Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loreal. Pokaż wszystkie posty

18.11.2023

Loreal i pielęgnacja skóry w rutynie #skincycling

Witajcie! Dziś pora by i na blogu zawitały kosmetyki do kompleksowej pielęgnacji skóry w rutynie skincycling. Ten trend to naprawdę fajna sprawa i może już dawno z niego korzystałyście, nawet tego nie wiedząc. Polega on na ustalonym rytmie pielęgnacyjnym powtarzającym się w cyklu i tak " na okrągło". To dobre rozwiązanie dla zabieganych czy też nieco zakręconych osób, które przecież także chcą dbać o swoją skórę.

testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling
 
W rutynie skincycling zaproponowanej przez Loreal mamy pięć kosmetyków. W tym coś z retinolem. Właśnie dzięki takiej pielęgnacji łatwo i bezpiecznie można wprowadzić ten składnik do swojej pielęgnacji, dbając jednocześnie aby zachować zdrową barierę hydrolipidową. Rutynę tę można oczywiście nieco modyfikować, ale dla poczatkujących czy osób z cerą wrażliwą polecam nie mieszać nic na początku i przynajmniej miesiąc postępować zgodnie z wytycznymi. 

Rutyna pielęgnacyjna Loreal to cztery kosmetyki stosowane na noc i jeden przeznaczony do pielęgnacji porannej. W sumie nic nie szkodzi, żeby po dwa z rutyny wieczornej sięgać także w dzień, ale o tym potem. A więc po kolei...

testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling
 

Noc pierwsza

Loreal Revitalift Tonik złuszczający z 5 % kwasem glikolowym 


Pozbywanie się martwego naskórka, tak jak właściwe oczyszczanie to niezbędny etap każdej pielęgnacji. Bez tego nakładane kosmetyki będą działać słabiej i mniej efektywnie. Już dawno przekonałam się, że mechaniczne złuszczanie jest nie dla mnie jeśli chodzi o wrażliwa skórę. Do ciała jak najbardziej zdzieraki mi służą. Natomiast buzia , szyja i dekolt potrzebują innych kosmetyków. Peelingi enzymatyczne i kwasowe nadają się do tego znakomicie.

Na przykładzie Loreal zauważycie, że delikatnie złuszczać skórę można takim kosmetykiem jak tonik, jeśli mam on oczywiście odpowiedni skład. W tym toniku mamy akurat kwas glikolowy. Wbrew pozorom kwas ten nie służy wyłącznie do złuszczania, a ponadto nadaj się do każdego rodzaju skóry bez względu na wiek. Więc nie bez przyczyny jest jednym z najpopularniejszych kwasów AHA. Ponadto jego struktura składa się z najmniejszych cząsteczek i dzięki temu właśnie może przenikać głębiej poprzez naskórek. W małych stężeniach, takich jak w toniku Loreal może być stosowany codziennie. Wszystko zależy od potrzeb skóry i metody jej pielęgnacji. 

Jak już wspomniałam w toniku Loreal jest małe stężenie kwasu glikolowego, dlatego też nie ma tu mowy o uczuciu ściągnięcia, a jest wręcz odwrotnie. Dla nie wtajemniczonych tak skomponowany kosmetyk ma dobre właściwości nawilżające. Ponadto utrzymuje  w skórze wilgoć, co jest bardzo pożyteczną funkcją. Oczywiście tonik także złuszcza naskórek, ale robi to niezwykle delikatnie. Likwiduje suche skórki, zmiękcza skórę i sprawia że staje się o wiele gładsza. 

