22.04.2024

Wegańskie serum booster Botanical Clays marki Bielenda z różową glinką

Witajcie! Kolejne serum zaliczone i mogę teraz podzielić się z wami wrażeniami. Dobrze jest czasem zasięgnąć opinii, by wiedzieć czy inwestować w dany kosmetyk, czy lepiej sobie odpuścić. Serum kupiłam z ciekawości i wcale nie był to planowany wydatek, a raczej potrzeba chwili. Skusiło mnie chyba to opakowanie. Niemniej także naczytałam się o właściwościach różowej glinki, więc też ciekawiło mnie jak będzie to się miało do rzeczywistości. No i co innego przecież glinkowa maseczka, którą się zmywa ze skóry, a serum które na buzi ma już pozostać.

I tak czytając opis serum, wydedukowałam że to kosmetyk akurat do mojej skóry. Sucha, odwodniona, no wypisz wymaluj moja facjata:). Wrażliwa, również jak najbardziej! Nie przepadam za glinkami, bo mimo wszystko nawet na łagodna i tak potem chwilowo daje to uczucie ściągnięcia przy zastyganiu.

Wegańskie serum booster Botanical Clays marki Bielenda z różową glinką 

Serum niewątpliwie prezentuje się kusząco. Zaopatrzone w kartonik z ciekawą grafiką , która jest spójna z przekazem zawartym na szklanej buteleczce. Samo serum także jest koloru subtelnie różowego, który przeważa w szacie graficznej kosmetyku. Opakowanie nie tylko urocze, ale także praktyczne o walorach higienicznych. W skład linii wchodza także inne kosmetyki. Można także kupić wersję z glinką zieloną.

 
Co do serum mam dość mieszane uczucia. Lubię jego subtelny zapach i podoba mi się skład. Początkowo formuła wydaje się lekka, ale jednak po aplikacji i odczekaniu chwili mam wrażenie że produkt nie wchłania się na skórze, tylko zastyga na jej powierzchni. Co powoduje lekkie uczucie dyskomfortu. Bez dobrego wspomagacza w postaci tłustszego kremu więc ani rusz.
 
Opinie co do tego kosmetyku są bardzo podzielone. Są przeważnie pochwalne, albo wręcz przeciwnie, zaś kilka że produkt jest nijaki. A jak to było u mnie? 

Początkowo przyznam, że miałam z tym pastelowo różowym słodziakiem małą zagwostkę. Nijak nowiem nie nadawało się ono pod krem. Ale już po jakimś czasie zamieniałam kolejność i postanowiłam odwrócić kolejność i domykać właśnie tym kosmetykiem jakiś lekki krem. No i taka opcja okazała się u mnie strzałem w dziesiątkę. 

A więc za bardzo nie wiem jak serum spisuje się samodzielnie, bo tak go nie stosuję. I nie zamierzam go już używać jako pierwszego kosmetyku, bo wywoływało to u mnie napięcie skóry i dość dziwne uczucie. Dokończę je sobie palikując na inne mazidło. Co zresztą przynosi fajne efekty. Buzia jest ukojona, a suche skórki powoli znikają. Serum z pewnością utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia skóry oraz ją wspaniale odżywia. Współgra z różnymi kremami i nie obciąża skóry. U mnie nie może być stosowane samodzielnie. 


Różowe serum od Bielendy okazało się współgrać z potrzebami mojej skóry, jednak musiałam odkryć sposób, aby przynosiło mi one konkretne korzyści. 





1 komentarz:

  1. Zaintrygowałaś mnie. Muszę poszukać tego serum i sprawdzić na swojej skórze.

    OdpowiedzUsuń

Thanks for comment!

Dziękuję za każdy komentarz !