8.06.2017

Rozgrzeje, zapachem pobudzi zmysły , rozluźni mięśnie / Masło borowinowe Sulphur


Witajcie

Borowina w kosmetyce



Jeśli nie mamy czasu, ani też za bardzo funduszy na uzdrowiska i wczasy lecznicze, wcale nie musimy być na tej przegranej pozycji. Na szczęście wraz z rozwojem cywilizacyjnym i głównie postępem w dziedzinie medycyny i kosmetologii, już na wyciągniecie ręki mamy preparaty które nie tylko wpływają korzystnie na skórę, ale posiadają także walory zdrowotne. 

O borowinie pewnie już słyszeliście. Chociaż może nie każdy miał okazję, czy potrzebę stosowania kosmetyków które posiadają ją w składzie. 

Masełko, które ma dziś występy gościnne na moim blogu jest dziełem Sulphur Busko Zdrój. Specjalizuje się ona właśnie w wytwarzaniu leków oraz produktów uzdrowiskowych na bazie wody siarczkowej oraz wyciągu wodnego z borowiny.




Opis kosmetyku

Masło borowinowe zawiera unikalne składniki borowin – naturalnych kopalin stosowanych w lecznictwie uzdrowiskowym. Zagęszczenie wodnego wyciągu borowinowego powoduje, że aktywne biologicznie składniki borowin są skoncentrowane, co zwiększa skuteczność ich działania. Najcenniejsze z nich to kwasy humusowe, fitohormony, ciała estrogenne, jony wapnia, magnezu i inne cenne mikroelementy. Wpływają one na procesy metaboliczne, pobudzają produkcję kolagenu i elastyny w skórze, nadając jej korzystny, lekko kwaśny odczyn. Masło zawiera również naturalne olejki: goździkowy, cynamonowy i imbirowy. Pochodzące z nich flawonoidy i fenolokwasy poprzez poprawę mikrokrążenia w skórze ułatwiają wchłanianie cennych składników borowin oraz opóźniają procesy starzenia się skóry. 


Masła czasem są zbite, innym razem kremowe i miękkie. Masło borowinowe ma przyjemną, aksamitną konsystencję, która wspaniale współpracuje ze skórą. Ciemno beżowe, pachnie intensywnie za sprawą olejków cynamonowego, imbirowego i goździkowego. Nastraja optymistycznie, wpływa na poprawę samopoczucia i oddziałuje pozytywnie na cały organizm.


To teraz może małe co niego o składzie. Poza wcześniej wspomnianymi olejkami, masło ma bardzo dużo borowniny oraz masło shea, które uwielbiam. Nie jest pozbawione również składników, na które można pokręcić nosem. Tak jest na przykład z parafiną. Jednakże te mniej lubiane i nie do końca przyjazne dla skóry są na szczęście na końcu składu. Zaś te dobre są na początku i tak na prawdę w solidnych, nie pożałowanych porcjach.



Masło borowinowe rozprowadza się na ciele idealnie. Chciało by się rzec, że idzie to jak po maśle. Pasuje to powiedzonko jak ulał. Za sprawą olejków i masła shea kosmetyk jest dość tłusty, co sprawia że wspaniale otula skórę nawilżając ją i natłuszczając jednocześnie. Formuła masła sprawia, że idealnie nadaje się ono do masażu. Nawet zwykła aplikacja lekko rozgrzewa skórę. Przy masażu to ciepełko jest jeszcze bardziej odczuwalne. Warto poświęcić chwilę czasu na relaksujący masaż. Dzięki tej czynności kosmetyk ma szansę zadziałać szybciej i skuteczniej.