Dłuższe stosowanie toniku przynosi także wiele innych korzyści. Używanie go wspiera regenerację naskórka, zmniejsza widoczność przebarwień, wyrównuje powierzchnię skóry, oczyszcza, współdziała w walce ze zmarszczkami oraz przeciwdziała zapychania porów. Dlatego też uważam go za swojego wielkiego sprzymierzeńca! Wiem, że stopniowo sobie tam delikatnie oddziałuje pozytywnie na moją skórę, a z drugiej strony nie uszkadza jej i nie podrażnia.



testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling
 

Noc druga 

Loreal Revitalift Laser Pure Retinol Serum ,  Serum na noc z czystym retinolem 

Retinol to składnik, o którym słyszała zapewne każda z was! Jak tu go nie kochać, za ten szereg wspaniałych właściwości. Retiol to nie tylko panaceum na zmarszczki, ale także m.in redukuje przebarwienia. W kremach może być go dość mało, dlatego coraz chętniej sięgamy po bardziej skoncentrowane kosmetyki mające w składzie retinol. na początku należy pamiętać aby zbudować tolerancję na ten składnik, a następnie zwiększać jego dawkę .Dla tych co jeszcze nie wprowadzili retinoidów do swojej pielęgnacji powstał program Loreal, aby bezpiecznie przeprowadzić was przez ten proces. Niskie stężenie i rytm pielęgnacyjny sprosta nawet wymaganiom wrażliwej skóry.

Serum z czystym retinolem Loreal Revitalift Laser ma mleczny kolor i przyjemną konsystencję. Zamknięte jest w butelce z ciemnego szkła, zaś do aplikacji służy pipetka. Nie trzeba używać wiele kosmetyku za jednym razem. Zwłaszcza na początku warto stosować na skórę naprawdę minimalną ilość. Serum gładko rozprowadza się na skórze. Wchłania po jakimś czasie. Mnie nie podrażniło. Podczas używania nawet nie miałam odczucia, aby musieć sięgać po jego wchłonięciu krem. Skóra po jego użyciu rano była odżywiona, napięta i przyjemnie miękka. 

Kiedy stosujemy retinoidy na efekty trzeba trochę poczekać. Takie skutki typu lepsza kondycja skóry, nawilżenie widać dosyć szybko. Ale inne pojawiają się po miesiącu stosowania, zaś następne jeszcze później. Więc tak, serum Loreal działa! Nie dziwię się, że dziewczyny piszą że nie zrobił tego czy tamtego. Po prostu to jeszcze nie jego pora. Zwłaszcza w początkowej fazie, kiedy to przyzwyczajamy do niego skórę i sięgamy po nie stosunkowo rzadko. 

To moje drugie serum o tym stężeniu i widzę już fajne efekty, chociaż do tego co chciałabym uzyskać mam jeszcze długą drogę. Ale w buteleczce mam sporo kosmetyku, aby jeszcze dalej przeprowadzać kurację i może potem zwiększyć stężenie. Z pewnością serum sprawia, że skóra jest zdrowsza. Mniej się przetłuszcza. Wygląda na jaśniejszą i mniej zanieczyszczoną. Nie mam absolutnie żadnych suchych skórek na twarzy. Skóra wydaje się gęstsza. Okolice oczu także wyglądają lepiej . Tak , nakładam retinol pod oczy. Na powieki nie, ale może spróbuję po wymieszaniu z kremem. W sumie to mam ochotę spróbować też ciut ciut na usta, bo nie mogę sobie z nimi poradzić. 

Retinol nakładamy oczywiście zawsze na suchą skórę. To nie koniec wieczornej pielęgnacji, bo po jego wchłonięciu nakładamy oczywiście kremik.

Wracając do rutyny pielęgnacyjnej z Loreal, pielęgnację z użyciem toniku z kwasem glikolowym zamykamy użyciem kremu. Ja przez cały czas kuracji sięgam po krem ujędniający Revitalift Filler. 


testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling

 

Noc 3 i 4 

Loreal Revitalif Filler  Serum z kwasem hialuronowym 

Kiedy już myślałam, że wiem już dużo o kosmetykach to okazało się, że jestem w błędzie. Nigdy jakoś sera z kwasem hialuronowym nie działały u mnie jakoś za specjalnie. Ale sama jestem temu winna. Jak jest zalecenie na wilgotną skórę, to tak właśnie ma być! I dzięki temu polubiłam się z kwasem hialuronowym i używam je z przyjemnością. 

