22.02.2017

Czysty Stolik / Poskromiłam bałagan na stole !



Witajcie

Nowy patent na porządek 



Jak to mówią potrzeba - Matka wynalazku. Tak więc  powstał ciekawy twór na wszelkiego rodzaju śmieciowe pierdołki , które nie mają gdzie się podziać podczas picia herbaty bądź kawy. Teraz wszelkie torby, wymęczone plastry cytryn, czy papierki po cukierkach nie będą rzucały się w oczy, bo zostaną ukryte w sprytnym pojemniczku. To tzw Czysty Stolik , pojemnik na odpady stołowe. Dla przykładu pijemy sobie pyszną owocową herbatkę z koleżanką ,a w telewizji akurat leci pasjonujący monet w ulubionym serialu. Na stole zrobiło się tłoczno od różnych niechcianych odpadów. I nie trzeba lecieć do kuchni, aby pozbyć się tego wszystkiego, bo wystarczy mieć pod ręką Czysty Stolik w którym na ten czas możemy to schować. Proste, prawda? Sama idea też wydaje się oczywista i aż dziwne , że nikt nie wpadł na to wcześniej.



Moje pudełeczko to edycja Walentynkowa, ale możecie wybierać spośród różnych wariantów. Istnieje opcja własnego nadruku na wieczku. Co Wam tylko do głowy wpadnie ! Jak widać góra jest korkowa, neutralna. Pojemniczek wykonany jest z tworzywa, które łatwo utrzymać w higienie.














   
* Podkładki na stół Pepco
*Taca Netto
* Dekoracja herbatek Magic Mind


Muszę zaopatrzyć się chyba w jeszcze jeden Czysty Stolik , bo Ksawery chce mieć swój. Tylko co on tam będzie wkładał ? Już znajdzie dla niego ciekawe zastosowanie!




19.02.2017

Sprzymierzeniec w walce z chorobami Inhalator BOBO - NEB / Przyjaciel każdego dziecka



Witajcie

Przedszkole rozterki , czyli wieczne katarki i kaszel



Gdy dziecko przychodzi na świat, wywraca nasze życie do góry nogami. Z wielkim namaszczeniem wyczekujemy kolejnych postępów, nowych umiejętności. Ksawcio to towarzyski urwis, który garnie się do innych. Pełny żywiołowości, stale wymyślający nowe zabawy. Gdy tylko była taka możliwość zapisałam go do przedszkola. Bałam się aklimatyzacji, trochę też tego że rozrabia i nie da sobą dyrygować. Nawet kilka razy dał temu wyraz ręcznie w starciu z kolegami. Potem się uspokoił i wszytko było by dobrze gdyby...Tak, mama każdego przedszkolaka wie , że największą zmorą są choroby. Od końca września, z małymi przerwami praktycznie cały czas mu coś dolegało. Ja go podleczyłam, to znów wiadomo dzieci z nowymi wirusami i bakteriami i zaczynała się nowa infekcja. Najbardziej dokuczliwy był katar i kaszel. O ile młody nos dmuchać potrafi, to z odkasływaniem wydzieliny jest już różnie. Przerobiliśmy całą masę syropków, psikaczy i innych leków. Wtedy przypomniało mi się jak koleżanka mówiła, że warto sięgnąć po inhalator. Pomoże szybciej zwalczyć chorobę! 


Inhalator jakoś na początku wydawał się dość strasznym urządzeniem . Rurki, maski, skomplikowana obsługa i bardzo taki niedostępny wygląd. Zastanawiałam się, czy Ksawcio będzie chciał z niego korzystać. Ucieszyłam się bardzo, gdy znalazłam urządzania przeznaczone typowo dla dzieci. Tym bardziej, gdy wpadłam przez przypadek na tą uroczą rybkę , pomyślałam że to się jednak może udać !



Ksawcio od razu z ciekawością zabrał się za odpakowywanie kartonu. Potem patrzy i mówi, że kupiłam mu Nemo. No tak, Nemo który zrobi parę do oddychania ! Musicie sami przyznać, że inhalator wygląda praktycznie jak fajna , dziecięca zabawka.


W zestawie z inhalatorem znajdują się dwie maski, ustnik, rozpylacz , przewód oraz filtry powietrza. Uwierzcie mi ,żeby zmontować całość i włączyć nie potrzeba jakieś nadzwyczajnej inteligencji. Wszystko jest bardzo intuicyjne. Jednak zawsze warto poczytać instrukcję. Dzięki temu wiem, że urządzanie może działać 30 minut a potem trzeba mu zrobić też tak długą przerwę. Napisano też jak dbać o inhalator, jak go czyścić i dbać o higienę.


