25.06.2017

Niezwykła kawa rozpuszczalna o pięknym zapachu i smaku adwokat / Evening Coffee / Rebels Perfect Day Collection


Witajcie

Gdzie sny łączą się z rzeczywistością



Znad otwartej książki spoglądam przed siebie. Myślami jestem trochę tu, ale bardziej w tym innym świecie. Jak przez mgłę parującą znad filiżanki kawy staje się coraz mniej obecna. Uciekam coraz dalej, zagłębiam się w nieznane i tajemnicze. Czasem jest niebezpiecznie, ale wiem że jestem tylko obserwatorem i kiedy chcę mogę powrócić do swojego pokoju, przytulnego koca. Aromat adwokata przywołuje mnie do siebie i z krainy Wampirów wracam do świata ludzi. Kiedy delektuję się gorącym płynem, zastanawiam się czy dalej poznawać losy Zoey, czy jednak zostawić sobie tę szczyptę niepewności na kolejny dzień. Nie ma nic lepszego od świetnej kawy w połączeniu z interesującą książką. Gdy się wciągnę bywa, że jeden tom w mgnieniu oka przechodzi do historii. A już czeka następny. Tak czas gna, a robi się już późno! Znalazłam więc kawę idealną na chłodne wieczory z ulubiona lekturą. Nie, oczy Was nie mylą. Kawa na noc wcale nie jest zła. Dobrze, może nie na noc a dość późny wieczór. Wśród rozpuszczalnych kaw Rebels znalazłam wariant Evening Coffee, który robił niezłe zamieszanie w moi  dotychczasowym postrzeganiu rytuału picia kawy.



Kawa rozpuszczalna Evening Coffee    należy do kolekcji Rebels Perfect Day Collection. Znajdziemy w niej jeszcze wiele ciekawych i smacznych wariantów, które pobudzą nasze zmysły i sprawią, że kubki smakowe oszaleją. Jest z czego wybierać, bo mamy do wyboru tiramisu, gruszkę, pomarańczę, miód czy kokos. Mój wybór padł jednak na smak adwokatu. 

Jeśli macie chwilę, możecie zajrzeć na stronę. Zauważycie z pewnością, że nie tylko sam sam wyróżnia kawy rozpuszczalne Rebels. Każda z nich jest dedykowana innej porze dnia. Spotkaliście się już z taką klasyfikacją kawy? Dla mnie jest to interesujące rozwiązanie i przyznam się, że spotykam się z tym po raz pierwszy.



Zamknięta w niewielkiej puszcze Evening Coffee sprawia, że można ją zabrać praktycznie wszędzie. Chociaż ja nie zamierzam jej wynosić z domowych pieleszy. Jest tylko moja! 


Ta kawa rozpuszczalna o aromacie adwokatu jest tak pyszna, że nie wymaga dodatków. Bo lubię sobie posłodzić i dolać mleka, czy też śmietanki. W tym przypadku jest to zupełnie zbędne. Smaczek adwokat oszukuje nieco zmysły i nie jest wtedy odczuwalny brak słodyczy. Fakt, że jest smaczna sama w sobie , sprawia że można sobie do niej podgryzać różne smakołyki. Nie ma przy tym obaw, że nas zemdli. Chociaż znam takie osoby, które wsypią do filiżanki pół cukierniczki, a do tego zagryzą solidnym kawałkiem tortu i jest im z tym dobrze.

Rozpuszczalna Evening Coffee nie jest gorzka, czy też zbyt mocna. Połączenie genialnego smaku z odpowiednim rodzajem palenia i rozpuszczalną formą (dla leniuszków) sprawia, że idealnie nadaje się na wieczory. Tudzież późne popołudnia. Ale zapewniam Was,że jako taka przed południowa też smakuje wyśmienicie.