Masło borowinowe jest odżywcze, nawilża na długo, ale nie trzeba godzinami czekać, aż wchłonie się całkowicie. Likwiduje suche miejsca i nawet sprawia, że skóra wygląda na bardziej napiętą i sprężystą. Olejki zawarte w kosmetyku rozluźniają mięśnie. Stosowane na okolice łydek niweluje tak zwane uczucie ciężkich nóg. Z pewnością jest to ciekawy produkt na chłodniejsze dni. Polubią go też zmarźlaki z zimnymi stopami. Wygodne opakowanie air-less ułatwia aplikację.


Masło borowinowe to rozkosz dla ciała i zmysłów. Taka symfonia doznań, która działa korzystnie na skórę i sprawia, że świat jest nieco bardziej różowy. Niestety to co dobre, szybko się kończy. Chętnie powrócę do niego, kiedy zrobi się chłodniej.


6.06.2017

Franklin uczy i bawi


Witajcie

Opowieści o przygodach Franklina w wersji papierowej




Ze swojego dzieciństwa pamiętam dobrze Bolka i Lolka, Gumisie, Smerfy. Pochodzę jeszcze z tego pokolenia, kiedy bajek w telewizji było dość mało. A jeśli już się takowe pojawiały, na przykład podczas tak zwanego seansu Dobranocki, niosły ze sobą oprócz walorów rozrywkowych elementy edukacyjne. Jak to kiedyś mówiła moja babcia, bajki były "ładne". Potem coraz częściej z rozwojem technologii, dostępem do różnych platform telewizyjnych pojawiły się też bajki, które z typowymi nie mają za dużo wspólnego. Ogłupiające, pełne agresji. Dla mnie często dziwaczne, wręcz nie zrozumiałe. Często wybierając bajkę dla młodego skaczę po kanałach nie nie mogę wyjść z podziwu (w negatywnym sensie) jakie to durnoty luzie wymyślają. I te pseudo bajki są przeznaczone dla chłonnych, młodych umysłów.


W tym natłoku znaleźliśmy jednak sporo propozycji odpowiednich dla Ksawcia. Bajki, które chętnie oglądamy razem. Do takich miłych dla oczu i uszu należą opowieści o małym żółwiku Franklinie. Franklin jest postacią z którą dzieci mogą się identyfikować. Zwłaszcza chłopcy! Jest wesoły, towarzyski, ma swoje grono przyjaciół i kochających rodziców. Cieszę się, że bajka którą tak lubimy jest teraz dostępna w wersji papierowej!



Kolekcja opowiadań o Frankliknie składa się z 28 tomów. Są to książeczki w twardej oprawie. Każda z nich opowiada osobą historię. Napisane są prostym, zrozumiałym dla dzieci językiem. Opowiadania nie są zbyt długie, ale za to każde z nich niesie cenne wskazówki jak zachować się w sytuacji, która może spotkać małego odkrywcę.


Tom pierwszy, który widzicie na zdjęciach nosi tytuł "Franklin chce mieć zwierzątko". Chyba większość rodziców przechodzi ten etap, że jego latorośl marzy o zwierzaku. W prosty sposób w książeczce wyjaśniono, że posiadanie zwierzątka wiąże się również z obowiązkami. Właściwie wzory zachowań , które przedstawiane są w kolekcji książeczek o Franklinie, mogą być tez inspiracją dla rodziców! Ponieważ nasze dzieci, tak jak Franklin potrafią zaskoczyć nas mądrymi i niezwykle przemyślanymi decyzjami.



W bajeczkach o Franklinie zauważyłam również inny aspekt edukacyjny. W pierwszej części możemy uczyć się z żółwikiem części ciała po angielsku. Mamy także kilka kart do gry memo , które należy wyciąć . Z każdym tomem zbiór kart będzie się powiększała. A nasza pociecha szybciej przyswoi język angielski.



Pierwszy tom opowiadań o sympatycznym żółwiku Franklinie miał premierę 1 czerwca. Następna cześć będzie do nabycia już 15 czerwca. Kolejne części będą pojawiały się w sprzedaży co dwa tygodnie. Jeśli tak jak ja lubicie tego zielonego malca upolujecie swój egzemplarz w kiosku lub salonie prasowym. Dla tych, którzy wolą zakupy bez wychodzenia z domu , zapraszam do księgarni Literia.pl .








