21.04.2017

Artline HYDRA, Żelowe serum głęboko nawilżające / Nowa seria BingoSpa dla salonów kosmetycznych



Witajcie

Nowa odsłona BingoSpa



Nowa szata graficzna, inna nazwa! BingoSpa wprowadziło jakiś czas temu nową markę kosmetyków ARTLINE przeznaczoną do użytku w gabinetach kosmetycznych. W jej skład wchodzą serie :

HYDRA - kosmetyki dla skóry suchej i wrażliwej

ANTI AGE - kosmetyki do każdego rodzaju skóry

ESSENTIAL - kosmetyki do cery z objawami starzenia

DECOLORATION - kosmetyki dla skóry z problemami pigmentacyjnymi

Posiadam dwa kosmetyki ARTLINE, serum z serii Hydra oraz maskę należącą do Anti Age. Dziś skupię się na pierwszym z nich.




Seria HYDRA ArtLine zawiera :
  1. Żelowe serum głęboko nawilżające 150g
  2. Serum do skóry suchej, wymagającej głębokiego nawilżenia z olejem ryżowym 150g
  3. Kremowa maska kojąco- nawilżająca ze 100 % olejem ryżowym 150g
  4. Krem do okolic oczu z kompleksem odżywczym 150g
  5. Łagodzący krem do skóry suchej z filtrem mineralnym 150g
  6. Odżywczy krem do skóry suchej i wrażliwej 135g


Opis kosmetyku

Składniki aktywne :Witamina E najskuteczniejszy antyoksydant, wnika głęboko w skórę, zapobiega fotostarzeniu, wspomaga ochronę skóry przed promieniowaniem UV, wzmacnia naturalne właściwości ochronne skóry, poprawia barierę lipidową naskórka, dzięki czemu skóra staje się lepiej nawilżona, bardziej elastyczna.

Sposób użycia: żel nakładamy opuszkami palców na twarz, szyję i dekolt. Wmasowujemy lub wykonujemy masaż ultradźwiękowy. Po aplikacji usuwamy nadmiar preparatu i osuszamy skórę.
Przy aplikacji omijać okolice oczu i ust. Nie stosować w przypadku uczulenia na którykolwiek ze składników.




Serum umieszczono w małej, przezroczystej butelce. Seria Hydra wyróżnia się ciemno niebieskimi nalepkami informacyjnymi, na których widnieją białe napisy. Sfotografowanie przysporzyło mi nieco problemu, bo powierzchnia naklejki jest błyszcząca. Owszem, wygląda elegancko. A jak dla mnie, laika fotografa - jest czasem trudne. No i się trochę pożaliłam, to już wystarczy. Sama buteleczka jest wygodna, lekka. Zamknięcie z kilikiem działa bez zarzutu. Zawsze staram się stawiać pojemnik do góry dnem. Tworzywo z którego wykonano buteleczkę jest dość twarde, co w połączeniu z żelową konsystencją kosmetyku sprawia, że trzeba koniecznie potrząsnąć pojemnikiem aby kosmetyk z wnętrza wydobyć. To jedyna niewielka niedogodność.


Serum jak już wspominałam i z nazwy da się wywnioskować ma żelową konsystencję. Jest na tyle geste, że nie spływa ze skóry, ale też nie glutowate. Nie ma problemu z rozprowadzeniem kosmetyku na twarzy. Wystarczy niewielka ilość, a i szyję i dekolt możemy dodatkowo wysmarować. Polecam dozować produkt z umiarem. Mimo iż zaleca się go do masażu, sami zauważcie podczas stosowania, że wystarcza niewielka ilość. Nadmiar kosmetyku ze skóry należy usunąć. Jeśli napaćkamy go za dużo, trzeba będzie zastosować tonik, gdyż serum pozostawi lepki film. Więc jak to mówią, praktyka czyni mistrza i już wiem, ile jednorazowo potrzeba mi na aplikację.

Jeśli chodzi o kolor, serum nie jest zupełnie przezroczyste, trochę jakby zabielone. No i kwestia zapachu. Tu pewnie będzie dużo zwolenników jak i przeciwników. Serum pachnie dość intensywnie, chociaż dla mnie aromacik podczas nakładania nie robi problemu. I nawet po 2- 3 razach zaczął mi się podobać. Ot, tak jak z perfumami kwestia gustu. Obwiałam się trochę, że przy tych doznaniach zapachowych wystąpią także jakieś uczulenia. Nic takiego nie miało miejsca. Po czasie również zapach ulega złagodnieniu i nie gryzie się z innymi woniami kosmetyków pielęgnacyjnych.