Serum z kwasem hialuronowym Loreal zamknięte jest w zgrabnej, szklanej buteleczce. Do jego aplikacji używamy pipetki. Serum jest przezroczyste i lekko żelowe o bardzo subtelnym zapachu. Szybko się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy. Idealnie nadaje się do pielęgnacji skóry po aplikacji retinolu, aby zaopiekować się naszą skórą.

Serum nawilża, napina i koi skórę. Trudno mi mówić o nim osobno, gdyż aplikuję go zazwyczaj pod krem ujędrniający Loreal. Zresztą wskazane jest domkniecie takiej pielęgnacji kremem, więc myślę że wspólnie działają znacznie skuteczniej. Może stosowanie dwóch kosmetyków wydaje się wam być skomplikowane i zbędne, ale kiedy spróbujecie poczujecie znaczną różnicę. To wcale nie jest jakaś czarna magia. Może początki są nieco zawiłe, ale potem cała rutyna wchodzi w krew i robicie ją odruchowo.


testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling
 

Loreal Revitalift Filler Water Cream,  Krem ujędrniający 

 
Krem Loreal nakładamy przez dwie noce po uprzedniej aplikacji serum hialuronowym.  Te dwie noce to regeneracja, odnowa i odpoczynek skóry po zastosowaniu kwasów i retinoidów.

Krem zamknięty jest w plastikowym słoiczku. Jak widzicie seria Revitalift Filler ma spójną szatę graficzną w odcieniach niebieskiego z subtelnym, czerwonym akcentem. Słoiczek z kremem jest wygodny i higieniczny, gdyż to opakowanie typu airless. Nie tylko nie wprowadzimy zanieczyszczeń do jego wnętrza, ale też nie dostanie się do niego powietrzem które może utleniać niektóre składniki aktywne kremu. 

Krem jest gęsty, bogaty i jest świetną bombą odżywczo nawilżającą dla skóry. To pewnie dzięki zawartości ceramidów, ale także dwóch rodzajów kwasu hialuronowego. Uwielbiam go bo działa skutecznie, nie obciążając skóry.

testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling

Każdego dnia rano 

 Loreal Revitalift  Clinical,  Krem rozświetlający z Wit C i SPF 50 


Krem z filtrem to podstawa każdej pielęgnacji. Tak jak nie da się mieć ładnej buzi bez dokładnego oczyszczania, tak drogie specyfiki są że tak łagodniej ujmę guzik warte, jeśli rano nie zabezpieczymy skóry kremem z wysokim SPF. Często kosmetyki nie działają właściwie dlatego, że im w tym pomagamy. Więc skupcie sie, aby ta cała pielęgnacja przyniosła oczekiwane rezultaty.

Od razu polubiłam się z Kremem rozświetlającym Loreal. Nie dość, że zawiera wysoki filtr, to jeszcze posiada w składzie Wit C. Dzięki czemu moja poranna rutyna skróciła się nieco. Co jest istotne dla mnie zwłaszcza jak mam na pierwsza zmianę. Ogarniam siebie, wyprowadzam psa i robię kanapki młodemu do szkoły. Więc czasu jest nie za dużo. Do tej pory sięgałam po serum, zaś kolejnym etapem było nałożenie kremu z SPF. Swoją drogą muszę wam opisać całkiem fajne serum z Wit C, bo tym razem trafiłam dobrze z doborem kosmetyku.

Krem jest półpłynny. Co wcale jakoś nie utrudnia aplikacji. Wyciskając go z tubki za drugim razem, już wiedziałam że należy to robić z dozą ostrożności. Krem jet lekki, chociaż wydaje się trochę mokry po nałożeniu. Nie bieli, nie czuć dziwnego obciążenia na skórze. Nie wchłania się całkowicie, ale za to współgra z makijażem. Krem jest wydajny. Nie piecze w okolicach oczu i nie zapycha.


testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling

Bonusik

Loreal Revitalift Filler Serum pod oczy  2,5 % kwasem hialuronowym i kofeiną

W podstawowej wersji skincycling według Loreal jest pięć kosmetyków. Ja chociaż starałam się przestrzegać sumiennie tej rutyny, przemyciałam do niej świetny kosmetyk pod oczy, a mianowicie serum Loreal Revitalift Filler z kofeiną i kwasem hialuronowym. Serum pasuje idealnie do pielęgnacji porannej, jak i wieczornej, a wplecenie jej w swoje rytuały zajmuję chwilę.