Oczywiście pamiętajmy, że czytanie rozwija wyobraźnię! Więc jeśli jesteście rodzicami lub ciocią, starszą siostrą/bratem wykorzystujcie czas na budowanie więzi między Wami poprzez wspólne czytanie.  Serię o Franklinie zbieram nie tylko ze względu na treść, ale do przyszłej nauki czytania. Będzie łatwiej Ksawciowi przebrnąć przez krótkie historyjki i mieć tę frajdę, że przeczytał całą książkę. Tak, to jest jeszcze w fazie odległych planów. Teraz czytam mu przeważnie ja. Czasem tata. Szczególnie przed snem bajka do poduchy musi być koniecznie!



5.06.2017

Podrap mnie jeszcze troszkę / Miłe peelingowanie cukrowo - orzechowe / SPA Professional




Witajcie

Jak zrobić sobie dobrze ! Pod prysznicem :)



Wiercę się i kręcę, coś mnie swędzi i dekoncentruje! To już ten moment, przyszedł czas na pozbycie się niechcianego i natarczywego gościa. Z dnia na dzień był coraz bliżej i rósł w siłę, nabierał mocy i życie stało się nieznośne. Więc sięgnęłam po broń ostateczną, czemu nie jest w stanie się oprzeć. Pozbyłam się go, wygrałam tę bitwę. I chociaż wiem, że tak łatwo nie da za wygraną i powróci w najmniej oczekiwanym momencie, to jestem zabezpieczona i gotowa na jego przyjście. Tak, martwy łuszczący naskórku, to o tobie mowa. 

Takim drobnym, nieco przewrotnym wstępem zapowiadam recenzję peelingu SPA Professional. Mimo suchej i skłonnej do podrażnień skóry nie wyobrażam sobie życia bez porządnego zdzieradła. Jestem doskonałym przykładem tego, jak na pozór błahe dolegliwości potrafią nieźle dać w kość i utrudniać funkcjonowanie. Uwierzcie, że swędząca skóra nie pozwala się dłużej skupić na niczym innym niż na myśli, że tu i teraz i to szybko muszę się podrapać. Używam sporo odżywczych, gęstych i bogatych smarowideł do ciała. Takie spisują się u mnie najlepiej, bo najdłużej dają ulgę skórze i efekt nawilżenia jest znacznie dłuższy. Może to też po części przyczynia się do tych moich swędziawek, czy łuszczącej skóry. Zwłaszcza na nogach. Ściągam rajtuzy, a tu na nich pełno białego pyłku. No nie, łupież na nogach. Serio? A jednak! Nie dość, że nie jest to przyjemne to jeszcze nie wygląda, że tak powiem apetycznie. Swoje pięć groszy dokłada jeszcze alergia.




Peeling do ciała odprężająco - stymulujący opis


Peeling do ciała SPA PROFESSIONAL zapewnia intensywne nawilżenie, poprawia kondycję skóry, redukuje zmarszczki. Pozostawia skórę gładszą, elastyczną i miękką w dotyku. Idealny do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie skóry przesuszonej oraz dojrzałej. Kryształki cukru oraz eksfoliant z łupin orzecha ścierają wierzchnią warstwę naskórka, głównie obumarłe komórki, co powoduje pobudzenie skóry do szybszego wzrostu i odnowy oraz wzmacnia elastyczność warstw głębszych.Poczuj się jak w SPA.


Jaki peeling jest idealny dla mojej skóry? 