 
Tak, serie kosmetyczne ARTLINE  są dedykowane salonom, tudzież jak kto woli gabinetom kosmetycznym. Jednak wiele z nich śmiało można z powodzeniem stosować w domowym zaciszu. Nie posiadam urządzenia do masażu ultradźwiękami, które zaleca producent. Sam masaż manualny po nałożeniu serum też przyspiesza wchłanianie i działanie kosmetyku. Dużą rolę odgrywa także odpowiednie przygotowanie skóry przed naszym domowym zabiegiem. Zauważcie, że idąc do kosmetyczki zawsze jest coś przed i koniecznie po. Wszystko jest okraszone cierpliwością, dokładnością i czasem. Mamy czasem wrażenie, że używając kosmetyków w domu nie doznajemy takich samych efektów. Ale często pomijamy tę grę wstępną i przytulasy na koniec jak to się wyrażę. Kiedy przyłożymy się i starannie przejdziemy przez kolejne etapy, a nie tylko ten zabieg właściwy, poczujemy różnicę. Bardzo miło jest też, uwierzcie mi - wykorzystać do pomocy koleżankę, mamę czy ciocię. Wtedy mamy taki full service. I jednak całe odczucie tego procesu jest o wiele bardziej przyjemne, niż gdy wykonujemy go samodzielnie. U mnie niestety nie ma tak dobrze. Zawsze to ja jestem ta malująca, układająca włosy, nakładająca maseczki e.c.t. Taka biedna jestem, że nikt nie chce mi zrobić dobrze:). Może jak Ksawery będzie nieco większy. Bo teraz to mogę się nim posłużyć do pobalsamowania pleców. Ale zawsze to już jakiś postęp. Czesać się mu nie dam, bo ostatnio nie mogłam włosów rozplątać.

Przejdę do sedna, bo jakoś tak popłynęłam i odbiegłam od tematu. Serum BingoSpa Artline stosuję głównie na noc. Czasem na szybkiego pociapałam trochę na skórze, wklepałam i potem nałożyłam krem. I było w porządku. Dla lepszej skuteczności kosmetyku tak jak pisałam wyżej, trzeba poświęcić nieco czasu. A więc peeling enzymatyczny czarnym mydłem przed serumowaniem. Tak, tak no przecież że po demakijażu, ale to chyba oczywiste, prawda? Potem tonizacja, serum i masaż. Następnie albo maska lub też odżywczy krem. W zależności od nastroju i potrzeb skóry. 

Serum żelowe głęboko nawilżające sprawdziło się na moje skórze. Długo walczę ze skutkami spustoszenia skóry po zimie. Suche skórki, łuszczenie. Same kremy przeważnie dawały mi tylko efekt krótkotrwały. Za to już kompleksowa pielęgnacja spisuje się na medal. A więc serum nawilża, czyli spełnia swoje zadanie. To nawilżenie jest długofalowe i mam wrażenie, że dociera głębiej. I taka ciekawostka. Kosmetyk lubię, ale nie uważam żeby był jakiś nadzwyczajny. Miałam wiele nawilżaczy, które były równie skuteczne. Któregoś dnia nałożyłam koleżance serum przed zrobieniem makijażu. Pomyślałam, że co mi szkodzi taki lekki zamiennik bazy. Koleżanka była zachwycona i pytała co to jest. Nie dość, że makijaż bardzo dobrze się trzymał, to w przypadku jest mało problematycznej cery od razu poczuła lekkość, ukojenie. Jak to nazwać. Po prostu to miłe uczucie miękkiej i nawilżonej skóry. Więc myślę, że serum Artline nie ma konkretnie przypiętej łatki co do wieku, czy też rodzaju skóry. Bo nawilżenia potrzebuje każda, nawet tłusta czy naczyniowa. Żelowa forma sprawia, że serum nie zapycha.


