przetłuszczających się włosach.  Odżywka ta zdyscyplinuje włosy i pomoże Wam je rozczesać, gdy dowcipny wiaterek zechce nieco potargać fryzurkę. 

Taka jedna buteleczka sprayu ochronnego posłuży Wam śmiało przez całe wakacje. Dostaniecie go m.in na stronie Faberlic Produkty.
Lekkie odżywki w spray są zawsze nieco kontrowersyjne. Oddziałują na włosy subtelniej, a czasem ich efekt jest na tyle delikatny że widzimy go gdy upłynie nieco czasu i wtedy nie wiemy dokładnie czemu przypisać poprawę kondycji włosów. Jednego powinniśmy być pewni, że także i włosy należy chronić przed słońcem. Ja nie mam wyrzutów sumienia z powodu wygrzewania się na słońcu bo mam swój spray Faberlic. A Wy jak chronicie swoje włosy przed promieniowaniem?


16.08.2019

Instituto Espanol Skin Repair , Krem utra nawilżający do ciała z mocznikem

Kremy z mocznikiem znane są ze swoich właściwości nawilżających. Mocznik pochłania wodę, dlatego też potrafi zapewnić odpowiedni poziom nawilżenia skórze. Oczywiście ważne jest jego stężenie w produkcie. W kremie Skin Repair jest to 10 %, czyli taka dość solidna dawka o dość wszechstronnym działaniu.

Ale  po kolei. Najmniejsze stężenie około 2% stosowane jest głównie w kremach nawilżających i regenerujących, gdyż wtedy przyspiesza regenerację skóry. Stężenie do 10 % poza właściwościami nawilżającymi daje także już efekty zmiękczające. W takiej formie spotykany jest często w produktach do stóp. 10 % stężenie ze względu na właściwości antybakteryjne ma zastosowanie głownie w tonikach do twarzy. Stężenie do 30 % ułatwia wchłanianie leków i substancji aktywnych. Zaś stężenie pomiędzy 30 a 40 %  wykorzystywane jest w peelingach, kuracjach złuszczających także do skóry zrogowaciałej i ekstremalnie suchej. Większe dawki są już na tyle silnie złuszczające, że dostępnie wyłącznie na receptę. Występują w lekach m.in na AZS czy łuszczycę.
krem regenerujący z mocznikiem
Kosmetyki z mocznikiem świetnie sprawdzają się w pielęgnacji zarówno skóry suchej jak i atopowej. Mogą być panaceum po nadmiernych kąpielach słonecznych oraz znacznie poprawić komfort skóry kobiet po menopauzie. Mocznik jest na tyle bezpieczny, że bywa używany w preparatach dla cery wrażliwej oraz alergicznej. Znajduje zastosowanie również w produktach do cery trądzikowej. Pomaga zwalczyć łupież. Prawda, że ma szerokie spektrum działania? !
Jak już wspominałam w kremie Instituto Espanol Skin Repair mamy 10  % stężenie mocznika. Więc jak powinien działać możecie sobie wydedukować. Małe, okrągłe pudełko zawiera 50 ml kosmetyku. Czyli tyle ile przeważnie krem do twarzy. To raczej nie wiele, jeśli chodzi o mazidło do ciała. Chociaż ja zużyłam swój pojemniczek do smarowania rąk. 

Po zdjęciu nakrętki należy zdjąć sreberko. Sam krem jest biały, treściwy ale o delikatnej i miękkiej konsystencji współpracującej podczas aplikacji. Pierwsze skojarzenie po otworzeniu kremu to zapach Nivea. Nieco subtelniejszy, ale jednak bardzo zbliżony.
Skin Repair jest bardzo przyjemnym w użyciu kremem. Obawiałam się, że pozostawi tłustą i lepką warstwę. Krem wchłania się dość szybko, chociaż zostawia minimalnie wyczuwalną warstewkę. Zresztą moje suche łapki miewają czasem zdolności mego szybkiego pochłaniania wszelakich kosmetyków. Częsty kontakt z wodą i tendencja do uczuleń i podrażnień nie sprzyja utrzymaniu moich dłoni w dobrej kondycji. Ostatnio mimo iż ręce nie wyglądały jakoś tragicznie odczuwałam pieczenie i dyskomfort. 