Mogłabym tu słodzić, ściemniać, czy też nawijać Wam przysłowiowy makaron na uszy. Jednak przede wszystkim zależy mi na dwóch sprawach. Peeling ma mieć moc. Nie może mnie miziać , od tego zresztą mam chłopa. Ma skórę potraktować nieco brutalniej. Tak, aby skutecznie pozbyć się niechcianego martwego naskórka.  Druga istotna sprawa to natłuszczenie. Nie ma ochoty po tym zabiegu czuć się jak wyleniały wąż. Skóry się pozbędę, ale nie cierpię uczucia ściągnięcia.



Peeling odprężająco stymulujący SPA Professional ma mnóstwo cukrowych drobinek, dzięki którym kosmetyk nabiera mocy. Zaś spora olejkowa masa stanowiąca sporą część produktu nie pozwoli, aby po intensywnym złuszczaniu skóra pozostała wysuszona. Po prysznicu z użyciem tego peelingu nie potrzeba się nawet kremować, bo czuć kojące natłuszczenie.



Zapachu po opisie spodziewałabym się może nieco innego. Stymulująco odprężający jakoś tak skojarzył mi się bardziej z czymś świeżym. Peeling SPA Professional ma aromat bardziej perfumowany i słodki. Nie każdemu noskowi może się spodobać. Za to ja i mój specyficzny gust z zapachem peelingu nie mamy najmniejszego problemu. Zwłaszcza, że część tej słodkości pozostaje jeszcze na skórze. Ciekawy miks stanowi w połączeniu z gorzką nutą, albo z kawowym balsamem.


To drugi peeling SPA Professional w mojej kosmetycznej karierze. Uroczy słoik pozostanie u mnie,aby przechowywać różne drobiazgi. Kosmetyk nie ma składu idealnego, jednak spisuje się doskonale i chciało by się rzec, tak mi rób - tak mi dobrze. Czyli parafrazując robi to co powinien. Porządnie zdziera, drapie i to właśnie w nim lubię. Potem zaś pozostawia warstewkę na skórze czyniąc ją miękką i gładką.




Stosowanie peelingów ma oczywiście jeszcze inne swoje zalety. Pozbywamy się tego, co jest już zupełnie zbędne. Nierówności stają się mniej wyczuwalne, a ciało gładsze. Skóra lepiej wchłania kosmetyki pielęgnacyjne.

4.06.2017

Liqiud Strobing Magic Jungle / Płynny rozświetlacz Bell / Nowość



Witajcie

Nowy poziom makijażu z Bell



Bell daje nam możliwość zabawy makijażem i nauczenia się nowych trendów. Dosłownie za parę złotych obkupimy się w kosmetyczne nowinki i poeksperymentujemy z make-upem. Seria MAGIC JUNGLE , która zawitała do Biedronek jest gratką dla młodych, pełnych życia dziewczyn i kobiet. Kiedy patrzałam na ekspozycję w sklepie od razu poczułam te letnie, egzotyczne klimaty. Dziś chciałabym podzielić się z Wami aspektami makijażu przy użyciu płynnych rozświetlaczy. Liquid Strobing w trzech wariantach to doskonała okazja do zabawy w tak modny ostatnio strobing. Przyznam, że do tej pory miałam styczność z rozświetlaczami w kamieniu, kredce, wpadło mi w łapki również coś sypkiego. Z Bell rozpoczęłam swoją przygodę z płynną wersją. Po zrobieniu kilku podejść stwierdziłam, że te mazidła nie gryzą i nawet taki laik jak ja da sobie radę!





Opis kosmetyku

Rozświetlacz o płynnej konsystencji, dzięki której doskonale stapia się ze skórą. Może być stosowany solo lub zmieszany z podkładem. Kremowa konsystencja nie podkreśla suchych skórek, łatwo się aplikuje i nie tworzy plam. Pozostawia piękny, świetlisty efekt. Idealny do strobingu i konturowania twarzy.