Przeważnie korzystamy z mniejszej maski do inhalacji. Pierwsze zabiegi trwały około 10 minut, aby przyzwyczaić go do sprzętu i nie zrazić. Inhalator nie jest całkowicie cichy. Trochę burczy. Nie jest to jakieś bardzo uciążliwe. Tym bardziej, że inhalacja trwa najwyżej pół godziny. Mogę z całą świadomością napisać , że BOBO - NEB
jest przyjazny dzieciom. Co oczywiście nie oznacza, że zawsze jest tak idealnie. Dziecko ma to do siebie, że szybko się nudzi. Albo po prostu raz ma na coś ochotę, a innym razem wręcz przeciwnie. Bywały dni, że Ksawcio zasnął przy inhalatorze. Niestety i tak się zdarzyło, że już po pięciu minutach pytał czy długo jeszcze. Musicie być na to przygotowani i mieć wyjście awaryjne, aby zająć czas lub odwrócić uwagę brzdąca.


Do inhalacji można używać leków, specjalnych olejków. My jednak postawiliśmy na coś naturalnego i łagodnego, czyli ampułki z solą fizjologiczną. Leków mamy w nadmiarze w innej formie. Próbowałam inhalować z olejkiem, ale miał dość mocny zapach i drażnił młodego, więc zużyłam do do nawilżacza powietrza. Czasem daję do inhalatora napar z rumianku lub innych ziół. Ziółka także pijemy. O dziwo, Ksawcio też co nie co i nie grymasi.


Wiem, że nie od razu nastąpi gruntowna poprawa i młody całkiem przestanie chorować. Ale widzę dużą różnicę, gdyż przez dwa tygodnie nie było gila po nosem i kaszlu. Moja radość nie trwała długo, bo i tak Ksawcio "przyniósł " chorobę z przedszkola. Jednak mimo leków od pediatry, nie przerwałam inhalacji i jest ona stałym elementem naszego dnia.


Są oczywiście inne aspekty, którymi staram się uodpornić młodego. Jest to m.in nawilżacz o którym wcześniej wspominałam. Herbaty owocowe zastąpiliśmy po części ziołowymi. Często wietrzę mieszkanie i staram się,aby temperatura była nie za wysoka. Bardziej urozmaicam dietę i przemycam różne warzywa w menu. Jeśli chodzi o wspomagacze, to rozpoczęliśmy przygodę z tranem. Nadal w użyciu są syrop z mleczu i bzu, a nawet z cebuli.Są rzeczy z którymi się nie rozstaję. Jakieś krople do nosa muszą być w pobliżu, czy maść majerankowa. To wtedy, gdy rano nie ma czasu na inhalacje a musimy gdzieś iść.










Jeśli zastanawiacie się , jaki inhalator wybrać dla siebie, odsyłam Was do Diagnosis . Znajdziecie tam inhalatory dla dorosłych oraz inhalatory dla dzieci . Ale to nie wszystko, ponieważ również mozecie tam nabyć wysokiej jakości i niezawodne termometry dla dzieci .




Inhalator to połączenie nowoczesnej technologi, która czerpie z od dawna znanych sposobów medycyny ludowej. Nie raz siedziałam nad miską z gorącymi ziołami , nakryta ręcznikiem, bo tak kazała babcia. Było to nieco uciążliwe, ale się sprawdzało . Teraz teraz mamy po ręką łatwe, praktyczne rozwiązanie jakim jest inhalator Bobo -Neb. 




16.02.2017

Byle do wiosny


Witajcie

Wygoda znów górą 




Legginsy królują u mnie ostatnimi czasy. Tym razem wybrałam wersję z imitacją kieszeni z przodu. Spodnie kolorem oraz fakturą przypominają dżinsy. Ładny, niebieski odcień jest uniwersalnym kolorem, dobrze komponującym się w różnych zestawieniach. Nie da się zaprzeczyć, że je lubię . Przede wszystkim są wygodne i oczywiście dobrze wyglądają. Pasują też do mojej koncepcji kaloszowej. Oj tak! Śniegi się topią.. Brudno, mokro i jakoś tak nie przyjemnie. Więc wskoczyłam w moje granatowe kaloszki, które z łatwością wciągam na leggi. Tak i modnie i praktycznie.



Legginsy Romwe / klik

 





Tak więc pogoda się zmienia. Trochę słonecznie popołudniami, ptaszki ćwierkają, a pod nogami błotko pomieszane ze śniegiem. W nocy jeszcze nieco przymrozi,więc może szału ,nie ma ale zawsze jakiś postęp.

15.02.2017

DermaRoller nie taki straszny / Pierwsze wrażenia



Witajcie

Profesjonalne urządzania kosmetyczne do domowego użytku 
DermaRoller z BangGood w natarciu !