Krem ultra nawilżający Instituto Espanol nakładałam kilkukrotnie w ciągu dnia, chociaż optymalnie byłoby aplikować go po każdym myciu rąk. Mogę śmiało powiedzieć, że kosmetyk koi skórę i łagodzi nieprzyjemne pieczenie. Nawilża i zabezpiecza dłonie nie sprawiając, że robią się tłuste. Zużyłam go szybko i nie ukrywam, że przygarnęłabym taki krem w większej pojemności w opakowaniu np z dozownikiem. 
Po krótkiej, acz miłej przygodzie z kremem Institoto Espanol stwierdzam że chciałabym więcej. Właściwie nie mogę się za bardzo przyczepić do kremu. Nawilża, łagodzi podrażnienia. Trochę zabrakło mi tego efektu regeneracji. Ale to zapewne z powodu nie zbyt dużej pojemności. Zaczęłam już widzieć poprawę i panować nad skórą dłonie, jednak. Znacie powiedzenie, że co dobre szybko się kończy.... I trzeba kupić drugie pudełko, albo też zużywać inne smarowidła do łapek.


13.08.2019

Maska do twarzy na noc i luksusowy krem do szyi i i dekoltu Platinum Faberlic

PLATINUM to luksusowa seria kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy, szyi oraz dekoltu marki Faberlic. Zawiera drogocenny kompleks z platyny. W jej skład oprócz dzisiejszych bohaterów wpisu wchodzą także skoncentrowane serum w ampułkach, krem odmładzający na dzień i krem regenerujący na noc, oczyszczające mleczko nawilżające, aktywna woda do twarzy oraz krem do skóry wokół oczu.
Zakochałam się w tych kosmetykach. Linia Platinum została stworzona dla kobiet po 30 roku życia, które wymagają od pielęgnacji czegoś więcej. Począwszy od zapachu, konsystencji po działanie nie można im odmówić skuteczności oraz tego komfortu stosowania. Jeszcze nie raz wrócę do Platinium i wypróbuję pozostałe kosmetyki z linii.
Oba kosmetyki zamknięte są w eleganckich słoiczkach. Maska umieszczona jest w ciemnym słoju, zaś krem do szyi w białym. Złote wieczka dodają im stylu. Najlepsze w tych opakowaniach jest ich higieniczność. Można by pomyśleć, że to zwykłe zakręcane słoiczki. Jednak tu Was zaskoczę. Zdejmując nakrętkę czeka nas miłe zaskoczenie, bowiem słoiczki są wyposażone w system airless.

Oba produkty Platinum mają biały kolor, dość lekką konsystencję i piękny, świeży zapach brzoskwini otulonej mleczną pianką. Delikatne i cudownie otulające skórę, są skoncentrowane i pielęgnują skórę bez jej obciążania. Używałam obu kosmetyków prawie dwa miesiące. Krem do szyi i dekoltu codziennie wieczorem oraz podczas porannej pielęgnacji. Maska natomiast przeznaczona jest do stosowania jedynie na noc. Warto używać jej regularnie 2-3 razy w tygodniu.
Moja kapryśna cera zdecydowanie odżyła i nabrała blasku podczas stosowania kosmetyków Platinum. Maska pozostawiona na noc koi skórę i ją odżywia. Dostaje zastrzyk energii na cały dzień chroniąc cerę przed szkodliwym wpływem środowiska. Jeśli chodzi zaś o krem na okolice szyi i dekoltu musiałam nieco poczekać na efekty jego stosowania. Skóra w tym obszarze jest szczególnie podatna i bardziej widoczne są na niej zmarszczki. Tak jak w przypadku okolic oczu czy dłonie. To newralgiczne miejsca naszego ciała, które bezlitośnie zdradzają wiek. Na początku sądziłam, że krem jest nieco za delikatny. Jednak podczas systematycznej aplikacji z dnia na dzień pojawiło się większe napięcie skóry. Więc w tym przypadku warto było uzbroić się w cierpliwość. 