Dostępność
Sieć sklepów Biedronka

Cena 
9,99 zł zł



Rozświetlacz dostępny jest w trzech kolorach :

01 subtelny róż
02 złoto beżowy
03 miedziany 


Cała seria wygląda ciekawie pod względem grafiki. Rozświetlacz na pierwszy rzut przypomina mi trochę błyszczyk lub też miałam takie skojarzenie z lakierem do zdobień. Każdy ma inne spostrzeżenia. To tak jak z kolorami czy zapachami.Dla każdego może mieć on inny wymiar czy odcień. I dobrze, dość gdybania. Czas powrócić do konkretów. Pojemniczki są szklane, dość ciężkie. Dobrze sprawdza się zastosowanie przezroczystego tworzywa. Łącząc go z czarnymi zatyczkami całość prezentuje się nieco orientalnie, ujęłabym to że nawet drapieżnie. Napisy też są w większości koloru czarnego. Jedyny kolorowy akcent to żółte słówko Jungle.



Aby wydostać rozświetlacz z buteleczki producent zastosował pędzelek, Taki sam jak w lakierach. Dla płynnej konsystencji uważam, że taka opcja jest w sam raz. Robię sobie takie plamko kropeczki na kościach policzkowych, a następnie kosmetyk wklepuję palcami lub też miękkim pędzelkiem. Gdy maluję inna osobę wiadomo, nakładam sobie trochę na wierzch dłoni, a potem w mniej lub bardziej sprawny sposób operuję pędzelkiem.


Płynna konsystencja nie jest taka straszna jak mi się na początku wydawało. Bałam się, że narobię sobie plam i będę wyglądać jak upadła gwiazda z tandetnych komedii. Wystarczyło jednak poćwiczyć.


Takie najważniejsze wskazówki dla osób zaczynających przygodę z płynnymi kosmetykami przeznaczonymi do strobingu?

* mniej znaczy lepiej, czyli jak zwykle i do znudzenia to samo. Jednak i w tym przypadku sprawdza się wyśmienicie. Lepiej dołożyć nieco kosmetyku i wydobyć głębię.

* produkt nakładamy punktowo

*nie rozcieramy rozświetlacza, ale go delikatnie wklepujemy. Gąbeczka, palce, to już kwestia indywidualna.


Liqiud Storbing MAGIC JUNGLE po nałożeniu na skórę i wklepaniu po chwili zastyga. Więc nie musicie się obawiać, że "przykleicie" się do kogoś lub czegoś. Nie lepi się i nie ściera tak szybko.


Z trzech kolorów przypadł mi do gustu nr 01 Liquid Strobing Magic Jungle. Subtelny, perłowy róż. Nadaje naturalny efekt świetlistej, rozjaśnionej cery. Kosmetyk ma w sobie delikatne drobinki, które na skórze pięknie odbijają światło. Odcień nr 02 przyda mi się w mocniejszym makijażu. Jego złoto beżowe tony będą wspaniale współgrać z letnią opalenizną. 

Miedziany odcień mimo iż najciemniejszy pasuje też do średniej karnacji, nie tylko jakby się zdawało do bardzo ciemnej. U mnie gryzł się z tonacją twarzy i włosów. Może jak się przefarbuję efekt będzie bardziej znośny. Za to koleżance a'la pasemkowy blond i posiadaczce zielonych oczu miedź jakoś pasowała. I treaz możecie mi tu kręcić nosem, ale zdjęć gotowego makijażu nie mam. Wklepany kosmetyk barwi delikatnie, a mi aparat prawie doszczętnie "zjada" ten efekt.



Jakie macie doświadczenie z rozświetlaczami? Jaki jest Wasz ulubiony?



2.06.2017

Nowy Jork we mgle / Bimago



Witajcie

Nowy Jork we mgle i w moim domu



Zanim przejdę konkretnie do mojego obrazu, chcę Wam przybliżyć . To niesłychane, że Bimago która jest firmą międzynarodową miała swoje początki w jednym pokoju. Trója artystów z głowami pełnymi pomysłów zapoczątkowała ideę pięknego wnętrza. Ciężką pracą, uporem i oczywiście miłością do tego co robią, sprawili, że napływali wciąż nowi klienci. Zaufanie, profesjonalizm jakim emanują na każdym kroku daje poczucie bezpieczeństwa, a niebywały wybór daje prawdziwy raj dla niezdecydowanych i najwybredniejszych klientów. Ci świetni ludzie są przykładem, że warto wcielać plany w życie! 