I taki miły ukłon w stronę blogerów i blogerek ( wiem, pijemy dużo kawy ), gdyż na hasło latko otrzymacie - 20 % na swoje zakupy. Wystarczy wpisać kod w polu na kupony. A dodatkowo jeszcze dostaniecie dobrany do zamówienia prezent - niespodziankę. Hm, wielbiciele pysznej herbatki też znajdą coś dla siebie.


Tea Rebels to magiczny świat aromatycznych herbat i pysznych kaw na każdą porę dnia. Zaczniecie od jednej, ale z pewnością to dopiero początek Waszej przygody ze smakiem!


23.06.2017

Im prościej tym lepiej / Glinka różowa / Glinka zielona / Fitomed


Witajcie

Półprodukty w domowej kosmetyczce



Glinki kosmetyczne w tradycyjnej postaci zapewne gościły chociaż raz u Was. Czasem też bywa, że jedna z glinek wzbogaca skład maseczek, nawet szamponów czy innych kosmetyków. I chociaż już tak czasem narzekam i obiecuję, że do nich nie wrócę bo mam nie lada problem ze zmyciem. Zwłaszcza gdy zapomnę spryskać regularnie jak sobie takowa papka leżakuje na twarzy. Jednak są na tyle dobre, że obietnice są tylko chwilowe i z podkulonym ogonem przepraszam i znów zaczynam ich używać. Co przemawia też za tym wariantem w proszku? Nie psuje się tak łatwo. A jak najdzie nas wena na stworzenie nieco bardziej skomplikowanej mieszanki, zawsze przecież robi się to w osobnym naczyniu. Zaś reszta bezpiecznie czeka na swoją kolej. 

Wybrałam zdawać by się mogło dziwnie, bo glinki do różnego rodzaju cery. Ale kto czyta czasem moje wypociny, to wie że moja cera bywa nieźle rozkapryszona i potrzebuje różnego typu pielęgnacji. Dlatego właśnie glinka w kolorze zielonym - czyli ostra artyleria na zanieczyszczoną skórę, kontra wersja in pink - dla łagodzenia podrażnień i subtelniejszego oczyszczania oraz walki ze stanami zapalnymi.



Jak możecie sami zaobserwować glinki to nic innego jak kolorowy, dość blady proszek. W sumie nie odczuwam jakiegoś wybijającego się zapachu. Co oczywiście nie sprawia mi jakiegoś dyskomfortu. Po prostu urok kosmetyków naturalnych. Miałam już w swoich łapkach inne glinki Fitomed i tu się mile zaskoczyłam, bo firma wprowadziła o wiele ładniejsze pudełeczka. Oczywiście ta wersja mnie urzekła. Zwłaszcza metalowe zakrętki.



Najprostsza maska jaką możemy stworzyć z glinek to oczywiście połączenie tego kolorowego proszku z wodą. Ja zazwyczaj robię to na oko.Pamiętając, aby na początku ostrożnie dozować wodę. Lepiej trochę dolać jej, gdy papka jest za gęsta. Bez problemu nawet laik uzyska gładką, jednolitą masę. Przyznam się, ze jakoś jeszcze nie dorobiłam się pędzelka do maseczek. Ale odkryłam,że jeden z moich pędzli nijak nie nadaje się do makijażu, a już do celów maskowania jak najbardziej. Nie używam niczego metalowego. Może to tylko przesąd, ale zawsze korzystam z plastikowej miseczki i mieszam szpatułką, a dla lepszego efektu jeszcze pędzlem.


Glinki równie dobrze jak w wodzie rozpuszczają się także w olejach. Ale sam olej plus glinka, no nie do końca coś mi tu gra. Najrozsądniej jest dodać parę kropli ulubionego olejku czy też witamin w płynie do gotowej mieszanki powstałej z połączenia glinki z wodą/hydrolatem. Olej oprócz właściwości pielęgnacyjnych sprawi również, że maska tak szybko nie zastygnie nam na buźce.



Aplikacja maski glinkowej to również żadna filozofia. No chyba, że zrobimy ją za rzadką, ale myślę że każdy da radę wyjść z opresji i wymierzyć właściwe proporcje. Nie żałuję sobie mojego domowego tworu i obfita warstwa ląduje na skórze - głównie twarzy. 