Kosmetyki Platinum nie należą do najtańszych, ale również nie są kosmicznie drogie. Trzeba wziąć pod uwagę, że to są specjalistyczne produkty, a do tego z pewnością bardzo wydajne.  Jeśli macie ochotę je wypróbować, to odsyłam do strony Faberlic Produkty.

10.08.2019

Cisza przed burzą

Bo kiedy nawet wymyślisz sobie ten idealny plan na życie, krok po kroku, dzień po dniu, to uwierz los ma swoje plany wobec Ciebie. Jakaś niewidzialna siła pcha Cię tam, gdzie nie miałaś zamiaru iść. Robisz to, co wcześniej wydawało Ci się dziwne lub nie możliwe. Ale czy to źle? Stojąc w miejscu , patrzysz jedynie jak chwile umykają bezpowrotnie. A tak czerpiesz ile tylko się da i żyjesz pełną piersią. 
Czuję jakby była już jesień. Na polach już prawie pusto, jarzębina przybiera coraz bardziej koralowe barwy, a mirabelki niedługo dojrzeją. Do tego ta wszechobecna szarość, bo przecież pada kilka razy dziennie. A jesień to u mnie pora refleksji. Taką mam naturę, nieco romantyczną. W tym roku chyba moja jesień będzie nieco dłuższa. Co mnie nie martwi. Więcej pysznej herbatki, dobrych książek.
Dopóki mogę korzystam i ubieram sukienki. Znakomicie czuję się w kwiecistych wzorach. Tym razem wybrałam subtelną i dziewczęcą sukienkę z retro printem. Na stonowanej różowo beżowej bazie nadrukowano delikatne kwiaty. Uroku dodają wiązania przy szyi oraz w pasie, gdzie dodatkowo dodano gumkę. Również rękawy są ściągnięte gumkami. Nie za krótka, przewiewna stanowi idealną kreację na spacery.
Jeśli teraz planujecie odświeżenie swojej garderoby, to odsyłam Was do zakładki wyprzedaże , gdzie upolujecie fajne ubrania w atrakcyjnej cenie.










Dziś pogoda nie lepsza, chociaż pogoda ma poczucie humoru i na chwilę wyszło słońce. A tak deszcz i jeszcze raz deszcz. Brrr. A jak u Was? Macie więcej szczęścia w tej kwestii?

07.08.2019

Twój dom jest bardziej wyjątkowy niż myślisz!

Często słyszę i Wy zapewne też, że ktoś z Waszych najbliższych narzeka że siedzi w domu. Noe nie ma co robić, nie ma pomysły. Bo inni jadą na wakacje do Tunezji, a Krysia ma taką altankę na działce i tam sobie siedzi jak w raju. No nic tylko marudzenie i wymówki. Chyba my Polacy lubimy narzekać. Zamiast iść w zaparte i psioczyć jak nam źle, możemy zakasać rękawy i zabrać się do stworzenia sobie przyjaznej przestrzeni do relaksu. Oczywiście możecie pokusić się o remont, malowanie i przemeblowanie. Tym mniej obdarzonym chęciami i zdolnościami manualnymi polecam nabycie kilku dodatków. Są bowiem małe rzeczy, które stworzą na prawdę niebanalny klimat wszędzie tam gdzie zechcecie. Nawet na skrawku łóżka!
Świece zapachowe towarzyszą mi praktycznie każdego dnia. Są klimatyczne, niebywale nastrojowe. To trochę tak jakby przenieść się nieco w czasie do innej epoki. Nie tylko zapach pobudza zmysły, ale również blask prawdziwego ognia sprawia, że jakoś cieplej mi na sercu. English Rose to subtelna, dzika róża w połączeniu z innymi nutami dając lekkość i świeżość. Zapach nie nuży i nie przytłacza, dlatego śmiało można rozpalić świecę także na wieczór.
Komplet wazoników dodaje uroku nawet, gdy stoi pusty. Świetnie też pasują do niego pojedyncze gałązki goździka, bądź polnych kwiatów. A właśnie jeśli już jesteśmy w tym temacie, to bardzo lubię mieć w domu coś kwitnącego. Doniczkowe stanowczo dłużej cieszą oko.
Oczywiście wszelkie milusie koce, poduszki i okrycia są równie niezbędne. Otulą w chłodniejszy dzień i zapewnią poczucie bezpieczeństwa i błogi relaks. Koniecznie do tego kawa w ulubionym kubku i ciacho na przegryzkę. Czasem ktoś pyta, jak to się dzieje że nigdy jeszcze nic nie podpaliłam. Ano jakimś szczęśliwym trafem nie. Jednak nie raz rozlałam picie. Teraz, gdy mam drewnianą tacę musiałabym się bardzo postarać, żeby naprosić i wylać napój.
Możecie się także przenieść w dowolne miejsce nie ruszając się z domu. Jak to możliwe? Odpowiedź jest prostsza niż myślicie. Wystarczy wziąć do ręki książkę! Wbrew pozorom nie zaczęłam od "Jak myśleć mniej" Christel Petitcollin (Wydawnictwo Feeria), ani też nie sięgnęłam po coś kobiecego.