DermaRoller inaczej też MezoRoller ostatnimi czasy stał się popularnym narzędziem kosmetycznym najpierw w salonach stosowany przez profesjonalistów,a teraz coraz śmielej wkraczającym w nasze domowe pielesze. Skąd się w ogóle wziął pomysł na takie urządzenie. Otóż my kobiety i nie tylko chcemy jak najdłużej zachować piękny wygląd skóry. Wklepujemy różne kremy, maści, sera oraz specjalistyczne preparaty. Wydajemy mniej lub więcej w zależności od zasobności naszego portfela. I nie raz spotykamy się z dość smutnym , rozczarowującym nas efektem. Dlaczego tak się dzieje? Kupiłam przecież krem za 200 zł z samymi naturalnymi, dobrymi składnikami. To co nas chroni  przed szkodliwym działaniem środowiska, nie pozwala też przeniknąć składnikom w głąb skóry i dlatego działają one powierzchniowo lub w bardzo małym stopniu. I tu właśnie z pomocą przychodzi chyba znany chociażby ze słyszenia nam wszystkim DermaRoller.



DermaRoller to taki wałek z rączką, na którym umieszczono mnóstwo malutkich igiełek. Służą one do tworzenia mikro nakłuć na skórze. Poprzez kanaliki powstałe w wyniku działania mezorollera substancje aktywne mają szansę wniknąć w głąb skóry i tym samym działać z prawdziwą mocą. Dodatkowo stymuluje wytwarzanie kolagenu i elastyny oraz poprawia krążenie. 

Urządzenia te różnią się przede wszystkim długością igieł. Co sprawia, że częstotliwość zabiegów będzie różna oraz przeznaczenie dermarollera. Ja posiadam długość 0,5 mm. W Banggood dostępny jest w tej samej wersji o długości igieł od 0,3 mm do 2,00 mm .Mój DermaRoller już podchodzi pod ten bardziej profesjonalny sprzęt i jak czytałam może wywoływać delikatne krwawienie. Co jednak na szczęście okazało się wyłącznie tylko bezpodstawną obawą. Ale o tym później.



Istniało wcześniej przeświadczenie, że DermaRoller nadaje się wyłącznie dla osób starszych. A jednak to małe, sprytne urządzonko jest o wiele bardziej wszechstronne! Można je śmiało stosować w walce z bliznami i przebarwieniami. Za jego pomocą zredukujecie rozstępy oraz cellulit, zmniejszycie zmarszczki i poprawicie napięcie skóry. Także to o czym wcześniej wspominałam , kosmetyki będą działały lepiej i skuteczniej. Istnieją też przeciwwskazania do używania DermaRollera. Są to m.in aktywny trądzik młodzieńczy bądź różowawy, podrażnienia i stany zapalne skóry, słaba krzepliwość krwi.


Dlaczego skusiłam się na to małe narzędzie tortur? :) Po pierwsze z ciekawości. no kurcze, skoro słyszałam nie raz że działa i nie muszę chodzić do kosmetyczki, to czemu nie. A ogólnie to mam co poprawiać, bo moja kapryśna cera traci swą gęstość. Niestety i oznaki pierwszych zmarszczek stają się widoczne. Przebarwienia niestety też goszczą głownie na mojej buźce. I jak już miałam DermaRoller w domu to robiłam podchody i zastanawiałam się jak zacząć. Bo tu starszą, że boli i że krew się leje. To tak trochę z przymrużeniem oka. No i malować się potem nie wolno. Więc tak odkładałam i odkładałam,aż w końcu przyszedł ten czas.


Pierwsze próby przeprowadziłam w miejscu grubo skórnym i nie widocznym na co dzień. Postanowiłam poznęcać się na udku. Zwłaszcza że miałam do sprawdzenia dwie ampułki z kwasem hialuronowym . Ampułki szczelnie zamknięte, niewielkie. Od razu skojarzyły mi się z kolorowymi soczewkami, które kiedyś zmawiałam. Po usunięciu górnej części z obu , należy połączyć proszek z płynem. Ja wymieszałam całość w starej buteleczce po serum. Rzecz jasna dobrze wymytej i zdezynfekowanej. Jak tradycyjny kwas hialuronowy , kosmetyk jest bezbarwny, lekko żelowy i pozbawiony zapachu. Kolejne już na szyi i dekolcie oraz jak do tej pory miałam jedno podejście do twarzy.
 