W Bimago znajdziecie obrazy ręcznie malowane, drukowane na płótnie, fototapety, tapety , naklejki i plakaty metalowe. Całe mnóstwo niespotykanych, autorskich wzorów, które odmienią i nadadzą charakter każdemu wnętrzu!


Podoba mi się bardzo kwestia doboru parametrów obrazu, czy też innych produktów. Napiszę to na przykładzie mojego zamówienia. Jeśli właśnie chodzi o obraz możemy wybrać z kilku rozmiarów standardowych lub samemu wykalkulować jakie wymiary by nas usatysfakcjonowały. Wchodząc do galerii mamy zazwyczaj obraz w jednym rozmiarze. I jak to ugryźć? Skoro potrzeby jest ogromny, a ten jest malutki. I co z tego, że kolory i to co na nim umieszczono pasuje idealnie do zamysłu wnętrza. W Bimago nie ma takiego problemu. Określamy ten parametr i obraz jest drukowany pod wymiar! Dla tych bardziej wybrednych jest opcja Premium Print, czyli połączenie wydruku ze zdolną dłonią artysty nanoszącego na wydruk specjalistyczny żel. Aby obraz prezentował się odpowiednio możemy zamiast standardowego krosna zdecydować się na galeryjne lub maxx.
 


Bimago zadbało również o to, aby łatwo można było zamontować nasze arcydzieło. Obrazy zawiesić można za pomocą dostępnych w sklepie haczyków oraz gwoździków. My ze względu na rodzaj ścian, zdecydowaliśmy się jednak na wkręty. 


"Wieloczęściowe" obrazy mają to do siebie, że trzeba mieć chwilę czasu i trochę się pogimnastykować z ich zawieszeniem. Ja byłam kierownikiem zamieszania, a pan G. odwalał brudną robotę :). Właściwie taka podstawowa wskazówka dotyczy przerw między poszczególnymi elementami obrazu. Części nie mogą być połączone, ani zbyt oddalone. Optymalna wielkość wolnej przestrzeni to 2-3 cm. I oczywiście części muszą wisieć symetrycznie. U nas było trochę kombinacji przez krzywe ściany. Jednak myślę, że wyszło nam to całkiem dobrze!





Źle / odstępy



Za blisko
Za daleko



Obraz, który wybrałam należy do kategorii miasta . Tak, właściwie chciałam storczyka w pastelach, ale przez dwóch chłopów w domu zostałam przegłosowana. Nowy Jork we mgle  spodobał mi się przez tą nutę tajemniczości. Częściowo ukryte, jakby śpiące miasto , kontrastuje z jaskrawością taksówki i budynkami stanowiącymi tło dla Statuy. Kiepski ze mnie fotograf amator, bo jak zwykle na żywo obraz wygląda zdecydowanie lepiej. Mam jednak nadzieję, że uchwyciłam chociaż częściowo jego nie odparty urok.



Dokopałam się też do ciekawej opcji. Do obrazu możliwe jest zamówienie dedykacji. Super sprawa, prawda? Możecie sprawić bliskim naprawdę wielką frajdę. Gdy tylko będę spoglądali na obraz, od razu będzie wiadomo kto ich tak wspaniale obdarował. Obraz z podpisem ! Oryginalną dedykacją na Wasze życzenie.





Zawsze jak wchodzę do pokoju nie mogę się napatrzeć na mój Nowy Jork. Miło jest dopieszczać otoczenie w którym się mieszka i sprawiać, że nabiera przytulnego, osobistego charakteru!