Wciągnęła mnie powieść grozy Stefana Dardy ( Wydawnictwo Videograf ). Jest to trzecia, ostania z serii Wyręby nazwana tak od miejscowości w której dzieją się dziwne, dość straszne wypadki. 

W powieści pojawiają się dwa główne głosy. Jeden należy do Ewy. Są to jej zapiski. Z początku chaotyczne i pokręcone, urywane, spowodowane traumatycznym wydarzeniem. Przez które ucieka od ukochanego, pozostawia niedokończoną budowę wspólnego domu. W miarę jak emocje stygną i nabiera dystansu, bohaterka nie wie czy może przesadziła z osądem sytuacji i cała sytuacja była bardzo na wyrost. W trakcie dochodzenia do siebie dokonuje zaskakującego odkrycia i zagłębia miejscowe mity i wierzenia dotyczące nadnaturalnych istot. Czy jej Mikołaj, o którym tak mało wie okaże się istotą z krawędzi dwóch światów?
Przejdźmy do Huberta, który ma nie łatwo w życiu. Obwinia się o śmierć przyjaciela Marka. Ciągle drąży w sobie poczucie winy i odczuwa ten niedosyt, że może był w stenie coś zrobić i zapobiec nieszczęściu. Ta część trylogii rozpoczyna się jednak od snu Huberta w którym opętany przez demona prawie zabija swojego syna. Ten sam demon, a dokładniej zabita w tajemniczych okolicznościach ciężarna poluje na inne ofiary, objawiając to w koszmarach Huberta. Co niestety później okazuje się prawdą.
Postawiony pod ścianą Hubert, zastawia się jakby postąpił Marek na jego miejscu. Doszedł do wniosku, że nie może tylko się chronić i unikać niebezpieczeństwa. Zło już mogła przyjść za nim z Wyręb do rodzinnego domu. Chce zwalczyć tego demona, a właściwie to nawet kilka. Bo naliczyłam ducha wilka, kobiety i jej dziecka. Jest jeszcze tajemniczy cień na fotografii. Więcej Wam nie zdradzę, tylko pozostawię niedosyt. Dla tych co lubią, gdy w życie zwyczajnych ludzi wplatają się niezwykłe wątki powiązane z ludowymi wierzeniami Nowy Dom na Wyrębach II to odpowiednia propozycja.
Lubię czytać książki, ale to mój debiut jeśli chodzi o dzielenie się wrażeniami na łamach bloga. Ale kiedyś trzeba zacząć i z myślę, że z czasem się rozkręcę. Swoją drogą, jak organizujecie własną, komfortową przestrzeń w domu? Tak dla relaksu, abo żeby zwyczajnie odpocząć i się zresetować.