Oczyszczająca moc glinki zielonej jest mocno wyczuwalna. Przy czym jest też taki mały minusik, a mianowicie dziwne swędzenie skóry. Nie dopuszczam, by maska zaschła mi na skórze. Ale już, gdy tylko robi się gęstsza to ta swędziawka zaczyna być dokuczliwa. Nawet, gdy w mieszance gości olejek to nie niweluje tej uporczywej, chociaż mijającej po zmyciu, dolegliwości.

Glinka różowa na szczęście nie przysparza takich "atrakcji". Do tego znacznie łatwiej i szybciej da się ją usunąć z twarzy. Oczyszcza może subtelniej, ale za to znakomicie koi skórę i łagodzi podrażnienia.



Takie z pozoru zwykłe glinki są niesamowitym polem do popisu. Dają nam niezwykle wiele możliwości do tworzenia przeróżnych mieszanek służących nie tylko do pielęgnacji twarzy. Kupując dużą, gotową maseczkę ciągle mamy świadomość, że trzeba ją zużyć. Mniej więcej w połowie entuzjazm nam mija i kosmetyk zaczyna się nudzić. A tu co użycie, według gustu tworzymy nową, oryginalną kompozycję.Dodajemy nawet sezonowe owoce, warzywa, bo kto nam zabroni. Tu już tylko Wasza wyobraźnia stawia ograniczenia.


Czasem dostajemy prawie oczopląsy wchodząc do drogerii i widząc te wszystkie nowości. A czasem to co dobre jest bardziej niepozorne. Wystarczy zrobić symboliczny krok w tył i zaufać naturze. 


22.06.2017

Moje pierwsze spotkanie z nasionami chia / Pudding chia / Domowa Spiżarnia


Witajcie

Nasionka , czemu nie ?

 
Naczytałam się i naoglądałam już nie raz tych smakowicie i dość oryginalnie wyglądających puddingów chia. Więc w końcu i mnie naszła chętka na wypróbowanie jednego z przepisów i sprawdzenie, czy te malutkie nasionka są faktycznie zjadliwe.  Te już dość znane chia, to nic innego jak nasiona szałwii hiszpańskiej. Pomimo panującej mody zdawać by się mogło, że wcześniej ludzie nie mieli o nich pojęcia. Jednak na przykład w Meksyku nasiona chia są, że tak kolokwialnie się wyrażę na porządku dziennym. 

Myślę, że to dobrze że panuje u ans akurat taki trend. Nasiona chia mają bowiem wiele właściwości, które tym bardziej zachęcają do bliższego poznania się z tymi niepozornymi maleństwami. Oprócz wspomagania odchudzania, wzmacniają kości, działają korzystnie na pracę jelit, są źródłem białka. Kolejne z zalet spożywania chia to poprawa pamięci, czy pozytywny wpływ na układ krążenia.



Nasiona są same w sobie bez smaku. Więc w sumie pasują do wszystkiego. Najpopularniejszym daniem  z użyciem chia jest jednak pudding. Przygotowanie takiego smakołyku jest wbrew pozorom bardzo proste i nie wydamy przy tym majątku.


Podstawowy przepis na pudding z chia :

2 czubate łyżki nasiona chia
około 200 ml mleka (najlepiej smakowego)
owoce, mus, dodatki

Nasiona zalewamy mlekiem i mieszamy od czasu do czasu. Na tym etapie to wcale jeszcze nie przypomina puddingu. Ale nasiona chia tak jak siemię ma właściwości żelujące. Aby mieszanka nabrała odpowiedniej konsystencji należy ją pozostawić w lodówce na dobrych kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Jeśli zalejemy nasiona mlekiem kokosowym, to nabiorą one jego smaku. W przypadku użycia tradycyjnego krowiego możne je trochę posłodzić lub dosmaczyć według preferencji. Gdy całość zgęstnieje można ułożyć pudding warstwami na przemian z musem owocowym, dekorując całymi owocami, bądź też bakaliami.