Serum jak pozostałe kosmetyki Revitalift Filler to niebieskawa szata graficzna ze szczyptą czerwieni. Tu jak w przypadku serum do twarzy mamy do dyspozycji szklaną buteleczkę. Różni się jednak dozownikiem. Jest to jakby różdżka wkładana do buteleczki. Zakończona jest trzema, metalowymi kuleczkami, które chłodzą i masują zmęczone oczęta. Dzięki temu poza efektem pielęgnacyjnym otrzymujemy stymulację poprzez masaż i niewątpliwie efekt relaksujący. To delikatne serum pod oczy nawilża, odżywia delikatną skórę wokół oczu. Subtelnie ją napina, zmniejsza obrzęki oraz rozjaśnia cienie. Szybko się wchłania i nie roluje pod makijażem.

Seria Revitalift Filler to genialne kosmetyki oparte na kwasie hialuronowym i w takim trójkącie, nie mylić  z wiecie jakim, działa świetnie. To moc kwasu hialuronowego działająca na kilku płaszczyznach i dbająca o piękno i zdrowie naszej skóry!

testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling

testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling

testuję z Wizaż kosmetyki loreal w rutynie skincycling

Tak więc po ponad miesiącu stosowania metody skincycling razem z Loreal potwierdzam jej działanie i polecam system pielęgnacji taką metodą. Co do poszczególnych kosmetyków, także odpowiadają mi bardzo. Teraz przede mną z pewnością przynajmniej miesiąc korzystania z ich dobrodziejstw. Chociaż myślę, że najszybciej pożegnam się z  kremem SPF, bo używam go codziennie. Więc muszę się za czymś rozejrzeć. Po zużyciu serum z retinolem przestawiam się na większą dawkę, więc już się powoli rozglądam za takowym specyfikiem.




20.10.2019

L´Oréal Paris Age Perfect - Extraordinary Oil Cream

Już nie raz pisałam, że nie zawsze zwracam uwagę na to do jakiego wieku przeznaczony jest kosmetyk. Wolę brać pod uwagę potrzeby swojej skóry. Dlatego często sięgam po bogatsze, bardziej olejowe i odżywcze kremy do twarzy. Jeśli chodzi o markę L'Oreal to kiedyś pamiętam, że uważałam że to cudo i ta wyższa półka, na którą często mogłam sobie tylko popatrzeć. Z biegiem czasu, większą dostępnością i własnymi doświadczeniami już nie miałam takiego parcia, na kosmetyki z tej firmy. Niemniej jednak nie stronię od niej, czego przykładem jest dzisiejsza recenzja.
Opis kosmetyku
Nawilżająca terapia odżywcza z cennymi olejkami o bogatej i zmysłowej konsystencji niczym odżywcze masło wtapia się w skórę nie pozostawiając tłustej warstwy. Intensywnie odżywia i nadaje jej zmysłową gładkość bez uczucia szorstkości. Produkt odpowiedni dla kobiet w każdym wieku. Daje natychmiastowe nawilżenie i intensywne odżywienie. Dzień po dniu, bariera ochronna skóry zostaje odbudowana.
Krem wygląda dość luksusowo. W szklanym złotym słoiczku o bardziej kwadratowym kształcie z również złotą nakrętką mieszka nasz krem. Jest biały, niezbyt gęsty i dość intensywnie pachnie. Z początku nie mogłam się do tego aromatu przyzwyczaić, ale z czasem przywykłam do niego.
Krem L'Oreal cudownie koi skórę. Aplikuje się go przyjemnie. Kosmetyk lekko sunie po skórze, otulając ją pielęgnującą i pachnącą warstwą. Zdaje się być przeznaczony na noc, gdyż czuć moc właściwości. Mimo swej mocy, olejkowej siły , potrafi świetnie współgrać z moją skórą w ciągu dnia. Wchłania się może nie najszybciej, pozostawiając wyczuwalną warstewkę na powierzchni skóry. Nie przeszkadza mi to jednak w nakładaniu makijażu, ani innych czynnościach pielęgnacyjnych.
Krem możecie kupić już za nie całe 30 zł. Nie jest to cena kosmiczna i każdy z nas może sobie pozwolić na zakup kosmetyku, a przyznam Wam że warto. Zwłaszcza kiedy Wasza skóra jest sucha, wymaga szczególnej troski. Jesienne wahania temperatur i zmiany atomosferyczne sprawiają, że cera robi się bardziej problematyczna, nadwrażliwa i podatna na uszkodzenia. Robi się szara, zmęczona. Właśnie teraz potrzebuje więcej troski. Nie traćcie czasu, aż doprowadzicie ją do takiego stanu. Warto prewencyjnie pielęgnować skórę dostosowując kosmetyki do sezonowych zmian.
Cieszę się, że zdecydowałam się na przygodę z kremem L'Oreal Extraordinary Oil Cream ponieważ idealnie trafił w potrzeby mojej skóry w tym czasie. Co prawda sięga już dna, ale zaopatrzyłam w kolejny słoiczek. Krem nawilża i odżywia skórę na długo. Uelastycznia naskórek, sprawia że odzyskuje naturalną, zdrową barwę. Jest prawdziwą pomocą w trosce o skórę. Działa skutecznie, nie obciążając skóry i nie zapychając jej. 