05.08.2019

Piękno na Fali

Piękno... To nie ładna buzia, tyłek, czy włosy. Nasze piękno kryje się wewnątrz nas. Przez nasze uczynki, postawę, pokazujemy jaka jest nasza dusza. To piękno jest trwałe, niesie radość i koi smutki.

27 lipca odbyła się pierwsza i mam na dzieję nie ostatnia edycja spotkania blogerskiego Piękno na Fali. Jego organizatorkami były Kasia z bloga Sklerotyczka oraz Monika Mix of Life. Oczywiście fajnie jest coś dostać, nie ukrywajmy bo kto nie lubi prezentów. Miło też poplotkować w znajomym towarzystwie, a także poznać nowe gaduły (Natalia:P). Ale dziewczyny pomyślały, że jeszcze lepiej jest pomagać innym. Bo świat się nie kręci wokół nas samych. Piszemy, bo to lubimy. Nie z przymusu. To nasze hobby i sposób na pożyteczne spędzenie czasu. I połączyła nas jeszcze jedna sprawa, chęć pomocy Mai .


Ale po kolei. Wcale nie jest tak łatwo zorganizować spotkanie, które przyniesie korzyści wszystkim stronom. W świecie pseudo blogerek, które krzyczą z ineternetów tylko dej i dej. Czasem spotykają się w kilku osobowym gronie, a potem sprzedając bezczelnie fanty. Tak, pewnie nie jedna z Was o tym słyszała albo sama widziała. Nic więc dziwnego, że firmy mogą podchodzić nieufnie do spotkaniowych inicjatyw.

Monika i Kasia starały się podwójnie. Myśląc o rzeczach na licytację charytatywną, ale także żeby nie było nam za lekko wracać do domu. Co istotne zadbały o to, żeby firmy nie wymuszały na nas recenzji. Może Was to nieco zdziwić, że jak to? Przecież trzeba pisać, a najlepiej jak jest szajs, to też pisać że cud miód. Nie! Jesteśmy dorosłe, podchodzimy do tego co robimy profesjonalnie. Ponadto nie chcemy oszukiwać naszych czytelników. Nie musimy planować, że szampon ma być opisany za tydzień, to za dwa ect. Goniące terminy nie sprzyjają wenie. I o ile przyjemniej pisze się o tym co się chce i kiedy ma się na to ochotę. Bo i tak większość giftów zostanie przez nas opisana. 

Spotkanie ustalone było na 11.30 w restauracji Bliżej w Gdyni. Oczywiście takie cztery sierotki się spóźniły, szukając przy Molo stoiska ze świecami Domkove. Gdy wpadłyśmy tak lecąc z pociągu, dziewczyny już na nas czekały. Nie obyło się bez małej reprymendy, ale potem przeszłyśmy do konkretów. W jednej części lokalu zostało wydzielone dla nas miejsce, aby było nam wygodnie. W innym miejscu piętrzyły się książki na wymiankę. Zaś w centralnym miejscu znajdowały się paczki, paczuchy i tajemnicze torby. Część przeznaczona była na licytację, zaś inne spakowane dla nas. Dlatego też część upominków może się różnić, bo dziewczyny różne paczki. Ale linki do pozostałych sponsorów licytacji są także w poście. 
  
Spotkanie rozpoczęło się od wymianki książkowej. Za każdy egzemplarz do puszki, a dokładniej koszyczka każda z nas wrzucała po 2 zł. Potem nastąpiła zaciekła licytacja. Tak, z pewnością Natalia będzie miała przeogromny zapas kosmetyków Marion i świetny zestaw do biustu. Za to Monika swoje herbatki. Ja dorwałam pakę zmontowaną specjalnie przez Kasię z jej perełkami kosmetycznymi. Na koniec także powędrowały do nas paczki niespodzianki i dużo książków:).

Mamy specyficzne poczucie humoru, dlatego dobrze się stało że mieliśmy w tym dniu lokal tylko dla siebie. Po naszym spotkaniu odbywała się inna impreza zamknięta. Towarzyszyły nam tam smaczne przekąski, faworki Sklerozy i pyszna kawa. Obiad mi też smakował. Podpatrzałam , że w bliżej mają fajną ofertę lunchową. 