Serum ARTLINE w zależności od używającego sprawdza się dobrze lub też bardzo dobrze. Lubię sprawdzać kosmetyki na rodzinie i znajomych. Często sami pytają, czy mam coś nowego. Czasem czuję się jak kosmetyczne guru, bo słuchają mnie z namaszczeniem:). Zresztą miło jest, gdy mogę dopasować komuś odpowiedni kosmetyk i wiem, że potem sięgnie po kolejne opakowanie. Taka możliwość pomacania i użycia kosmetyku działa bowiem lepiej niż reklama.



19.04.2017

Bell Hypoallergenic , Hypolalergiczna mascara do rzęs w kolorze brązowym


Witajcie

Uwodzić spojrzeniem z Bell Hypoallergenic



Są kosmetyki bez których mogę się obyć. Jednakże pewna grupa jest dla mnie wręcz niezbędna. Dobrze, wiem. Mogę bez nich żyć. Ale lepiej się czuję, gdy ich używam. Do takich moich niezbędników makijażowych należy właśnie tusz do rzęs. 



Opis kosmetyku

Wielofunkcyjny tusz do rzęs jednocześnie wydłuża i pogrubia, maksymalnie podkreślając siłę spojrzenia. Nowoczesna szczoteczka idealnie rozczesuje i podkręca delikatne włoski rzęs. Nie skleja rzęs, nie rozmazuje się i nie kruszy. 


A więc.. Opakowanie jak sami widzicie jest eleganckie i gustowne. W czarnym kartoniku umieszczono smukłą, nieco taliowaną mascarę. Taki oryginalny kształt nie tylko prezentuje się ciekawie, ale spełnia jeszcze inne zadanie. Forma sprawia, że tusz jest wyjątkowo poręczny. Dobrze się nim operuje.


Na początku byłam trochę zawiedziona. Otóż mój tusz jest brązowy. Raczej ciemno brązowy. Przyzwyczajona do czerni jakoś niechętnie podeszłam do tego wariantu kolorystycznego. Ale po kilku aplikacjach odcień przestał mi przeszkadzać.


Konsystencja mascary jest idealna. Za pierwszym, może drugim razem kosmetyk był jeszcze jakby za mokry. Gdy już dostał nieco powietrza, doszedł do tej właściwej konsystencji. Czasem nadmiar produktu nabiera się na czubek szczoteczki. Wystarczy to zebrać i można przystąpić do malowania. Mascara idealnie rozdziela rzęsy, jest aksamitna i nie robi grudek. Wysycha dość szybko. Określiłabym ją raczej jako kosmetyk o działaniu wydłużającym. Efekt większego pogrubienia da się także uzyskać. Potrzeba tylko nałożyć 2- 3 warstwy więcej. 

Tusz nie obsypuje się i nie kruszy. Utrwala rzęsy, ale nie czyni ich bardzo sztywnymi. Nie rozmazuje się samoistnie. Przy deszczu czy wilgoci po czasie może jednak delikatnie spływać. Cóż, w końcu nie jest to kosmetyk wodoodporny.


Na fajny efekt wizualny mascary Bell Hypoallergenic składa się zarówno dobra konsystencja jak i klasyczna, niezbyt wielka szczoteczka. Rozprowadza ona równomiernie kosmetyk na rzęsach i dociera do każdego miejsca bez mazania skóry wokół.


Na górnym zdjęciu rzęsy malowane na szybko. Nie ma tzw pajączków, chociaż wiem - nie zrobiłam tego perfekcyjnie:).


Tu już z kolei na aplikację tuszu poświeciłam chwilę i zdecydowanie nie był to czas stracony. 


Cena 17 zł myślę, że jest przystępna. Chciałoby się rzec: Tak wiele, za tak niewiele. Wytarty slogan, ale idealnie tu pasuje. Dobry tusz, który nie podrażnia oczu i ładnie rozdziela rzęsy. Zdecydowanie je wydłuża i przy włożeniu minimalnego nakładu czasu także je nieco pogrubi. Zapewnia efekt naturalnych rzęs i nienagannego makijażu. Jeśli macie chrapkę na ten tusz, to część serii Hypoallergenic znajdziecie w drogeriach Hebe i Rossmann, a także w sklepie firmowym Bell.


Sięgacie po inne mascary do rzęs niż ta w kolorze czarnym? Mi ten ciemny brąz teraz bardzo pasuje, chociaż początki były trudne:).