Jeśli szukacie dobrego kremu na jesień do cery suchej, to trafiliście w odpowiednie miejsce. Extraordinary Oil Cream L'Oreal ukoi Waszą skórę i zapewni odpowiednią dawkę pielęgnacji na jaką zasługuje Wasza skóra.

26.03.2019

Moje pierwsze spotkanie z Batiste / Czy polubiłam eyeliner w pisaku Loreal

Myślałam, myślałam, aż się skusiłam. Jeśli ma się czas to przecież umycie włosów, to żadna jakaś wielka filozofia. W moim wypadku trzeba jeszcze czuprynę wysuszyć, no i przydało by się wyprostować lub ułożyć w inny sposób.  Mój zmianowy system pracy,  a czasem inne obowiązki z reguły pozwalają mi na tradycyjne obchodzenie się z włosami, czyt. woda, szampon, maska e.c.t. Szał na suche szampony uważałam za nieco naciągany. Zwłaszcza jeśli takie szkolne małolatki w "natłoku zajęć" piszą, że on ratuje im życie. No heloł, doba nie stała się dłuższa. A, że tak to napiszę moje pokolenie miało o kiedyś więcej obowiązków także poza szkołą. I tak rozmyślałam, że to kolejny chwyt reklamowy. Jednak ciekawość wzięła górę. Chociaż Batiste jest ze mną jakiś czas, to sięgnęłam po niego w sytuacji kryzysowej.

Suchy szampon Batiste wyglądam przypomina dezodorant w sprayu. Działa też na podobnych zasadach. Po wstrząśnięciu i naciśnięciu na atomizer w opakowania wydobywa się produkt. Szata graficzna nawiązuje do zapachu. Przyznam, że fresh to właściwe słowo. Zapach jest faktycznie świeży i dość intensywny.
Obawiałam się trochę białych włosów i skalpu. Jednak przy Batiste Fresh nie ma takiej opcji. Po spryskaniu włosów widać na nich minimalny nalot. Jednak, gdy wmasuje się kosmetyk i ułoży fryzurę, czupryna wygląda naturalnie i nie ma śladu jakiegoś pyłu czy proszku. 

