Często słyszę i Wy zapewne też, że ktoś z Waszych najbliższych narzeka że siedzi w domu. Noe nie ma co robić, nie ma pomysły. Bo inni jadą na wakacje do Tunezji, a Krysia ma taką altankę na działce i tam sobie siedzi jak w raju. No nic tylko marudzenie i wymówki. Chyba my Polacy lubimy narzekać. Zamiast iść w zaparte i psioczyć jak nam źle, możemy zakasać rękawy i zabrać się do stworzenia sobie przyjaznej przestrzeni do relaksu. Oczywiście możecie pokusić się o remont, malowanie i przemeblowanie. Tym mniej obdarzonym chęciami i zdolnościami manualnymi polecam nabycie kilku dodatków. Są bowiem małe rzeczy, które stworzą na prawdę niebanalny klimat wszędzie tam gdzie zechcecie. Nawet na skrawku łóżka!
Świece zapachowe towarzyszą mi praktycznie każdego dnia. Są klimatyczne, niebywale nastrojowe. To trochę tak jakby przenieść się nieco w czasie do innej epoki. Nie tylko zapach pobudza zmysły, ale również blask prawdziwego ognia sprawia, że jakoś cieplej mi na sercu. English Rose to subtelna, dzika róża w połączeniu z innymi nutami dając lekkość i świeżość. Zapach nie nuży i nie przytłacza, dlatego śmiało można rozpalić świecę także na wieczór.
Komplet wazoników dodaje uroku nawet, gdy stoi pusty. Świetnie też pasują do niego pojedyncze gałązki goździka, bądź polnych kwiatów. A właśnie jeśli już jesteśmy w tym temacie, to bardzo lubię mieć w domu coś kwitnącego. Doniczkowe stanowczo dłużej cieszą oko.
Oczywiście wszelkie milusie koce, poduszki i okrycia są równie niezbędne. Otulą w chłodniejszy dzień i zapewnią poczucie bezpieczeństwa i błogi relaks. Koniecznie do tego kawa w ulubionym kubku i ciacho na przegryzkę. Czasem ktoś pyta, jak to się dzieje że nigdy jeszcze nic nie podpaliłam. Ano jakimś szczęśliwym trafem nie. Jednak nie raz rozlałam picie. Teraz, gdy mam drewnianą tacę musiałabym się bardzo postarać, żeby naprosić i wylać napój.
Możecie się także przenieść w dowolne miejsce nie ruszając się z domu. Jak to możliwe? Odpowiedź jest prostsza niż myślicie. Wystarczy wziąć do ręki książkę! Wbrew pozorom nie zaczęłam od "Jak myśleć mniej" Christel Petitcollin (Wydawnictwo Feeria), ani też nie sięgnęłam po coś kobiecego.
Wciągnęła mnie powieść grozy Stefana Dardy ( Wydawnictwo Videograf ). Jest to trzecia, ostania z serii Wyręby nazwana tak od miejscowości w której dzieją się dziwne, dość straszne wypadki.
W powieści pojawiają się dwa główne głosy. Jeden należy do Ewy. Są to jej zapiski. Z początku chaotyczne i pokręcone, urywane, spowodowane traumatycznym wydarzeniem. Przez które ucieka od ukochanego, pozostawia niedokończoną budowę wspólnego domu. W miarę jak emocje stygną i nabiera dystansu, bohaterka nie wie czy może przesadziła z osądem sytuacji i cała sytuacja była bardzo na wyrost. W trakcie dochodzenia do siebie dokonuje zaskakującego odkrycia i zagłębia miejscowe mity i wierzenia dotyczące nadnaturalnych istot. Czy jej Mikołaj, o którym tak mało wie okaże się istotą z krawędzi dwóch światów?
Przejdźmy do Huberta, który ma nie łatwo w życiu. Obwinia się o śmierć przyjaciela Marka. Ciągle drąży w sobie poczucie winy i odczuwa ten niedosyt, że może był w stenie coś zrobić i zapobiec nieszczęściu. Ta część trylogii rozpoczyna się jednak od snu Huberta w którym opętany przez demona prawie zabija swojego syna. Ten sam demon, a dokładniej zabita w tajemniczych okolicznościach ciężarna poluje na inne ofiary, objawiając to w koszmarach Huberta. Co niestety później okazuje się prawdą.
Postawiony pod ścianą Hubert, zastawia się jakby postąpił Marek na jego miejscu. Doszedł do wniosku, że nie może tylko się chronić i unikać niebezpieczeństwa. Zło już mogła przyjść za nim z Wyręb do rodzinnego domu. Chce zwalczyć tego demona, a właściwie to nawet kilka. Bo naliczyłam ducha wilka, kobiety i jej dziecka. Jest jeszcze tajemniczy cień na fotografii. Więcej Wam nie zdradzę, tylko pozostawię niedosyt. Dla tych co lubią, gdy w życie zwyczajnych ludzi wplatają się niezwykłe wątki powiązane z ludowymi wierzeniami Nowy Dom na Wyrębach II to odpowiednia propozycja.
Lubię czytać książki, ale to mój debiut jeśli chodzi o dzielenie się wrażeniami na łamach bloga. Ale kiedyś trzeba zacząć i z myślę, że z czasem się rozkręcę. Swoją drogą, jak organizujecie własną, komfortową przestrzeń w domu? Tak dla relaksu, abo żeby zwyczajnie odpocząć i się zresetować.





















