Pudding chia nie jest tylko deserem, ale można go również podać jako wartościowe i smaczne śniadanie. Zwłaszcza, gdy mamy rano mało czasu. Wystarczy wyciągnąć przygotowaną wieczorem mieszankę chia z mlekiem i dodać co mamy pod ręką. Czy to musslie, garść orzechów, banana.


Wszystkie dobroci ze zdjęcia poniżej znajdziecie w domowaspizarnia.pl 
Na hasło KOBIETANIEIDEALNA otrzymacie 10 % zniżki na zakupy 


Lubię eksperymentować w kuchni, ale chętnie wracam do moich ulubionych przypraw i dodatków. Nie może u mnie zabraknąć suszonej włoszczyzny, czy papryczek chili. Zioła prowansalskie i lubczyk to również klasyka. Teraz szukam inspiracji do czego by tu wykorzystać czarnuszkę.



Pierwsze podejście do nasion chia uważam za udane. Teraz planuję inne warianty tego deseru. Uwielbiam czekoladę więc z pewnością będzie i taka opcja smakowa. Także rozpatruję wersję ze zmiksowanym bananem wewnątrz puddingu. 




20.06.2017

Mus dotlenijący APIS OXY O2 TERAPIS Home Terapis


Witajcie

Lekki jak piórko




Dziś opowiem Wam o świetnym, lekkim kremie z serii OXY O2 TERAPIS od Apis. Jest to kosmetyk w postaci musu zamknięty w słoiczku typowym dla kremów. Ma służyć do kontynuowania terapii rozpoczętej w gabinecie kosmetycznym. Dlatego nie zdziwcie się, bo znajdziecie także mus w butelce z pompką z serii profesjonalnej. Więc jeśli lubicie kosmetyki subtelne, które nie obciążają skóry, to zapraszam do czytania dalszej części.



Opis kosmetyku

Głęboko dotleniający mus - krem o niezwykle delikatnej, piankowej konsystencji. Bogaty w aktywny tlen zwiększa natychmiastowy dostęp tlenu w skórze poprawiając poziom energii komórkowej niezbędnej do prawidłowych przemian metabolicznych. Kombinacja minerałów (m.in. miedź, cynk, magnez, wapń) i koenzym Q10 usprawniają oddychanie komórkowe. W połączeniu z kwasem hialuronowym, ekstraktem z żeń-szenia, olejem z baobabu i orzechów makadamia, wykazuje działanie przeciwstarzeniowe i rewitalizujące. Wysoka skuteczność selektywnie dobranych składników sprawia, że skóra odzyskuje naturalne piękno - świeżość, blask i witalność. Jest przeznaczony do kontynuacji pielęgnacji w domu po zabiegach.



Mus czy nie mus?

Zacznę od tego, że nie jestem do końca przekonana do tego, czy nazywać kosmetyk musem. Co prawda jest on niezwykle lekki. Powiedziałabym, że wydaje się mokry. W dotyku jest aksamitny i nawet nieco puszysty. I jak bym się nie trudziła i tak nie umiem dosłownie przekazać tego, jaki "mus" jest w praktyce. Więc pozostaje Wam tylko samemu wypróbować! 
 



Aplikacja

Konsystencja sprawia, że z wielką przyjemnością nakładam mus na oczyszczoną skórę. Ze względu na wcześniej wspomnianą lekkość używam go głównie w dziennej pielęgnacji. Dla skóry normalnej i mieszanej będzie odpowiedni również podczas nocnych zabiegów. Po nałożeniu musu czuć przez chwilę, że skóra jest mokra. Nie lepka. Efekt przypomina mi trochę krem emolientowy do twarzy. Gdy odczekamy chwilę lub dwie, poczujemy ukojenie i moc nawilżenia. Kosmetyk wchłania się całkowicie. Nie tworzy matowej powierzchni, ale też nie jest później odczuwalny na skórze.