18.04.2017

Natura wkrada się wszędzie / Botaniczne wzory na ubraniach i dodatkach



Witajcie

Nadążyć za modą



Zauważyłam ostatnio ciekawy trend, który nie dotyczy tylko mody związanej z ubraniami. Dość często pojawiają się w nowych kreacjach, dodatkach do domu czy też fotoapetach i plakatach wzory z natury.Wiem, to dość oczywiste. Tym razem chodzi mi jednak o przeróżne liście i listeczki. Mimo, że na pozór to temat dość zwykły by się wydawało, ale zyskuje sobie coraz więcej zwolenników. 

Nie ukrywam, że soczysta zieleń wzorów bardzo spodobała mi się na poszewkach. Taki akcent doskonale ożywi stonowane wnętrze i nada mu odrobiny drapieżności.
Cała prezentacja opiera się na asortymencie SammyDress. Ja często zamawiając szukam sobie zniżek. Więc podrzucam i Wam link do Cupon Code Sammydress.











 Przyznać się, kto by chciał taką poduchę? A jak nie taką, to jaki wzór wpadł Wam w oko?



17.04.2017

Bell Secret Garden Nowa wiosennna kolekcja lakierów do paznokci



Witajcie

Bell Secret Garden Lakiery do paznokci



Secret Garden kusi kolorami. Mamy do wyboru sześć odcieni odcieni idealnych na wiosnę. Aby było ciekawiej, zamiast typowego nazewnictwa mamy inspirację kwiatami. W tym zastawieniu znajdują się zarówno propozycje lśniąco brokatowe, przypominający słynny efekt syrenki oraz lakiery klasyczne, nie perłowe o naturalnym blasku. Nie tylko pod tym względem różnią się emalie. Kolorystyka też jest niezwykle urozmaicona. Są tu zarówno subtelne pastele jak i intensywne, ponadczasowe odcienie. 




02 Forget me not


01 Magnolia


05 Tulip


06 Rose


03 Secret Flower 


04 Orchid




Secret Flower i Orchid to dwa nasycone odcienie z dodatkiem pyłku. Intensywne kolory w połączeniu z subtelnym blaskiem to idealne połączenie. Ponadto lakiery nie są bardzo gęste, co ułatwia aplikację. Nie sprawia to jednak, że słabo kryją. Wystarcza już jedna warstwa aby uzyskać ładny efekt. Oczywiście przy dwóch aplikacjach rezultat jest już idealny.


Tulip i Rose to odcienie pozbawione drobinek. Niecodzienny odcień brzoskwini w Tulip na początku mnie nie przekonywał, ale z czasem się polubiliśmy. Rose to jak widzicie klasyczna, ponadczasowa czerwień. Prosta i szybka aplikacja, a potem szybkie wysychanie.


Magnolia i Froget Me Not to dwa cudne, pastelowe odcienie. Prawdziwa bajka już na wyciągnięcie ręki. Romantyczne i subtelne. Posiadają mnóstwo iskrzących drobinek, które pięknie lśnią na płytce paznokcia. Trochę wojowałam z oba kolorami. Aby lakier wyglądał ładnie, należy nałożyć dwie warstwy i to dość solidnie obfitujące w ilość kosmetyku. A co za tym idzie wysychanie jest wtedy dość mocno wydłużone. Z Magnolią doszłam już do porozumienia i po tym jak go trochę "wywietrzyłam" po kilkukrotym otwarciu lakier zaczął lepiej współpracować. Znacznie lepiej go rozprowadzać i wysycha znacznie szybciej. Potem przez długi czas mogę się cieszyć tym wspaniałym, lekkim odcieniem manicure. Błękit Forget Me Not do tej pory sprawia mi trudności i wkurzam się solidnie. Nawet jak już myślę, że wysechł to potem widzę, że na pazurku pojawiają się odciski. Mam jeszcze jedną, ostatnią deskę ratunku. Spróbuję nałożyć jednorazowo sporą ilość emalii i poczekam na efekt. Zmycie obu kolorów jest nieco czasochłonne ze względu na ilość drobinek.

Lakiery wydają się być piaskowe, jednak po dotknięciu, płytka paznokcia jest gładka. Cóż, kolory uwielbiam. A z błękitnym Forget Me Not będę próbowała do skutku.







Lakiery nie odpryskują, raczej stopniowo wycierają się na brzegach. Kolekcja różni się kolorystycznie i pod względem konsystencji. Jednak możemy być pewni trwałości emalii. Kolekcja Secret Garden dostępna jest w sklepach Biedronka.
 