Po ten szampon sięgnęłam, gdy naprawdę byłam w potrzebie. Znacie pewnie to z autopsji. Wieczorem jeszcze włosy były takie do zniesienia, ale rano okazało się że nie wyglądam. Czasu na mycie tradycyjne nie było. I z pomocą przyszedł mi Batiste Fresh. Zarówno obsługa jak i korzystanie jest banalnie proste. Trzeba intensywnie pomerdać opakowaniem, spryskać włosy u nasady z odpowiedniej odległości. Potem delikatny masaż i ułożenie fryzury. I nie było śladu po nieświeżych kłaczkach. Cały dzień włosy wyglądały świeżo. Zapach też do wieczora się utrzymywał. Chociaż on akurat mógłby być lżejszy, bo czułam się jakbym głową wpadła do wanny z perfumami. Ale pewnie chodzi o maskowanie jakiś nieprzyjemnych zapaszków. Następnym razem wybrałabym jakąś lżejszą wersję. Chociaż zanim zużyję ten to jeszcze potrwa.
Eyeliner Perfekct Slim Loreal był dla mnie nie lada wyzwaniem. Ależ lubię kreski, ale stosuję do nich zazwyczaj eyelinery płynne wyposażone w pędzelki. Są lesze i te mniej lubiane przeze mnie. Doszłam już jednak z nimi do dużej wprawy i robiąc kilka rzeczy na raz nie wyrysuje sobie tego co nie powinnam:). Teraz przyszła pora na zamianę warsztatu i naukę rysowania kresek perfekcyjnym linerem.
Eyeliner Loreal łączy w sobie wiele zalet. Jak widzicie jego końcówka jest fajnie ukształtowana. Dzięki czemu swobodnie można namalować cienką, delikatną kreskę. Ale gdy zależy nam na ostrzejszym wizerunku, to również nie nastręcza większego problemu. Zaletą takiej aplikacji jest także fakt, że pędzelek może się rozdwajać. A tu pisak zawsze pozostaje w swojej pierwotnej formie.
Eyeliner Loreal to także piękna, głęboka czerń o nadzwyczaj dobrej trwałości. Malowałam nim dla testu także dolną powiekę. Co u mnie grozi pandami, gdyż oczka lubią mi łzawić. Kreska wykonana tym eyelinerem pozostała jednak na miejscu mimo kilku łez.
Dlaczego więc tak rzadko sięgam po ten typ eyelinera, a wybieram te w pędzelku? Cóż, kiedyś u kuzynki wypatrzałam taki wynalazek i sobie także kupiłam. Okazało się, że po kilku użyciach zaczął coraz słabiej malować. Nie wiem, czy wysechł, czy być może się zapchał. To mnie skutecznie zniechęciło. Nie lubię szaro burej kreski, tylko mega czarną. Eyeliner Loreal używam już na tyle długo, że ze zdumieniem mogę powiedzieć, że nadal maluje na czarno. Tak jak na początku. Trzeba brać po uwagę to, że nakładam go przeważnie na jakieś cienie, które mogą osłabić działanie kosmetyku. Odpukać, na razie to nie miało miejsca. A eyeliner równie dobrze śmiga po suchej skórze jak i różnym rodzaju cieni do powiek.
Wiosna jak na razie jest tylko na papierku, zaś pogoda za oknem mówi zupełnie co innego. Trzymam kciuki, żeby to się jak najszybciej zmieniło. Wiele moich koleżanek wykorzystuje ten czas na zadbanie o siebie, zrzucenie zbędnych kilogramów. Sprawdzone suplementy oraz skuteczne preparat na odchudzanie znajdziecie na stronie http://www.smedyczny.pl/.

I jestem z siebie dumna, bo dałam radę tworzyć całkiem ładne makijaże z eyelinerem Loreal. Co ważniejsze w te dziwne, zmienne pogody zastąpiłam nim moich ulubieńców ze względu na trwałość. Co do szamponu Batiste będę go używała w nagłych sytuacjach. Kiedy nie ma już innego wyjścia. Bo jednak lubię tą prawdziwą świeżość, którą daje wyłącznie korzystanie z wody i zwykłego myjadła. Niemniej taki szampon to dobra sprawa, gdy chorujemy. Głowa tłusta, trzeba wyjść do lekarza. Choroba chorobą, ale nie straszmy ludzi:).