Jak działa?

Lekki jak chmurka mus Apis rozpieszcza skórę. Idealnie skomponowane składniki sprawiają, że nawilżenie utrzymuje się długo. To tak jakby napoić skórę, jak krople rosy o poranku na trawie. Ożywczy i nieobciążający krem przydatny jest zwłaszcza w okresach zwiększonej temperatury. Kiedy to słońce i wiatr wcale nie są naszymi sprzymierzeńcami, mus dotleniający zadba o doskonałą kondycję skóry. Co warto dodać, dobrze współgra z makijażem.


Mus dotleniający APIS OXY O2 TERAPIS Home Terapis 
- na skróty

* lekki
* nie obciąża skóry
* dobrze się wchłania
* nie waży podkładu
* nawilża na długo
* zmiękcza naskórek
* chroni przed podrażnieniami
* świetne składniki aktywne
* wydajny
* nie uczula
* subtelny, nie drażniący zapach
* solidne opakowanie






Mus dotleniający to połączenie mocy z delikatnym działaniem. Cieszę się, że jest właśnie taki, bo i tak mam dość duże problemy z nasileniem się objawów alergicznych. Muszę też przyznać, że ten subtelny przyjemniaczek jest niezwykle wydajny. Stosując go ponad miesiąc z niewielkimi przerwami jeszcze małe co nieco zostało na dnie słoiczka. Seria APIS OXY O2 TERAPIS jest warta wypróbowania. Może się o nią pokusić praktycznie każdy, także osoby posiadające cerę wrażliwą. Chętnie sięgnę po inne kosmetyki z tej linii, zaś niebawem o dwóch pachnących ponętnie produktach z serii Kakadu Plum.



18.06.2017

Zawsze w ruchu / NewChic


Witajcie

Moda dziecięca



Dzieci są żywiołowe i trudno usiedzieć im w miejscu chociaż przez chwilę. Właściwie to bardzo dobrze, gdyż jest to symptom prawidłowego rozwoju. Po prostu muszą się wyszaleć, wyładować namiar energii. Zabawa i igraszki na powietrzu są bardzo wskazane. Wszelkie formy aktywności, to nie tylko rozrywka, ale prowadzi również do rozwoju emocjonalnego i nabywania coraz to nowych umiejętności. Dziś Ksawcio szalał ze starszymi dziećmi. Na początku nie za bardzo mieli ochotę na zabawę z "maluchem". Jednak potem stał się ich pełnoprawnym towarzyszem. Do czego zmierzam po takim wstępie? Otóż przy tym całym zamieszaniu i pośpiechu, ważne jest by dziecko ubierać wygodnie. Żeby nie krępować ruchów i nie przeszkadzać w beztroskim poznawaniu świata. Ubiór też powinien być wytrzymały i oczywiście podobać się dziecku.





Chociaż obie pary spodni mają rozmiar 120 jednak przez to w jaki sposób zostały uszyte nie wyglądają, jakby miały takie same wymiary. Ciemne są węższe i bardziej dopasowane przez co zdają się bym mniejsze i odpowiadają mniej więcej naszemu rozmiarowi 116. Materiał jest nieco elastyczny, jednak bardziej zbity chłopiec mógłby mieć problem ze zmieszczeniem się w te portki.Czyli jest to model przeznaczony dla dzieci o budowie szczupłej i średniej/typowej.


Wersja "robotnicza" jak to się śmiał tatowy ma już inny fason. Chłopcy w dużym brzusiem i nóżkami śmiało wybrać ten wariant. Będzie im z pewnością wygodnie. Na młodego są nieco przy luźne, a nogawki do wywinięcia na raz. Myślę, że już bliżej jesieni będą leżały idealnie.












Tak więc jak widać, korzystamy z pogody. Może nie jest idealna, ale na spacery i przeróżne wariactwa w sam raz!