15.04.2017

Upominki ze spotaknia blogerek MAYbe Beuty



Witajcie



Wiem, że pewnie jesteście nieco zmęczeni przygotowaniami do Świąt więc dziś coś bardziej do pooglądania. Taki post dziękczynno - pochwalny :). A tak bardziej serio całość prezentowanych kosmetyków i nie tylko przytargałam ostatnio ze spotkania MAYbe Beuty.




Na początek nowości od Oillan z serii ACTIVE. Są to dermokosmetyki w szczególności przeznaczone do skóry suchej, wrażliwej, skłonnej do alergii i podrażnień. Do tego dawka wyrobów medycznych, tak tak to nie żadna pomyłka. OCEANIC Pharmaceutic wprowadziła niedawno do sprzedaży dermatologiczny krem D-vit Boost , Moveogel - chłodzący żel do masażu niwelujący skurcze powstałe po aktywności fizycznej. Ostanie co wpadło w moje łapki to med. control eliminujący problem nadmiernej potliwości.




Ten uroczy pakunek od Drogeria.pl oprócz lakieru ZILLA zawierał naklejki i paznokcie. Ale i tak dla pewnego młodego osobnika w moim domu najistotniejsze były krówki w firmowych papierkach.



Elegancki pakunek od Makeup Revolution. Zdecydowanie nie da się go przeoczyć. Czarny woreczek, prześwitujący i zdradzający cudowną zawartość. Ogromna paletka, która posiada w większości moje ukochane brązy. Będę się teraz mazać do woli. Jasny brąz, ciemny, średni i tak w kółko. Ale nie ważne, bo i tak mój chłop się nie pokapuje. Z pewnością intrygujące są spersonalizowane kosmetyki pod względem znaku zodiaku - specjalnie dobrana pomadka oraz zestaw cieni do powiek. Rozświetlacz, hmmm zapowiada się bardzo ciekawie.





Pachnąco i uroczo, czyli ciacho i mgiełka od Bubble T Cosmetics. Makraonik oczywiście nie jadalny, ale jest to przydaś kąpielowy.




Tu podarek nie kosmetyczny, ale jakże wspaniały Wielka świeca Village Candle pochodzi z Galerii 55. Zapakowana z największą starannością skrywała pod folią niespodziankę w postaci zawieszki w kształcie serca.



Kolejna pozycja to dobroci od Bell Hypoallergenic. Kosmetyki marki są mi znane i nie ukrywam, że bardzo je lubię. Z ciekawością przyglądam się nowościom. O pomadkach pisałam już na blogu < tu  >. Korektory już używam, wcześniej nie miałam tylko odcienia fioletowego. Za to cienie w słoiczkach są dla mnie nowinką i z radością zacznę sprawdzać, czy się polubimy.



Kosmetyki TESS od Idea25  wyglądają gustownie i przyznam, że gdyby nie spotkanie to bym nie miała o nich zielonego pojęcia. I taka ze mnie blogerka kosmetyczna.  Tyle czasu żyłam w nieświadomości. Ale jeszcze dużo przede mną i stopniowo będę odkrywała i zgłębiała tajniki kosmetycznego światka.


Ziaja ochłodzi lub rozgrzeje. Co kto lubi:). Czyli kosmetyki z serii MULTIMODELING do pielęgnacji skóry przed i po ćwiczeniach.


Kosmetyki DermoFuture Precion nie raz już gościły na moim blogu. Kuracja z biotyną to jedna z ich nowości. 


Kolorowo zrobiło się za sprawą maseczek 7ht Heaven. Maski zbierają pozytywne opinie w blogosferze. Jak będzie u mnie, okaże się niebawem.


Na koniec Dr.PawPaw o którym wcześniej nie miałam pojęcia i musiałam go wygooglować.



Część kosmetyków jest już na etapie testów. Pomadki Bell Hypoallergenic pójdą w świat. Mam już jeden zestaw, a że są świetne to nie będę jak lisek chytrusek kisić ich dla siebie. Makaronik gwizdnął młody:).  Pewnie czymś jeszcze obdaruję kogoś z moich bliskich. Swoją drogą właśnie pochłaniam baranka z białej czekolady, któremu Ksawcio odgryzł głowę. Szkoda mi się go zrobiło, że taki niekompletny i teraz nie ma go już prawie wcale:).