Na początek trochę książek. Większość pochodzi z wydawnictwa Szara Godzina i to literatura kobieca. Inne pozycje również kuszą. Nie będą mi więc starsze wieczory, albo nagłe pogorszenie pogody, bo mam na tę okoliczność świetne zajęcie.



Żeby nie było jest i całe mnóstwo kosmetyków. Z Coloris głównie produkty do ust. Muszę Wam też polecić hennę tej marki. Jeśli dobrze poszukacie we wpisach, odnajdziecie recenzję. Z Bielendy trafił nam się ciekawy żel micelarny do mycia twarzy. Któraś z dziewczyn wylicytowała też genialny zestaw z tej firmy. Gorvita zawsze kojarzyła mi się z produktami zielarsko aptecznymi. Widziałam, że dostałyśmy różne zestawy. W moim jest akurat olej kokosowy w żelu i maść nagietkowa oraz suplement diety. Bio -Love zafundowała nam ekologiczne sprzątanie, zaś Chi zdrowie i piękno w płynie, czyli kolagen. Nie mogło się obyć bez smakołyków. Taki "pan Ciasteczko" od Domkove, który nie tylko poprawia nastrój i chce się go schrupać. Nie wiem czy wiecie, ale takie naturalne świece można wykorzystać do wykonania masażu.


Marion zafundowała nam całe morze dobroci do włosów i twarzy. Znalazła się tu min kokosowa seria Enjoy Coco z wodą kokosową i olejem kokosowym oraz odżywki w sprayu na różne potrzeby włosów. Do buźki dwie linie masek, Funny Animals oraz Tropical Island.



I zapomniałabym o tych przeuroczych zwierzaczkowych kremach do rąk. Arbuzowy już zabrało mi dziecko.
 


Teekanne chyba chce mnie wyleczyć z miłości do kawy i zastąpić ją uczuciem do herbatek! W wielkim kartonie znalazła się bowiem ogromna ilość pysznych, aromatycznych owocowych herbat, a także wersje zielone. Do tego, aby nasze herbatki były jeszcze smaczniejsze do każdego zestawu dołączony jest dzbanek filtrujący Aquaphor. Dzbanek mogę Wam polecić, bo sama używam już kolejny miesiąc i nic się z nim nie dzieje.



Na koniec pachnące cudo od Bio -Naturalis. 






Moje licytacje są książkowo kosmetyczne. Nie mogłam się oprzeć paczce od Sklerozy, więc jej set trafił do mnie. Ekologiczna kolorówka dostępna w EkoZuzu spisuje się dobrze.




Moje książki z wymianki. Wsumie razem przytargałam sporą ilość książek. Teraz się zastanawiam jak dałam radę z moim poharatanym kręgosłupem.
 


Wszystko co dobre szybko się kończy niestety. Z uśmiechem będę patrzała na zdjęcia ze spotkania. Takie momenty dają kopa do działania i motywację do pisania. Spotkać się z pokrewnymi duszami to tak jak zobaczyć się z dawno nie widzianą siostrą. Żeby nie było, jakoś trudno nam się rozstać i stale korzystamy ze wspólnego czatu. 

Dwa szaleńce, a w tle nasza miła pani z Restauracji Bliżej

Jesteście pewnie ciekawi ile udało nam się uzbierać dla Majeczki. Otóż dzięki naszym wspaniałym sponsorom i rzecz jasna dziewczynom, które wyskoczyły z zaskórniaków uzyskałyśmy całkiem fajną kwotę, a mianowicie 2030 zł. Bo czasem wystarczy się zatrzymać i zastanowić. Czasem wydajemy pieniądze na jakieś duperele, bez których możemy się obejść. Ale są pośród nas osoby, które bez leków czy rehabilitacji nie było by w stanie normalnie funkcjonować. I nie są w stanie sami sobie tego zapewnić, bo nasza służba zdrowia jest jak jest i zapewne się to nie zmieni. Uwierz! Nie musisz mieć milionów. Podziel się tylko tym co masz, bo inni mają jeszcze mniej...