Przy takim urządzaniu jak DermaRoller niezwykle istotne jest dokładne oczyszczenie skóry przed zabiegiem oraz zdezynfekowanie narzędzia. Cóż, można kupować wymyślne preparaty a ja do dezynfekcji mam spirytus. Taki najzwyklejszy, którym można się natrzeć, wypić. Miałam małą buteleczkę właśnie do nacierania i tu przydaje mi się znakomicie. A więc gdy już powyższe warunki są spełnione przechodzimy do dalszych czynności. Można rolować skórę bez żadnych kosmetyków , na sucho. A ja sobie nakładam na skórę delikatne, naturalne substancje typu właśnie kwas hialuronowy , kolagen . Doskonale nadają się do tego celu również czysta postać witaminy C bądź A, czy specjalnie do tego celu stworzone koktajle. Jeśli chodzi o ciało można pokusić się o preparaty antycellulitowe, bądź te na rozstępy. Ale najważniejsze jest aby to czego używamy było jak najbardziej naturalne , bo ląduje to w głębi skóry. Drugą istotna kwestią jest to, że lepiej stosować substancje żelowe. Takie lepiej zmyć z dermarollera. Oleje chociaż także bezpieczne i zawierające cenne składniki gorzej przywierają do urządzenia. Dlatego jeśli je lubimy, spokojnie zastosujmy je po zabiegu. 

Różne partie skóry wymagają innego nacisku. Ogólnie ma być stanowczy ,ale nie hardcorowy. Tego trzeba się nauczyć. Udko potraktowałam nieco mocniej, poszczególne partie twarzy też dość solidnie. Jeśli chodzi o szyję to się nad nią za bardzo nie znęcałam. Zaś dolna partia dekoltu okazała się być bardziej podatna na igiełki. Rolowałam skórę w różnych kierunkach . Sam zabieg trwał około 10 -15 minut. I teraz przejdę do tego , co Was zapewne bardzo interesuje. Taki zabieg nie boli. Nie należy też do najbardziej przyjemnych. Uczucie jest dziwne,ale do przeżycia. Nie polała się też krew. Chociaż przy tej długości igieł, jest to możliwe. Ale sprawdziłam optymalny nacisk,aby tego uniknąć. W końcu wampirem to ja nie jestem. Zabieg oczywiście najlepiej przeprowadzać wieczorem, bo wygląda się dość ciekawie. W moim przypadku porównałabym to trochę do oparzenia słonecznego. Powierzchnia skóry poddana działaniu DermaRollera była lekko wypukła i czerwona. Aha, pomijając wysyp czerwonych punkcików po użyciu oleju na dekolcie (to już po samym zabiegu, na szyi nic mi takiego nie wyskoczyło). Z godziny na godzinę taki stan rzeczy ulegał poprawie, a na drugi dzień już śladu na skórze nie było. Ominęło mnie też pieczenie czy szczypanie , nie licząc tego delikatnego podczas nakłuwania. Po zabiegu i nałożeniu serum zdziwiłam się nawet, że wszystko jest ok. A skóra nawet jakby bardziej miękka.


Czy już jestem piękna i wspaniała ? Nie tak szybko moi kochani. Oczywiście, szybkość uzyskanych efektów to kwestia indywidualna, ale takich wyraźnych można spodziewać się dopiero po systematycznym dłuższym stosowaniu. Ja przyjęłam częstotliwość raz w tygodniu dla twarzy i szyi, a dwa razy dekolt. Więc coś więcej napiszę Wam za 2- 3 miesiące. Najpewniej uzupełniając ten wpis. Wcześniej chcę też trochę przybliżyć kosmetyki , które używam pod rolkę.
 


DermaRoller przechowuję między zabiegami w dołączonym do niego przezroczystym ,plastikowym pudełeczku. Nie jest to też urządzenie wieczne. Wszystko zależy od częstotliwości i długości wykonywanych zabiegów. Więc teraz trudno mi jest dokładnie określić żywotność rolki. Muszę po prostu obserwować z jaką mocą igiełki wbijają się w skórę. Gdy się stępią, to już oczywiste że urządzenia stosować się nie powinno.


Coś co jeszcze powinniście wiedzieć. Jeden DermaRoller - jeden użytkownik. Chyba, że macie urządzenie z wymienną końcówką.

Jeśli chcecie powalczyć o ciało bez cellulitu, warto kupić urządzanie z większą rolką. Ja znalazłam fajne z wymiennymi rolkami . Dużą można śmiało stosować do ciała, mniejszą do skóry twarzy a tę malutką jeśli się nie boicie na zmarszczki wokół oczu czy ust.




Tak więc już wiem, że moje obawy co do stosowania DermoRollera były mocno przesadzone. To urządzenie na prawdę warto mieć u siebie. Zwłaszcza, że ceny nie są jakieś kosmiczne i spośród wielu ofert, można wybrać coś odpowiadającego naszym możliwością . Teraz myślę o jakimś tak zwanym koktajlu ze składnikami aktywnymi. Ceny zaczynają się już od 8 zł za ampułkę. A są też takie po czterdzieści kilka i więcej. Dedykowane właśnie pod MezoRoller .